Jak nam szkodzą antybiotyki w mięsie?

Monika Piorun
31.08.2016 16:17
Jak nam szkodzą antybiotyki w mięsie?
fot. Jak nam szkodzą antybiotyki w mięsie?

Doksycyklina powodująca zmiany w układzie kostnym dzieci lub rakotwórczy metronidazol to nie wszystkie substancje, które można znaleźć w mięsie. W popularnych markach wędlin, masowo wycofywanych ostatnio ze sklepów i sieci spożywczych, znajdują się pozostałości leków. 

Od kiedy zauważono, że dodawanie antybiotyków do pasz podawanych zwierzętom, może wyraźnie wpłynąć na obniżenie kosztów hodowli trzody chlewnej, produkcja mięsa na świecie zaczęła mieć coraz więcej wspólnego z chemią.

Leki, hormony i antybiotykowe stymulatory wzrostu stosowane u zwierząt w celu zapobiegania rozprzestrzeniania się wśród nich groźnych chorób, przyczyniły się do znacznego obniżenia jakości wyrobów mięsnych. 

Za granicą proceder ten rozpoczął się od lat 50. XX wieku, w Polsce podobne praktyki w ograniczonym zakresie miały miejsce co najmniej dwadzieścia lat później. Niższe ceny sprawiły, że więcej osób mogło sobie pozwolić na to, by codziennie jeść wędliny, szynki czy kiełbasy. Dziś mamy już jednak coraz więcej dowodów na to, że leki podawane zwierzętom mogą przenikać do mięsa spożywanego przez ludzi.

Lek czy trucizna?

  * (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

W 1945 roku Aleksander Fleming otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie pierwszego antybiotyku - bakteriobójczej penicyliny. Dość szybko zaczęto ją uważać za panaceum na różnego typu choroby - od zapalenia płuc po gruźlicę a nawet salmonellę, a niedługo potem okazało się, że może też być skuteczna także w leczeniu bydła.

Penicylinę wkrótce zastąpiła tetracyklina, a następnie inne antybiotyki (m.in. awoparcyna, cynk-bacytracyna, spiromycyna, tylozyna oraz wirginiamycyna). 

Początkowo leki te stosowano ostrożnie (dzięki czemu były skuteczne). Wystarczyło jednak kilka lat, by doszło do tego, że zaczęło z nich korzystać aż 80% hodowców zwierząt. Dlaczego do tego doszło?

Antybiotyki podane bydłu, wieprzom lub kurom powodują wyraźny wzrost masy mięśniowej, przez to określane są mianem antybiotykowych stymulatorów wzrostu (ASW). Zalicza się do nich głównie takie preparaty jak: awilamycyna, flawomycyna, monoenzyna i salinomycyna.

Zwierzęta mogą dzięki nim dłużej przetrwać w trudnych warunkach hodowlanych - w dużym zagęszczeniu, bez dostępu do odpowiedniej ilości promieni słonecznych i świeżego powietrza. Stosunkowo niewielkim kosztem producenci mogą dzięki temu oferować produkty po przystępnej dla klientów cenie, zwiększyć sprzedaż i przede wszystkim - więcej zarabiać.

Niestety profilaktyczne podawanie zupełnie zdrowym zwierzętom antybiotyków doprowadziło do wytworzenia się superbakterii, które zagrażają nie tylko trzodzie chlewnej, ale i ludziom.

Przez antybiotykowe stymulatory wzrostu (ASW) doszło do lekooporności bakterii Enterococcus, Salmonella typhimurium, Campylobacter coli, Listeria monocytogenes i Staphylococcus. Z tego powodu w 1999 roku wycofano z użycia akcytracynę cynku, spiromycynę, wirginiamycynę i fosforan tyrozyny, a 7 lat później wprowadzono całkowity zakaz stosowania ASW.

Okazało się, że w dłuższej perspektywie na ich używaniu tracą wszyscy - zarówno hodowcy, których zwierzęta stają się mniej odporne na choroby, zwykli konsumenci cierpiący na schorzenia, do powstania których mogło się przyczynić spożywanie mięsa nafaszerowanego farmaceutykami oraz środowisko naturalne z powodu przenikania do gleby i wody szkodliwych substancji.

EN_01112925_3156

fot. East News

Od 2006 roku w Polsce obowiązuje zakaz stosowania antybiotykowych stymulatorów wzrostu wśród zwierząt. Ma to spore znaczenie główne ze względu na to, że nasz kraj zajmuje 3 miejsce w UE i 8 pozycję na świecie pod względem ilości trzody chlewnej.

W całej Unii Europejskiej panują surowe przepisy zabraniające dodawania do mączek zwierzęcych hormonów powodujących przyrost masy mięśniowej. Czym je można zastąpić?

Okazuje się, że doskonałym zamiennikiem sztucznych farmaceutyków są zioła i zawierające naturalne ekstrakty roślinne olejki eteryczne dodawane zwierzętom do codziennego pokarmu. Dobre efekty takich praktyk odnotowywane są w Danii i Szwecji, gdzie producenci stawiają na to, by oferowane przez nich produkty były najwyższej jakości.

Antybiotyki mogą być podawane tylko przez lekarza weterynarii. Zanim jednak zwierzęta trafią do ubojni - wcześniej muszą wyzdrowieć i przejść tzw. proces karencji pozwalający na to, by z ich ciała zostały usunięte wszelkie pozostałości leków. Niestety mimo zakazów niektóre preparaty przedostają się na teren Unii Europejskiej z Chin. 

Na czarnym rynku można je nabyć za odpowiednią opłatą, pokrywającą koszty niewykazywania ich w ewidencji preparatów sprowadzanych z Azji. W ten nieuczciwy proceder zamieszanych jest wiele firm spożywczych, a nawet weterynarzy, co udało się udowodnić dzięki prowokacji dziennikarskiej reporterów programu "Uwaga!" TVN.

Jeśli kontrole wykażą obecność antybiotyków w mięsie, na producenta nakładana jest kara finansowa (ok. 92 tys. zł). Feralny produkt jest wycofywany ze sprzedaży i poddawany utylizacji.

Samo posiadanie nielegalnych substancji nie jest jednak karalne. Producenci żywności, u których się je znajduje, zazwyczaj tłumaczą się, że mają je na stanie jedynie w celu przeprowadzania syntez chemicznych (co jest zgodne z prawem), a nie po to, by dodawać je do paszy dla zwierząt.

Zagłosuj

Czy producenci wyrobów mięsnych powinni być lepiej kontrolowani w kwestii stosowania przez nich antybiotyków w paszach dla zwierząt?

Liczba głosów:

Ostatnie informacje o odkryciu w popularnych markach wędlin niedopuszczalnych ilości doksycykliny spowodowały masowe wycofywanie różnych gatunków mięs ze polskich sklepów i supermarketów. Dlaczego właściwie powinniśmy się ich obawiać?

Przeczytaj: Wędliny Morlin i Krakusa wycofane z obrotu. Mają za dużo antybiotyków

Doksycyklina - lek na malarię, dżumę i trądzik

EN_01112534_4887

fot. East News

Ten tetracyklinowy antybiotyk przeznaczony jest do leczenia schorzeń układu oddechowego, przewodu pokarmowego i układu moczowego-płciowego. Co ciekawe - może także zapobiegać malarii i pomaga pozbyć się trądziku młodzieńczego. Najczęściej przepisywana jest przez dermatologów i otolaryngologów.

Lek ten może być stosowany w leczeniu wielu chorób - m.in. dżumy, cholery, tężca, boreliozy, rzeżączki, chlamydii czy kiły. Skutkiem ubocznym jego zażywania mogą być dolegliwości żołądkowe, nudności, wymioty oraz lekki efekt fotouczulający.

Niestety środek ten jest niebezpieczny dla dzieci. Zakłóca rozwój kośćca i może doprowadzać do przebarwień zębów. Nie powinno się go podawać osobom poniżej 12. roku życia oraz kobietom ciężarnym.

W przypadku zwierząt podawana jest głównie świniom, kurom i indykom. W ich mięsie często wykrywany jest także inny antybiotyk - metronidazol, który jest często oskarżany o działanie rakotwórcze - co potwierdzają wyniki badań laboratoryjnych na szczurach.

Najbardziej jego szkodliwym działaniem zagrożone są kobiety w trzecim trymestrze ciąży, które powinny zwrócić szczególną uwagę na to, by spożywane przez nich mięso było wysokiej jakości.

Pozostałości tego leku w wyrobach mięsnych mogą bowiem doprowadzić do dodatkowych nudności i zaburzeń czynności wątroby, choć do tej pory nie udało się wykazać, by śladowe ilości metronizadolu doprowadzały do uszkodzeń płodu.

Coraz więcej firm spożywczych zdaje sobie sprawę z tego, że powinny wziąć na siebie obowiązek dokładnego przebadania stosowanych przez nich produktów. Stało się tak np. w przypadku firmy McDonald's, którą powszechnie oskarża się o wykorzystywanie mięsa nafaszerowanego antybiotykami.

Władze koncernu zadecydowały, że w restauracjach na terenie Stanów Zjednoczonych nie będzie używane mięso kurcząt, które były leczone farmakologiczne. Spore spadki firmy wymusiły wreszcie dokładne przyjrzenie się jakości składników dostępnych w ich menu. Kiedy doczekamy się podobnej oferty w Europie - na razie nie wiadomo.

Przeczytaj: McDonald's usuwa niezdrowe składniki z menu

Zagłosuj

Jak często jesz mięso?

Liczba głosów:

___

Redakcja Radio Zet Zdrowie/π