advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Obserwuj w Google News

„Suchy styczeń” to sygnał, że jest problem

2 min. czytania
Aktualizacja 08.01.2025
08.01.2025 08:24

„Suchy styczeń” to plan na wejście w nowy rok bez alkoholu. Co na ten temat sądzą eksperci? Zapytaliśmy dr. n. med. Bohdana Woronowicza, psychiatrę, specjalistę psychoterapii uzależnień.

Suchy styczeń
fot. Shutterstock

Suchy styczeń” (z ang. Dry January) to akcja „łącząca ludzi świadomie ograniczających alkohol”. Jak podaje portal horecatrends.pl, akcja została zainaugurowana w 2013 roku w Wielkiej Brytanii. Wzięło w niej wówczas udział około 4 tys. osób. W 2023 roku było to już 175 tysięcy. O czym świadczy podejmowanie tego typu prób – zapytaliśmy psychiatrę, specjalistę psychoterapii uzależnień, dr. n. med. Bohdana Woronowicza.

Czy udział w akcji „suchy styczeń” to sygnał, że jesteśmy uzależnieni?

Nie chciałbym mówić od razu o uzależnieniu, ale wiele osób, które podejrzewają u siebie problem alkoholowy, robi tego typu noworoczne postanowienia. Na początku roku więcej osób przychodzi do mnie z pytaniem na temat leczenia, bo komuś bliskiemu obiecały, czasami sobie same. Często taką próbą bywa też 40-dniowy post. Przez ten czas powstrzymują się od picia alkoholu, a potem przekonują wszystkich, że nie mają problemu, bo przecież potrafią nie pić przez jakiś tam czas.

Jeśli wytrzymali, to nie mają?

Nikt, kto nie podejrzewa u siebie takiego problemu, nie będzie wymyślał takich ograniczeń. Najczęściej robią to osoby, które „narozrabiały” w związku z piciem bądź zauważyły, że piją alkohol zbyt często czy zbyt dużo. Jednym z typowych sygnałów ostrzegawczych jest podejmowanie cichych prób ograniczania picia i wyznaczania sobie okresów pełnej abstynencji po to, by udowodnić sobie i innym, że mamy kontrolę nad relacją z alkoholem.

Jakie są inne „czerwone flagi”?

Charakterystyczne jest unikanie rozmów o alkoholu, a jeśli ktoś zasugeruje konieczność ograniczenia picia – reagowanie złością, a czasami nawet agresją. Charakterystyczne jest także poszukiwanie i często organizowanie okazji do wypicia albo powtarzające się przypadki picia „do upadłego”. Niezmiernie ważne jest, żeby odpowiednio wcześnie zauważyć sygnały mówiące o tym, że zaczyna się problem.

Kiedy się zaczyna?

Jeśli pijemy trochę alkoholu towarzysko, przy okazji jakichś spotkań, to jeszcze pół biedy. Natomiast gdy człowiek sięga po alkohol w określonym celu – żeby sobie ulżyć, zredukować napięcie, poprawić sen – czyli traktuje alkohol jak lekarstwo, to robi się niebezpiecznie. Tak zwykle zaczynają osoby, które zupełnie nieświadomie „zagłębiają się” stopniowo w uzależnienie.

Na tym etapie możemy jeszcze poradzić sobie sami, czy to już czas na wizytę u specjalisty?

Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości co do swojego picia, to jest pora na wizytę u dobrego specjalisty. Najlepiej takiego, który zna się na uzależnieniach, bo nie każdy lekarz czy psycholog jest w tym biegły. Specjalista zdiagnozuje i podpowie, jak sobie z tymi napięciami czy innymi problemami radzić w inny sposób… albo powie, że należałoby podjąć leczenie.

Źródło: Radio ZET