Ile w Polsce czeka się na przeszczep nerki?
Ile osób w Polsce czeka na przeszczep nerki i jak długo? Dlaczego spada liczba przeszczepów w naszym kraju? Odpowiedzi na te pytania udziela transplantolog dr n. med. Piotr Domagała.
- Ile osób potrzebuje przeszczepu nerki?
- Dlaczego spada liczba przeszczepów w Polsce?
- Jak długo pacjenci w naszym kraju czekają na przeszczepienie nerki?
W Polsce obecnie na przeszczep nerki czekają 1124 osoby. To pacjenci, którzy zostali zakwalifikowani do zabiegu i czekają na przeszczepienie, ale ta lista cały czas dynamicznie się zmienia. Codziennie ktoś jest dopisywany lub skreślany z listy, bo na przykład umarł – wyjaśnia dr hab. n. med. Piotr Domagała, chirurg, transplantolog z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, i dodaje: – Ale na tej liście powinno się znaleźć znacznie więcej osób, tylko nie wszystkie wiedzą, że mogłyby zacząć taki proces.
Ile osób potrzebuje przeszczepu nerki?
Szacuje się, że w Polsce dializuje się około 20 tys. pacjentów, z czego około 4-5 tys. powinno się znaleźć na liście oczekujących na przeszczep. Nie wszyscy chorzy oczywiście mają schyłkową niewydolność nerek. Nie wszyscy też mogą być zakwalifikowani do przeszczepu, bo mają jeszcze inne, wykluczające choroby, np. nowotwory. Nie wszyscy pacjenci doczekają się też na nerkę.
– W czasach świetności przeszczepialiśmy w Polsce 1100-1200 nerek, ostatnie kilka lat to są liczby rzędu 700-800 przeszczepień. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę, że na listę są cały czas wpisywane nowe osoby, chorych przybywa – tłumaczy dr Piotr Domagała i dodaje: – Wśród oczekujących na nerki są również dzieci i młodzież. To około 7 proc.
Chorobami, które najczęściej doprowadzają do schyłkowej niewydolności nerek, są:
- cukrzyca,
- powikłania nadciśnienia, czyli nadciśnieniowa choroba nerek,
- kłębuszkowe zapalenia nerek.
Są oczywiście jeszcze inne choroby, które mogą spowodować niewydolność tych narządów, ale występują rzadziej.
Dlaczego spada liczba przeszczepów w Polsce?
Niestety liczba przeszczepień nerek w Polsce nadal jest bardzo niska. Według danych w Polsce na milion mieszkańców wykonuje się od 1,4 do 1,5 przeszczepień nerek od dawców żyjących. Natomiast w Holandii – 31,8, w Turcji – 30,3, w Danii – 19,6, a w Wielkiej Brytanii – 17,3. Z czego to wynika?
– To problem złożony, moim zdaniem jest to kwestia edukacji społeczeństwa, personelu medycznego, często pacjenci nie wiedzą, gdzie mają się skierować, a lekarze też nie wiedzą, co z tymi chorymi zrobić – tłumaczy dr Domagała i dodaje: – Organizacja ochrony zdrowia nie jest najlepsza, dlatego bardziej przebojowe jednostki znajdują sobie ścieżkę leczenia, a te mniej – nie. Brakuje systemu, który by pacjentów prostą ścieżką prowadził do ośrodków, w których mogliby pomoc uzyskać. Na to wszystko nakładają się pewne mity, powielane także przez lekarzy.
Ekspert wymienia najczęstsze z nich:
- że ktoś jest za stary, bo ma na przykład 70 lat (to bzdura, bo jeśli ktoś jest w dobrej kondycji zdrowotnej, to sam wiek nie jest przeszkodą do donacji i transplantacji),
- że ma inną grupę krwi, niż dawca (tu nie chodzi o identyczność, ale o zgodność, to są dwa różne pojęcia),
- że ktoś na dwie tętnice po jednej stronie, więc transplantacja jest niemożliwa (jest możliwa, to nie jest przeciwwskazaniem).
– Zdarzały się już przypadki, że gdzieś lekarze nie decydowali się na pobranie nerki od dawcy, a myśmy to robili – z bardzo dobrym efektem – tłumaczy ekspert.
W szpitalu uniwersyteckim, w którym pracuje dr Domagała, w tym roku wykonano 121 transplantacji, w tym aż 30 z nerkami od dawców żyjących, ale – jak podkreśla ekspert – były lata, kiedy było ich znacznie więcej.
Jak długo pacjenci w naszym kraju czekają na przeszczepienie nerki?
– Przed pandemią było to około 11-12 miesięcy, od momentu wpisania na listę, do momentu otrzymania przeszczepienia. Oczywiście były osoby, które czekały krócej, były i takie, które czekały dłużej, ale to był średni czas oczekiwania. Pandemia spowodowała wydłużenie czasu oczekiwania na przeszczep nerki od dawcy zmarłego, ze względu na mniejszą liczbę dawców. Teraz ten okres wynosi średnio 15 miesięcy – wyjaśnia dr Domagała.
Dlaczego? Przyczyn – zdaniem eksperta – jest kilka:
- W czasie pandemii oddziały intensywnej terapii były, w przeważającej części, zaangażowane w niesienie pomocy osobom chorym na COVID, były wręcz przekształcane na oddziały covidowe. Ponadto nie pobiera się narządów od osoby, która zmarła zarażona SARS-CoV-2.
- Nie najlepsza organizacja ochrony zdrowia w Polsce. Jest tak skonstruowana, że o dawcach się po prostu nie myśli. Na oddziałach intensywnej terapii, czyli tam, gdzie się rozpoznaje śmierć mózgu, lekarze i personel pomocniczy to są osoby kontraktowe, pracują w kilku miejscach, gdzie mają 12- lub 48-godzinne dyżury, jak je skończą, to jadą do innej pracy i nie są zainteresowane rozpoczynaniem procedury, która często trwa kilkadziesiąt godzin. Natomiast w ośrodkach, gdzie jest stały personel, nie ma dużej rotacji, kwalifikacje dawców odbywają się częściej.
- Strach przed procedurami. Tam, gdzie nie wykonywano podobnych rozpoznań, nie ma i dziś, bo personel się boi, nie ma przećwiczonych procedur, obawia się rozmów z bliskimi zmarłego. Zwłaszcza że te procedury są dość skomplikowane, tu nie ma miejsca na błąd, ani nawet na wątpliwość.
Oczekujący na przeszczep pacjenci są dializowani. Niemniej jednak dializa nerek niesie ze sobą pewne negatywne skutki, jest czymś bardzo niefizjologicznym dla organizmu, jej dłuższe stosowanie powoduje, że stan zdrowia pacjenta się pogarsza. Jest obciążeniem dla serca, dla układu krążenia, im dłużej trwa, tym gorzej dla chorego. Dlatego tak ważne jest, aby chory otrzymał nową nerkę.
– Kiedy mamy możliwość pobrania i przeszczepienia nerki od dawcy żywego, możemy skrócić czas – biorca nie czeka na nerkę, tylko możemy „zaprogramować sobie”, w jaki sposób będzie postępowała choroba i wykonać przeszczepienie, zanim spowoduje ona nieodwracalne skutki w jego organizmie. Co więcej, jeśli okaże się, że biorca wymaga jakiegoś specjalnego przygotowania, np. mamy coraz więcej biorców, którzy przyjmują leki przeciwzakrzepowe, mamy czas – możemy zaplanować procedury, zmienić leki w taki sposób, żeby przeszczepienie przeprowadzić w sposób bezpieczny – wyjaśnia dr Domagała i dodaje: – Natomiast kiedy mamy sytuację nagłą, przyśpieszoną, kiedy jest nerka od dawcy zmarłego, to już tego czasu nie mamy, musimy wszystkie ruchy wykonywać szybciej. Wówczas należy się liczyć z tym, że ryzyko powikłań może być większe.