Zamknij

Wiara czy medycyna: skąd się wzięła nieufność do służby zdrowia?

Monika Piorun
19.09.2017 21:53

Kwestie związane ze zdrowiem coraz częściej traktujemy światopoglądowo – zamiast bazować na dowodach naukowych. Przez to mamy coraz większy problem ze wzrastającą liczbą niezaszczepionych dzieci i epidemiami chorób, które dzięki rozwojowi wiedzy medycznej wydawały się całkowicie wyeliminowane. 

East News
fot. ---

Krótki przegląd ostatnich wydarzeń w polskiej służbie zdrowia:

  • Po serii zgonów wśród lekarzy odbywających wielodobowe dyżury w szpitalach, rezydenci zapowiedzieli protest głodowy.
  • Po zapowiedzianym proteście młodych lekarzy Ministerstwo Rozwoju ogłosiło, że rozważa wprowadzenie obowiązku odpracowywania studiów medycznych w Polsce - co ma rozwiązać problem braków kadrowych w krajowych szpitalach i zapobiec masowej emigracji służby medycznej do krajów, w których oferuje się im lepsze zarobki.
  • Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów rodzice decydują się "porwać" własne, nowo narodzone dziecko ze szpitala, ponieważ nie chcą poddać je obowiązkowym szczepieniom, przez co grozi im odebranie praw rodzicielskich - pod sądem trwa protest "antyszczepionkowców", którzy organizują zbiórkę pieniędzy na pomoc prawną dla rodziców-porywaczy.
  • W aptekach trwa spór o to, czy farmaceuci - wzorem lekarzy - mają prawo powoływania się na klauzulę sumienia odmawiając sprzedaży środków antykoncepcyjnych - do czego zachęca ich Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski. Jedna z największych sieci aptek w kraju ogłasza, że jest to nielegalne i zapowiada, że aptekarze, którzy będą utrudniać klientom zakup preparatów na receptę mogą stracić pracę.
  • Minister Zdrowia wbrew wiedzy medycznej przekonuje, że tabletki "dzień po" mają działanie wczesnoporonne (choć przeczą temu fakty naukowe) a politycy popierający jego partię wprowadzają konieczność wydawania ich wyłącznie na receptę - lekarze, którzy się z tym nie zgadzają, organizują "ruch oporu" i za pośrednictwem mediów społecznościowych pomagają pacjentom w zdobywaniu bezpłatnych recept.
  • Główny Inspektor Sanitarny zapowiada, że kary dla nieuczciwych producentów suplementów diety, którzy wprowadzają klientów w błąd sugerując, że ich środek jest lekiem, będą mogły sięgać nawet... 20 mln zł.
  • Główny Inspektor Farmaceutyczny po przebadaniu składu leków sprzedawanych przez internet ogłosił, że nawet połowa z nich może być fałszywa - zamiast substancji czynnych zawierają m.in. mąkę lub... cukier puder.
  • NFZ wprowadza od października limity na zabiegi dotyczące pacjentów w stanach przedzawałowych, co według kardiologów jest absurdem, na którym ucierpią pacjenci.
  • Niepełnosprawni, którzy mają prawo do bezpłatnych zabiegów dentystycznych, muszą leczyć się w... Czechach, bo polskim stomatologom się to "nie opłaca" - przygraniczne miejscowości organizują "wycieczki" do naszych sąsiadów z południa, gdzie jak grzyby po deszczu powstają kliniki nastawione wyłącznie na leczenie Polaków, którzy coraz częściej poddają się tam m.in. operacjom zaćmy (nie wspominając o rozwoju "turystyki aborcyjnej").
  • Średni czas oczekiwania na standardową wizytę u lekarza w Polsce wynosi 3 miesiące - wynika z badania "Barometr WHC" - prawie rok trzeba czekać na konsultacje u ortopedy, ortodonty i endokrynologa a na wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego - 4,5 roku. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że znalazło gigantyczne pieniądze na rozwiązanie problemu z kolejkami do lekarza. Następnie resort poinformował, że zapowiadane wcześniej kwoty będą 10 razy mniejsze aż w końcu ogłoszono, że w budżecie znajdzie się na ten cel prawie 3 mld zł.

Takie "rewelacje" mnożą się w polskiej służbie zdrowia niemal każdego dnia. Czy zatem powinniśmy się jeszcze dziwić, że coraz częściej Polacy wolą leczyć się samemu niż oczekiwać w monstrualnie długich kolejkach (których mamy się wkrótce pozbyć dzięki sporemu zastrzykowi gotówki)? Większość ludzi w naszym kraju po prostu nie stać na chorowanie - taniej jest nabyć łatwo dostępne środki lub skorzystać z pomocy "znachorów" - niewykwalifikowanych specjalistów różnej maści, którzy ze względu na brak odpowiednich przepisów mogą prowadzić gabinety terapeutyczne właściwie bez żadnych przeszkód - szkodzić mogą za to tylko... pacjentom. 

Współczesna medycyna jako... groźny zabobon?

Zrzut ekranu 2017-09-19 o 21.59.47
fot.
fot. East News

Co się takiego stało, że w ciągu zaledwie kilku lat straciliśmy zaufanie do specjalistów, których zawód niemal od zawsze zdobywał czołowe miejsca na liście profesji obdarzonych największym zaufaniem społecznym?

Polska służba zdrowia od zawsze borykała się ze sporymi problemami - w odróżnieniu od Krajów Trzeciego Świata nie mieliśmy jednak problemów z chorobami zakaźnymi, które na nowo zaczęły odradzać się w całej Europie - nie tylko wśród najmniej wyedukowanych warstw społecznych, ale i wśród osób wykształconych, które poglądy na kwestie związane ze zdrowiem przepuszczają przez pryzmat polityki, religii lub innej opcji - bardziej związanej ze światopoglądem niż z wiedzą medyczną, popartą wiedzą medyczną.

O standardach opieki okołoporodowej i sprawach dotyczących aborcji lub dostępu do antykoncepcji dyskutują... biskupi lub katoliccy publicyści, którzy powołując się na ewangelię wygrażają wszystkim, którzy ośmielają się mieć inne zdanie. Lekarze (a nawet farmaceuci) zasłaniają się "klauzulą sumienia" a rozanieleni trenerzy rozwoju osobistego (którymi coraz częściej zostają żądni sławy celebryci lub inne gwiazdy internetu) radzą np. "zwizualizowanie" choroby i wypędzenie jej gdzie pieprz rośnie - razem ze wszelkimi innymi problemami, które dręczą naszą duszę.

Paradoksalnie to medycyna i wiedza poparta badaniami coraz częściej traktowana jest jak groźny zabobon, któremu zapobiec może tylko powrót do natury, ortodoksyjnych zasad wiary (lub poglądów politycznych).

Nie tak dawno temu głośno było o przypadku rodziców, którzy zagłodzili na śmierć własne dziecko. Znachor polecił im karmić je kozim mlekiem, by pozbyć się problemów z kolką. Teraz Polska żyje kolejną "sensacją" - parze, która uciekła ze szpitala z nowo narodzonym wcześniakiem, grozi ograniczenie praw rodzicielskich. Wspierają ich "Antyszczepionkowcy", którzy zaczęli już nawet zbierać pieniądze na pomoc prawną dla zdesperowanych przeciwników szczepień.

Zamiast spierać się nad tym, czy za odmowę zaszczepienia dzieci powinno się odbierać rodzicom prawa do wychowywania dzieci i czy rzeczywiście maluchy powinny być im poddawane w pierwszych dobach życia (w UE takie przepisy obowiązują tylko w Polsce i w Bułgarii - w innych europejskich krajach można je wykonać później) - radykalne postawy paradoksalnie umacniają tylko ruchy antyszczepionkowe, które rosną w siłę za każdym razem, kiedy dochodzi do takich drastycznych sytuacji.

 

__

zdrowie.radiozet.pl/π