Zamknij

Idziesz z dzieckiem do szpitala? O jednej rzeczy pamiętaj

23.01.2023
Aktualizacja: 23.01.2023 12:26

"Co zabrać?" - pyta smsem znajoma, która idzie z dzieckiem do szpitala. "Jedzenie" - wysyłam od razu. "Dla CIEBIE" - precyzuję szybko. "Dziecko sobie poradzi".

Pobyt z dzieckiem w szpitalu
fot. Shutterstock

Za pierwszym razem do szpitala z dzieckiem pojechałam "z marszu", prosto od pediatry. Ponieważ lekarz uprzedził, że nas zostawią, błyskawicznie spakowałam rzeczy na jedną noc. O obiedzie nawet nie pomyślałam. Nie przewidziałam, że na izbie przyjęć przyjdzie nam czekać dwie godziny, a kolejną zajmą pierwsze badania. Gdy ochłonęłam, była 16, a ja od rana na samym śniadaniu. Nie chcąc już angażować męża, który w tym czasie zajmował się drugim dzieckiem, machnęłam ręką. "Na pewno będzie jakaś kolacja" - pomyślałam naiwnie.

Level beginner

Niestety, kolacji dla niemowlaka nie przewidziano, a mnie szybko wyprowadzono z błędu, że rodzicom posiłki nie przysługują. Na parapecie znalazłam ulotkę szpitalnego bufetu. "Uratowana" - odetchnęłam z ulgą naiwnie. Bufet czynny do 17, jest 18:15. W weekendy - nieczynne. SMS do męża: "Przywieź mi rano dwa obiady na weekend, w poniedziałek zamówię sobie coś z bufetu".

Poniedziałek 11:30:

- Dzień dobry, chciałam zamówić obiad do pokoju 204.
- Nie ma już.
- Jak to?
- Zamówienia przyjmujemy do godz. 10.

Ponownie biorę ulotkę, faktycznie, małym drukiem... Pal licho, do jutra przetrwam na kanapkach.

Nauczona doświadczeniem we wtorek tuż po obchodzie chwytam za telefon.

- Dzień dobry, chciałam zamówić obiad dnia do pokoju 204.
- Na którą?
- Powiedzmy na 13.
- Płatność wyłącznie gotówką.
- Dziękuję, nie mam, zadzwonię jutro.

"Przywieź mi jakąś gotówkę..". I tak oto, po przyjęciu z dzieckiem do szpitala w piątek, obiad w bufecie udaje mi się zamówić dopiero w... środę.

Level pro

Za drugim razem postanowiłam lepiej się przygotować. Pierwsze dwa obiady wzięłam ze sobą, po drodze wstąpiłam jeszcze na szybkie zakupy, żeby mąż mógł przyjechać dopiero na trzeci dzień, od razu dowiezie ciuchy i zabierze pranie.

Tym razem pokonał mnie... długopis. A było tak. Gdy dziecko zasnęło, postanowiłam szybko wymknąć się do kuchni, żeby wstawić jedzenie do lodówki. Na drzwiach lodówki jak wół: "Niepodpisane imieniem pacjenta, numerem sali i datą jedzenie będzie niezwłocznie usuwane". "Pewnie tylko straszą" - pomyślałam, ale pierwotny instynkt przetrwania nie pozwolił mi ryzykować.

Pędem do dyżurki pielęgniarek, po drodze zaglądając do dziecka, żeby pożyczyć długopis i jakiś kawałek kartki. W dyżurce pusto, więc z powrotem do sali, szybki rzut oka na śpiące dziecko i ponownie do dyżurki. Uzbrojona w długopis i kartkę wypisuję, co trzeba i znowu do lodówki. W lodówce wszystkie produkty w osobnych siatkach elegancko opisane, a u mnie: dwa osobne pojemniki, mleko do kawy osobno, serek na kanapki osobno... Więc z powrotem do sali po siatkę, miała być na "brudne rzeczy", ale co tam, są rzeczy ważne i ważniejsze.

Gdy tak zaczynam szurać siatką, dziecko oczywiście się budzi. Nakarmić, przewinąć, co próbuję wyjść, to ryk, w końcu zostawiam na pełnej syrenie i mknę znowu do dyżurki po długopis.

- Co pani...
- Wiem, już brałam, ale muszę to jakoś przeorganizować...

Gdy po raz trzeci dobiegam do lodówki... miejsca na półkach już nie ma. Trochę jak w tetrisie, ciągle ktoś wchodzi, wychodzi, wstawiają, przestawiają, wyjmują, przyjdę później. "Proszę nie opuszczać sali, zaraz będzie obchód" - przerywa mój szaleńczy rajd pielęgniarka. Na szczęście mleko UHT.

Level master

Nauczona doświadczeniem za trzecim razem postanawiam "zagiąć system", czyli po prostu zamówić sobie catering. I to nie sam obiad, ale od razu pełne wyżywienie: śniadanie-obiad-kolacja. Znajduję lokalną firmę, wybieram rodzaj diety, zaznaczam daty i... zamieram w bezruchu przy rubryce: "Dodatkowe informacje dotyczące dostawy".

A to dlatego, że dostawa jest "pod drzwi" między 2 a 6 rano. Ale pod jakie drzwi? Numeru sali nie znam, zresztą nie sądzę, żeby catering mógł wejść. Topografii szpitala nie znam, nie wiem, czy jest jeden budynek, czy więcej... Dzwonię na oddział. Tym razem biorę też własny długopis i białą siatkę, na której dobrze widać napis.

Idziesz z dzieckiem do szpitala? Pamiętaj, żeby wcześniej zorganizować sobie jedzenie.

  1. Na stronie szpitala sprawdź, czy na miejscu jest bufet. Upewnij się, że jest czynny (uwaga na remonty), dopytaj o zasady zamawiania posiłków i płatności. Czasem można zamówić sobie całodobowe wyżywienie w "stołówce centralnej".
  2. Jeśli w szpitalu nie ma bufetu, zadzwoń na oddział, żeby zapytać, jak rodzice rozwiązują kwestię jedzenia. Może są jakieś zaprzyjaźnione "Obiady u Lidki".
  3. Jeśli nie ma bufetu ani "Obiadów u Lidki", ustal, gdzie znajduje się portiernia, żeby precyzyjnie poinstruować catering.
  4. Niezależnie od tego, czy zamierzasz przyjechać z wałówką, czy zamówić jedzenie, przydadzą ci się jasna siatka i długopis. Catering w dużej, sztywnej, papierowej torbie nie wejdzie do lodówki.
  5. Automat z przekąskami zawsze "raz działa, raz nie działa".
loader