Obserwuj w Google News

Są razem, ale mieszkają osobno. „Dla niektórych bliskość jest zagrożeniem”

4 min. czytania
Aktualizacja 27.05.2023
27.05.2023 10:50
Zareaguj Reakcja

Coraz popularniejsze stają się związki, w których partnerzy mieszkają osobno, choć określają się jako para. To w zasadzie nic nowego, bo takie układy funkcjonowały także dawniej. Socjologowie określają takie związki jako LAT (Living Apart Together), czyli „być razem, mieszkać osobno”. - W dzisiejszych czasach niektóre osoby mają potrzebę, żeby zachować część swojej niezależności – mówi Martyna Ida Wojciechowska, specjalistka ds. relacji damsko-męskich, która była gościnią podkastu PSYCHE. Czy taki nieklasyczny związek ma szansę przetrwać?

Para, która mieszka oddzielnie
fot. Shutterstock

Marta ma za sobą kilkunastoletnie małżeństwo, jest kilka lat po rozwodzie, który przebiegł w zgodzie i w sumie w dość przyjaznej atmosferze (jak na rozwód). Mieszka z dwójką już prawie dorosłych dzieci i od dwóch lat jest w nowym związku. Jest on o tyle nietypowy, że… Marta i jej partner mieszkają osobno, tzn. ona z dziećmi, a on sam. Ich związek układa się dobrze. Marta zresztą wcale nie zamierza zamieszkać z Markiem, bo bardzo sobie ceni niezależność, jaką zyskała po rozwodzie. Deklaruje, że nie tęskni za stałą obecnością faceta w domu. Taki układ bardzo jej odpowiada. Marek jednak chciałby już zamieszkać wspólnie z Martą. Jak potoczy się ich związek? 

Czy związek typu LAT, Living Apart Together, czyli „być razem, mieszkać osobno”, to jakiś nowy trend?

Nie, to nie jest nowy trend, natomiast w ostatnich latach przybrał na sile. Już w latach 70. XX wieku właśnie tak nazwano to zjawisko. Coraz częściej chcemy być ze sobą, ale mieszkać osobno. Trudno tak naprawdę jednoznacznie powiedzieć, czy to dobre dla związku czy złe. Czasami będąc w relacji klasycznej, czyli gdy mieszkamy w tym samym domu, możemy być bardziej od siebie oddaleni niż w przypadku, gdy mieszkamy pod dwoma osobnymi dachami.

Ta forma związku jest dość popularna wśród osób dojrzałych, które mają już pewne swoje rytuały. Prowadzenie dwóch domów pozwala im zachować komfort, a jednocześnie być w związku.

W takim przypadku ten rodzaj relacji bardzo nam służy. Dlatego nie należy tego oceniać zerojedynkowo. Z wiekiem coraz trudniej przychodzi nam akceptacja nowych zachowań partnera czy w ogóle zmian w życiu, dlatego lepszym rozwiązaniem jest postawienie granicy w postaci mieszkania pod innym dachem.

Można też wtedy za sobą zatęsknić.

Można. Ale są również minusy takiej sytuacji. Na przykład, gdy jedna ze stron odczuwa brak zaufania do partnera z powodu tego, że woli on mieszkać osobno, ale nie mówi dokładnie dlaczego. Albo otwarcie twierdzi, że dla niego mieszkanie razem jest czymś zbyt bliskim. To u drugiej osoby może budzić pewne podejrzenia co do przyczyn. Jeśli chciałaby ona mieszkać z partnerem pod jednym dachem, to zaczyna robić się problem. Ważne jest to, żeby obydwoje partnerzy chcieli tworzyć związek typu LAT. Najważniejsze są motywacje, które za tym stoją. 

Czy mieszkając oddzielnie jesteśmy parą czy nadal singlami, którzy spotykają się wtedy, kiedy im to odpowiada?

To zależy od tego, jaki jest ten związek. Wszystko jest OK, jeśli mamy bardzo bliską relację, widujemy się codziennie, sypiamy nawet u siebie, wiemy o sobie wszystko, a rozdzielamy się, kiedy idziemy wieczorem do domu. Oczywiście, można powiedzieć, że taka relacja jest w jakiś sposób niepełna, bo przyzwyczailiśmy się, że klasyczny związek to taki, gdy partnerzy mieszkają razem, znają się od podszewki, są ze sobą cały czas – poza tym, że mamy jakieś swoje obowiązki, gdy wychodzimy osobno, to zawsze w końcu wracamy w jedno miejsce. W dzisiejszych czasach jednak niektóre osoby chcą zachować część swojej niezależności.

Wygląda to trochę jak niekończące się randkowanie…

Bywa tak, że związek Living Apart Together jest początkową fazą związku, wtedy nie jesteśmy jeszcze w głębokiej relacji, nie czujemy się gotowi, żeby ze sobą zamieszkać. Wtedy nie jest to nic dziwnego.

Czy można powiedzieć, że tradycyjny związek powoli odchodzi do lamusa?

Wydaje mi się, że nie. Ludzie szukają teraz po prostu różnych rozwiązań. Na związek typu LAT często decydują się osoby, które mają za sobą jakieś trudne historie z dzieciństwa, są obciążone traumami. Na przykład źle im się kojarzy wspólne mieszkanie z partnerem, ponieważ kiedyś widzieli non-stop kłócących się rodziców, pomiędzy którymi często dochodziło do przemocy. Jeśli nie przepracują tych traum, to mieszkanie z kimś może być dla nich czymś zagrażającym. Osoby, którym towarzyszy silny lęk przed bliskością, również często wybierają tę opcję. 

Jeśli obie strony uważają, że taka sytuacja jest OK, to nie mamy nad czym pracować. Najważniejsze jest to, że znalazły odpowiednie rozwiązanie dla siebie. Gorzej, jeśli okazuje się, że związek na tym cierpi, bo jedna ze stron jest niezadowolona z takiej drogi. Wtedy warto się zastanowić, czy nie poszukać jakiegoś innego rozwiązania, żeby naprawić relację.

Czy niechęć do wspólnego mieszkania, do wejścia w głębszą relację powinien być sygnałem ostrzegawczym?

Jeśli chce się być blisko, mieszkać pod jednym dachem, a ta druga strona mimo wszystko rezygnuje z tego, to zdecydowanie może to być sygnał ostrzegawczy. Dla niektórych bliskość bywa ogromnym zagrożeniem.