Zamknij

Wzrasta liczba bakteryjnych infekcji mózgu u dzieci. Dwa alarmujące objawy

17.10.2022 09:19

Podczas pandemii znacznie wzrosła  liczba bakteryjnych infekcji mózgu u dzieci. Wirusolożka, prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska tłumaczy, jakie objawy są niepokojące. Ekspertka ostrzega też przed tzw. epidemią wyrównawczą odry. Co to oznacza?

Coraz więcej bakteryjnych infekcji mózgu u dzieci: ekspertka alarmuje
fot. Shutterstock

Zarówno w przypadku dorosłych, jak i dzieci, różnego rodzaju infekcje wirusowe mogą prowadzić do niebezpiecznych komplikacji. Jak tłumaczy prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie, zakażenie koronawirusem, który namnaża się na przykład w śluzówce górnych dróg oddechowych, skutkuje uszkodzeniem komórek nabłonkowych i osłabieniem reakcji odpornościowych zachodzących właśnie w błonach śluzowych. W konsekwencji bakterie, które bytują w jamie ustnej czy śluzówce nosa, mogą ostatecznie trafić do mózgu, gdzie powodują reakcje zapalne.

– W ciągu dwóch pierwszych lat pandemii COVID-19 odnotowano wzrost bakteryjnych infekcji mózgu u dzieci o 43 proc. – informuje  wirusolożka, powołując się na amerykańskie badania, w których wzięło udział ponad sto szpitali.

Jakie objawy u dziecka powinny zaniepokoić?

Po infekcji wirusowej należy uważnie obserwować dziecko. Objawy, które powinny zaniepokoić, to m.in.: przewlekły ból głowy oraz gorączka niewiadomego pochodzenia. Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska wskazuje, że szczepienie przeciw COVID-19 to środek profilaktyczny, który może zmniejszyć ryzyko takich powikłań. Możliwe, że niebawem w Polsce dostępne będą szczepionki dla najmłodszych dzieci.

–  Oczekujemy na decyzję Europejskiej Agencji Leków, która będzie wkrótce debatować nad akceptacją szczepionek dla najmłodszej grupy wiekowej, czyli dzieci od 6 miesiąca życia do 5 lat – informuje ekspertka.

Niestety, nadal nie brakuje rodziców, którzy nie wierzą w działanie szczepionek. Świadczy o tym choćby utrata odporności populacyjnej wobec odry, co staje się coraz większym niebezpieczeństwem.

Ekspertka ostrzega przed epidemią wyrównawczą odry

Wirus odry rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie. Współczynnik zakaźności w tym przypadku wynosi od 16 do 18, co oznacza, że jedna osoba zakażona wirusem odry, zakaża kolejnych 16-18 osób. W przypadku tej choroby poziom wyszczepienia, który gwarantowałby odporność populacyjną, wynosi co najmniej 95 proc. Szczepionka przeciwko odrze jest wyjątkowo skuteczna, pod warunkiem podania dwóch dawek.

– Przybywa nam osób, które są niezaszczepione i to w przyszłości może spowodować tzw. epidemię wyrównawczą, gdy wirus trafi do grupy dzieci wrażliwych, czyli niezaszczepionych, pojawi się odra wraz ze swoimi komplikacjami, a nawet zgonami – wyjaśniła prof. Szuster-Ciesielska.

Ekspertka tłumaczy, że odra nie jest łagodną chorobą wieku dziecięcego, wręcz przeciwnie.

– Potrafi dawać bardzo niebezpieczne powikłania w obszarze płuc czy układu nerwowego. Ponadto jest to choroba, która upośledza nasz układ odpornościowy nawet do roku, przez co jesteśmy bardziej narażeni na infekcje bakteryjne i wirusowe – wyjaśnia wirusolożka.

Jako przykład prof. Szuster-Ciesielska podaje trwającą w Zimbabwe epidemię odry, która spowodowana jest niskim poziomem wyszczepienia. Odra doprowadziła tam do śmierci ok. 750 dzieci. To, że epidemia ma miejsce daleko od nas, wcale nie oznacza, że możemy czuć się bezpiecznie.

– Odmowa szczepień skazuje nas na wysokie ryzyko pojawienia się choroby, przeciwko której istnieje skuteczna profilaktyka. Niestety, już w tej chwili w Polsce mamy ponad 60 tys. osób uchylających się od szczepień obowiązkowych – podkreśla prof. Szuster-Ciesielska.

Źródło: PAP/Gabriela Bogaczyk