Zamknij

Pandemia i wojna odebrały nam poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy oszalejemy?

29.03.2022
Aktualizacja: 29.03.2022 13:37

Trwająca wojna w połączeniu z pandemią, która jeszcze się nie skończyła, to ogromne obciążenie dla naszej psychiki. Jak obecna sytuacja wpłynie na zdrowie Polaków w przyszłości? O tym, co nas czeka, mówi prof. Janusz Heitzman, psychiatra.

Pandemia i wojna powodują traumę w społeczeństwie
fot. Shutterstock

Ostatnie lata są trudne dla każdego z nas. Nawet jeśli na razie tego nie odczuwamy, pandemia zostawiła trwały ślad w naszej psychice. COVID-19 nie zniknął, a na horyzoncie pojawiła się wojna, która stanowi kolejne źródło ogromnego lęku i nasila objawy o podłożu psychicznym. Nagle mamy do czynienia z sytuacją, którą dotąd znaliśmy tylko z opowieści lub książek. Nie wiemy, jak rozwinie się sytuacja i jak dokładnie wpłynie to na nasze życie. Towarzyszy nam nieustanne poczucie zagrożenia, strach o przyszłość i bezsilność. Jak podkreśla prof. Janusz Heitzman, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, w czasach pandemii i wojny mamy do czynienia z zachwianiem poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego w Polsce. Co to dokładnie oznacza?

Utrata poczucia bezpieczeństwa powoduje różne dolegliwości

Jak objawia się trauma związana z pandemią i wojną? Jak twierdzi prof. Heitzman, u  niektórych z nas mogą pojawić się zaburzenia snu i mniejsza efektywność w pracy. Stresująca sytuacja jest też czynnikiem, który nasila zaburzenia lękowo-depresyjne u osób, które zmagały się z nimi już wcześniej. Specjalista, który jest kierownikiem Kliniki Psychiatrii Sądowej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie i był wieloletnim dyrektorem tego ośrodka, podkreślił, że zdrowie psychiczne stało się stałym i trwałym elementem zdrowia publicznego.

– Żyjemy w czasach popandemicznych oraz wojny, choć pandemia się jeszcze nie skończyła, i mamy do czynienia z zachwianiem poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego w Polsce – zaznaczył.

Profesor podkreślił, że opieka zdrowotna powinna zapewniać poczucie bezpieczeństwa w trzech obszarach: informacyjnym, organizacyjnym i medycznym.

– Jeśli chodzi o bezpieczeństwo informacyjne, to nie jest ono dobre, gdyż wiele osób w Polsce nie wie, co ma robić, gdzie iść i jak się zbadać. Dotyczy to zarówno osób już chorych, jak i pozostałych, do których adresowane są różnego rodzaju działania profilaktyczne – wyjaśniał.

Problem stanowi również dostępność do leków i nowych technologii oraz braki w kadrze medycznej.

Specjalista: może się okazać, że spadnie przeciętna długość życia Polaków

Konflikt zbrojny w Ukrainie pogłębił problem związany z brakiem poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie, a konsekwencje ostatnich wydarzeń mogą być dla naszego zdrowia bardzo poważne.

– Nie wiemy jeszcze, czy wojna zużyła nasze zasoby, czy też daje sygnał do tego, żeby je wzmacniać i odbudowywać zapatrzenie w leki oraz inwestować w nowe technologie, by zapewnić większe poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego i psychicznego – stwierdził prof. Heitzman.

Według lekarza, zagrożenie dla bezpieczeństwa psychicznego nie polega na tym, że "wszyscy oszaleją"; przede wszystkim związane jest ono z utratą odporności.

– Za kilka lat może się okazać, że spadnie przeciętna długość życia Polaków i to znacznie, a już teraz pod tym względem jesteśmy na jednym z niższych poziomów w Europie – powiedział prof. Heitzman.

„Nie ma profilaktyki zdrowego życia w czasach trudnych”

Problem przewlekłego stresu związanego z pandemią i wojną dotyka ludzi w różnym wieku, w tym młodzież, która nie wie, jak radzić sobie w trudnej, niespotykanej dotąd sytuacji.

– Nie uczymy ludzi młodych, jak sobie radzić z trudnościami i rozwiązywać problemy. Stąd ogromne poczucie niebezpieczeństwa, przede wszystkim wśród najsłabszych grup, które takie zdarzenia, jak pandemia czy trauma wojenna, dotykają najbardziej. A to tej grupy zaliczają się głównie osoby najmłodsze i najstarsze – mówił.

Lekarze przewidują, że w związku z traumą popandemiczną i wojenną, system zdrowotny musi być przygotowany do udzielenia pomocy prawie 2 milionom osób, choć dokładne liczby będą znane dopiero za kilka lat. Według prof. Heitzmana już teraz liczba sprzedawanych opakowań leków nasennych i przeciwdepresyjnych znacznie wzrosłą, a większość z nich jest przepisywana przez lekarzy rodzinnych, bo psychiatrów jest zbyt mało.

– Nie ma profilaktyki zdrowego życia w czasach trudnych. Straszą nas media, a nikt nie mówi, żeby wyłączyć telewizor i pójść spać. Poziom lęku i bezsenności odbija się na naszym zdrowiu i skraca życie. Zaniedbywane są badania profilaktyczne służące wczesnemu wykrywaniu nowotworów i chorób układu krążenia, nie leczy się odpowiednio nadciśnienia tętniczego i wiele innych schorzeń – powiedział prof. Janusz Heitzman.

Źródło: PAP