Einstein żywienia radzi: Chcesz być zdrowy? Nie jedz mięsa i mleka!

Monika Piorun
29.05.2016 22:53
Einstein żywienia radzi: Chcesz być zdrowy? Nie jedz mięsa i mleka!
fot. – Chcecie być zdrowi? Nie jedzcie mięsa i mleka – radzi prof. Cambell, energiczny osiemdziesięciolatek określany mianem „Einsteina żywienia”.

Dlaczego prof. Colin Campbell - emerytowany wykładowca Uniwersytetu Cornella i członek wielu komisji eksperckich odpowiedzialnych za politykę zdrowego żywienia w USA - oficjalnie krytykuje działania współczesnego przemysłu spożywczego?

Jeśli masz ponad 80 lat, jesteś znanym na całym świecie profesorem prestiżowej uczelni, której badania wpływają bezpośrednio na kierunek współczesnej nauki, a do tego masz wsparcie kochającej żony i wspaniałej rodziny złożonej z pięciorga dzieci i takiej samej ilości wnucząt, nie musisz przejmować się zdaniem większości ludzi. Bardziej zależy Ci na tym, by ograniczyć zagrożenia czyhające na Twoich bliskich. Mając potężny dorobek naukowy, możesz zdecydować się na to, by niczym Albert Einstein wystawić język całemu estabilishmentowi i mówić to, w co naprawdę wierzysz.

Słynny amerykański biochemik, prof. Colin Campbell, choć jest członkiem wielu komisji eksperckich kształtujących współczesną politykę zdrowia w Stanach Zjednoczonych, to otwarcie mówi o propagowanych przez władzę szkodliwych praktykach stosowanych przez przemysł spożywczy. Nie waha się przeciwstawić potężnemu lobby milionerów (łącznie z Billem Gatesem – jednym z najhojniejszych fundatorów badań nad GMO na jego macierzystej uczelni), którzy ze względu na zyski zrobią wszystko, by nie dopuścić do przekonania nieświadomych konsumentów, że towary z supermarketowych półek nie tylko szkodzą, ale wręcz zabijają całe społeczeństwa.

fot. pinterest.com

Choć posiadamy ogromną wiedzę na temat ścisłej współzależności między sposobem żywienia

 a zdrowiem, to jednak prawdziwa nauka leży pod stertą śmieci, złożonych z często szkodliwych

 treści o nikłym znaczeniu naukowym – modnych diet cud tworzonych na potrzeby propagandy

 przemysłu spożywczego i chwilowo popularnych trendów żywieniowych.

prof. Colin Campbell

Szum informacyjny, który od lat towarzyszy wszystkim tematom związanym z tym, w jaki sposób jedzenie wpływa na nasze zdrowie, jest według profesora wywoływany celowo, ponieważ z gospodarczego punktu widzenia, jest to najbardziej opłacalne. Kto na tym traci? Oczywiście przedwcześnie umierający na zawały i inne choroby cywilizacyjne ludzie, których na końcu obarcza się winą za własną głupotę i niezdrowy styl życia.

Einstein żywienia

Warto wiedzieć

Profesor Colin Campbell we współpracy ze swoim synem Thomasem w "Nowoczesnych zasadach odżywiania" opisał zaskakujące wyniki badań zebranych w ciągu kilkudziesięciu lat pracy naukowej. Dowody, jakie zebrał, sprawiły, że z mięsożernego miłośnika mleka stał się wegetarianinem, który unika wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego, powodujących epidemię chorób cywilizacyjnych we współczesnym świecie.

Energiczny 82-latek, określany mianem "Einsteina żywienia" to autor największych na świecie badań dotyczących wpływu żywienia na zdrowie. Przemierzył świat w poszukiwaniu przyczyn chorób cywilizacyjnych, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego niektóre dolegliwości częściej pojawiają się u mieszkańców bogatych krajów, pozostając niemal niezauważalne w miej rozwiniętych państwach.

Pod koniec maja wraz ze swoją żoną Karen po raz pierwszy w życiu przyjechał do Polski, by opowiedzieć o swojej ostatniej książce Nowoczesne zasady odżywiania (ang. The China Study), w której łamie stereotypowe podejście do tego, co powinniśmy jeść, by być zdrowym.

Wyniki badań, które profesor przeprowadził w kilkuset chińskich i tajskich prowincjach na tysiącach pacjentów spożywających na co dzień typowe dla ich kultury produkty roślinne, porównał z bogatą w mięso i nabiał dietą Zachodu.

Na tej podstawie opracował rewolucyjną teorię odżywiania, według której przyczyną większości chorób cywilizacyjnych – od cukrzycy, otyłości, chorób serca, aż po różnego rodzaju nowotwory – jest propagowana przez przemysł spożywczy dieta, oparta na produktach mięsnych i nabiale.

Publikacja profesora Campbella z miejsca stała się światowym bestsellerem. Od czasu, kiedy w 2011 roku na polskim rynku pojawiło się pierwsze wydanie dzieła prof. Campbella, Wydawnictwo Galaktyka musiało zdecydować się na aż 5 dodruków z powodu ogromnego zainteresowania lekturą. To m.in. dlatego w ramach europejskiego tournée, w przerwie pomiędzy wizytą w Wiedniu a wystąpieniem w Parlamencie Europejskim, 82-letni emerytowany wykładowca prestiżowego Uniwersytetu Cornella, zdecydował się odwiedzić nasz kraj na zaproszenie Instytutu Promowania Zdrowia.

Między Wschodem a Zachodem, czyli zgubne skutki „fast-foodowej” propagandy

fot.consumerrecords.org

Gospodarka opiera się na prawie popytu i podaży. Im bardziej będziemy uzależnieni od danego produktu, tym większe będą zyski jego producentów. Dlaczego, choć mamy już tyle dowodów na szkodliwe działanie nie tylko "śmieciowego jedzenia", ale produktów mięsnych i nabiału, nikt na poważnie nie zajął się stosownymi regulacjami prawnymi w tej dziedzinie?  Prof. Campbell uważa, że dzieje się tak ze względu na interesy właścicieli firm wytwarzających wysokoprzetworzone produkty. (Przeczytaj: Dlaczego fast food uzależnia?)

Jeśli przyzwyczaimy społeczeństwo do konsumowania żywności nafaszerowanej antybiotykami i szkodliwymi dodatkami, nic innego nie będzie już im smakować. Ludzie sami będą decydować się na zakup słabej jakości pożywienia, bo paradoksalnie tylko takie jedzenie sprawi, że staną się nasyceni. Lekarze będą mieli pełne ręce roboty, a winę za śmiertelne choroby zrzuci się na lenistwo pacjentów i brak aktywności fizycznej, na którą nie każdy pracujący na kilka etatów człowiek może sobie pozwolić. Błędne koło się zamknie, a przeciętny konsument nawet nie skojarzy, że jest ofiarą nieuczciwego systemu, który w białych rękawiczkach decyduje za nas o naszym własnym zdrowiu.

Co ciekawe, prof. Campbell pewnie nigdy nie podjąłby się swoich badań, gdyby na początku lat 70. ówczesny premier Chin, Zhou Enlai nie zaczął cierpieć z powodu trudnego do rozpoznania nowotworu. Sprawa życia lub śmierci przywódcy narodu spowodowała wydanie rozkazu przeprowadzenia badań na tak ogromną skalę, że wydaje się ona śmieszna nawet dzisiaj, po ponad 40 latach.

650 tysięcy chińskich naukowców miało zbadać wskaźniki umieralności na 12 typów nowotworów na grupie 880 milionów mieszkańców 2400 prowincji (to więcej ludzi, niż w tej chwili mieszka w Europie). Dzięki temu, że Uniwersytet Cornella, na którym przez większą część swojego życia wykładał prof. Campbell, podjął współpracę z dr Junshi Chenem - jednym z pierwszych uczonych z ChRL, którzy pojawili się w USA po ustanowieniu stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami - Amerykanin mógł wziąć udział w tworzeniu tzw. atlasu nowotworów.

Kiedy gaśnie Słońce Narodu...

fot. Zhou Enlai, pierwszy komunistyczny premier Chińskiej Republiki Ludowej

Zbieg okoliczności sprawił, że gdy zachorował pierwszy komunistyczny premier Chin, nadarzyła się okazja do przeprowadzenia dogłębnych badań, w których brano pod uwagę próbki krwi, moczu, skład produktów wchodzących do codziennego menu milionów Azjatów. Naukowcom udało się zdobyć też szereg innych danych, których zebranie w jakimkolwiek innym zachodnim kraju na tak ogromną skalę nie byłoby zupełnie możliwe.

Prof. Campbell został dyrektorem projektu badawczego, który (pod baczną obserwacją agentów CIA) jako pierwszy na świecie pomógł stworzyć dogłębny obraz związku pomiędzy stylem życia a zachorowalnością na poszczególne rodzaje nowotworów i ponad 60 innych poważnych chorób.

Choć premier Zhou Enlai zmarł na nowotwór pęcherza moczowego (a po latach od jego śmierci oskarżono go o homoseksualizm, co wywołało u Chińczyków falę oburzenia) i specjalistom nie udało ostatecznie mu się pomóc, to jednak badania, pozwoliły naukowcom zebrać zaskakujące informacje, które mogą mieć wpływ na zdrowie kolejnych pokoleń.

Okazało się, że w porównaniu do Amerykanów, Chińczycy spożywają o wiele więcej kalorii. Ich źródłem nie są jednak tłuszcze i białka pochodzenia zwierzęcego, a bogate w błonnik i żelazo produkty roślinne.

Choć mieszkańcy obu krajów różnią się znacznie poziomem aktywności fizycznej i proporcjami ciała, to jednak choć średnie spożycie kalorii na kilogram masy ciała nawet wśród najmniej aktywnych Chińczyków było o 30% wyższe niż u Amerykanów. Przeciętna masa ciała Azjatów okazywała się statystycznie o 20% niższa niż u obywateli USA.

Choroby biedy i choroby dobrobytu

fot. pinterest.com

Zebrane dane pozwoliły badaczom na wyodrębnienie chorób cywilizacyjnych, na które ma wpływ nadmierna konsumpcja żywności oraz wynikających z niedoborów żywieniowych i złych warunków higienicznych chorób biedy.

CHOROBY BIEDY CHOROBY DOBROBYTU
  • zapalenie płuc
  • zaburzenia trawienia
  • wrzody trawienne
  • gruźlica
  • choroby pasożytnicze
  • gorączka reumatyczna
  • choroby endokrynne
  • zaburzenia przemiany materii
  • powikłania porodowe
  • nowotwory:
  • odbytu, płuc, piersi, mózgu, żołądka, wątroby
  • białaczka
  • cukrzyca
  • choroba niedokrwienna serca

Kalorie z tłuszczu stanowią w chińskich posiłkach zaledwie 14,5% dziennego spożycia, podczas gdy wśród Amerykanów współczynnik ten przekracza 36%. Przez wiele lat dietetycy i specjaliści ds. żywienia w Stanach Zjednoczonych uważali, że dieta, w której tłuszcze stanowią poniżej 30% w ciągu dnia, może być uważana za niskotłuszczową.

Badania prof. Campbella wykazują jednak, że zredukowanie ilości tłuszczów do poziomu 6% może wiązać się z obniżeniem zachorowalności np. na raka piersi. Naukowiec powołuje się także na zaskakujące badania Glorii Steinem, założycielki czasopisma „Ms.”, która wykazuje, że „dieta uboga w tłuszcze może mieć wpływ na zmniejszenie ilości ciąż wśród nastolatek poprzez opóźnienie ich pierwszej menstruacji”.

Geny mają mniejszy wpływ na raka piersi niż toksyny z produktów odzwierzęcych?

fot. pinterest.com

Jeśli w rodzinie zdarzają się przypadki nowotworów piersi, istnieje większe prawdopodobieństwo, że też na niego zachorujemy. Wyniki badań naukowych jednak wykazują, że zaledwie 3% tego rodzaju raka ma podłoże genetyczne.

– Choć inni badacze podają zawyżone dane, to większość przypadków raka piersi wśród Amerykanek nie ma związku z występowaniem nowotworu piersi w rodzinie – przekonuje prof. Campbell. Zaledwie 0,2% ogółu populacji (czyli 1 osoba na 500) nosi zmutowaną formę genów BRCA1 lub BRCA 2, które oskarża się o powodowanie raka piersi.

Nawet jeśli mamy te geny, to wcale nie przesądzają one o wystąpieniu choroby. Decydującym czynnikiem jest ich aktywacja, a jest ona możliwa głównie za sprawą pożywienia, które jemy na co dzień.

Naukowiec uważa, że choć odkrycie genów BRCA1 i BRCA2, pozwoliło lepiej zrozumieć, jak działa nowotwór piersi i jajnika, ale przywiązywanie do nich tak wielkiej wagi, jak obecnie, jest niesłuszne.

Innym powodem zwiększonej ilości tego typu nowotworów może być narażenie na oddziaływanie zanieczyszczeń środowiska, które mogą zaburzać gospodarkę hormonalną, a nawet być jedną z przyczyn otyłości. Niektóre toksyny nie ulegają rozkładowi i kumulują się w organizmie i sprzyjają rozwojowi komórek nowotworowych. Prof. Campbell ostrzega, że 90-95% tych substancji w naszym organizmie bierze się ze spożywania produktów odzwierzęcych, co tylko może podwyższać ryzyko zachorowania na raka.

(Przeczytaj: Badania profilaktyczne raka piersi. Jakie badania pozwalają wykryć raka?)

Dlaczego w biednych krajach rzadziej cierpi się na raka jelita grubego?

Rośliny mogą pomagać nam regulować poziom tłuszczu. Są jak gumka, którą można wymazać zbędne kalorie.

fot.100rokiv.com

W krajach rozwiniętych zapadalność na raka jelita grubego jest dużo wyższa niż w Afryce, ubogich rejonach Azji i większości państw Ameryki Południowej i Środkowej. W sąsiadujących z nami Czechach współczynnik umieralności z powodu tej choroby wśród mężczyzn wynosi 34,19. Tymczasem w słabo rozwiniętym Bangladeszu notuje się 54 razy mniej przypadków zachorowań na ten typ nowotworu (0,63 na 100 tys. mężczyzn).

Wpływ na te niechlubne statystyki ma niestety dieta uboga w błonnik roślinny. Okazuje się, że gdyby do codziennego menu przejedzonych mięsem i nabiałem mieszkańców Europy Środkowej dodać zaledwie 10g błonnika zawartego choćby w jednej gruszce, szklance malin lub groszku – można by zredukować ryzyko zachorowania na raka jelita grubego aż o 33%! Rośliny strączkowe zapobiegłyby rozwojowi tej choroby w jeszcze większym stopniu.

Campbell zamyka usta wszystkim przeciwnikom błonnika, którzy twierdzą, że jego nadmierne spożycie utrudnia przyswajanie żelaza. Naukowiec uważa, że poziom hemoglobiny, która jest wyznacznikiem zawartości żelaza we krwi, wzrasta wprost proporcjonalnie do spożycia błonnika. Wbrew pozorom nie jest łatwo go przedawkować, a jego wpływ na organizm może przynieść nam spore korzyści.

Mleko otępia?

Pewnie każdemu z nas babcia kazała w dzieciństwie pić mleko? Nic dziwnego. W umysłach wielu pokoleń wyrosło przekonanie, że dla zdrowia jest jak Święty Graal stanowiący źródło wszystkich najcenniejszych dla zdrowia substancji odżywczych.

Nawet prof. Campbell przyznaje, że jako nastolatek wypijał po 2 litry mleka dziennie. Kiedy jednak już jako sędziwy uczony odkrył, jakie spustoszenie w organizmie może przynieść kazeina, od kilkunastu ostatnich lat wraz ze swoją rodziną zupełnie zmienił swoje nawyki żywieniowe. – Mleko, nabiał i białko zwierzęce można uznać za jedne z najważniejszych substancji odpowiedzialnych za rozwój nowotworów – uważa badacz.

Nie jest trudno zauważyć, że po zjedzeniu wysokobiałkowego posiłku, natychmiast stajemy się senni. Nasze zmęczenie wynika z faktu, że strawienie takiego pożywienia to dla organizmu spory wysiłek. Co więcej, takie pożywienie tłumi aktywność mózgu i sprawia, że trudniej się nam skoncentrować, przez to decyzje, jakie podejmujemy są mniej świadome.

Dlaczego kazeina jest szkodliwa?

* (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

Chcesz myśleć jak geniusz, jedz jak Einstein!

fot.wege4lifewordpress.com

Profesor Campbell, tak jak Albert Einstein jest wegetarianinem i nie je mięsa. Jego dieta nie przypomina jednak typowych posiłków ludzi, którzy na początkowym etapie porzucania mięsa, zastępują je serami, nabiałem i produktami mącznymi, co w rezultacie przynosi więcej szkód niż korzyści.

Choć podkreśla, że je głównie to, co ugotuje żona, to jednak przyznaje otwarcie, że oboje spożywają głównie organiczne produkty roślinne, które nabywają od zaufanych hodowców.

– Dieta bogata w białko i tłuszcz powoduje, że zamiast zamienić kalorie w ciepło organizm, organizm magazynuje je w postaci tkanki tłuszczowej – ostrzega 80-latek.

– Jeśli każdego dnia będziemy jeść zaledwie 50 kalorii więcej niż poprzedniego, to w ciągu roku przytyjemy 9 kg – dodaje profesor. Oczywiście nie jest łatwo narzucić sobie precyzyjny reżim kaloryczny, ale odwrotny efekt może spowodować tylko dieta niskobiałkowa i niskotłuszczowa – wtedy zamiast magazynować tłuszcz, zamienimy go na energię.

Mięsożerny przemysł w starciu z wegetarianami

fot. buyraspberryketones.com

Dla zachodniej gospodarki większe znaczenie ma to, że zarabia się na ludziach kupujących mięso i mleko niż koszty, jakie niesie ze sobą ich szkodliwy wpływ na zdrowie. Ilość dowodów naukowych, które przez kilkadziesiąt lat pracy naukowej zebrał prof. Campbell potwierdzają, że na przestrzeni ostatnich lat pod wpływem zmian i wymogów, jakie zostały narzucone, by mięso i mleko mogły zostać dopuszczone do sprzedaży, żywność ta zupełnie zmieniła swe działanie na nasz organizm. Nafaszerowane hormonami i antybiotykami produkty pochodzące od zwierząt nie są dla nas już tak wartościowe, jak jeszcze kilka dekad temu.

Gdyby nie choroba komunistycznego notabla, żaden amerykański naukowiec nigdy nie miałby możliwości kierowania zespołem badawczym i zbieraniem tak istotnych danych do pracy naukowej. Campbellowi udało się jednak dowieść, że wszystko, co nam do tej pory wmawiał przemysł spożywczy, nie ma podstaw naukowych. Choroby, które pojawiają się w wysokorozwiniętych krajach, nie są obecne tam, gdzie nie ma dostępu do "zainfekowanej" zachodnią cywilizacją żywności. Niestety globalizacja następuje niezwykle szybko i dociera do najbardziej odległych miejsc.

Produkcja mięsa i mleka pochłania tak wielkie nakłady finansowe, że promowanie nawet lekkiego ograniczenia w ich konsumpcji, ma bezpośrednie przełożenie na zyski producentów. Jeśli przestaniemy je jeść, ktoś prędzej czy później zbankrutuje. Sieć wzajemnych powiązań jest na tyle silna, że mimo sporej popularności ruchów wegańskich i wegetariańskich oraz wszelkiej maści organizacji proekologicznych, nadal trzyma się mocno. Starcie z nimi jest jak walka z wiatrakami. Wymaga zapału godnego błędnego rycerza z La Manchy. 80-letni profesor Campbell ma w sobie na szczęście tyle energii, by przekonać świat do swej teorii o zgubnym wpływie mięsa i mleka na zdrowie, że mógłby mu jej pozazdrościć sam Don Kichote. Kto wie, może udałoby mu się dzięki temu odchudzić pulchnego Sancho Pansę?

Nie ma sytuacji bez wyjścia. Zawsze można sprawić, żeby w tym, co jemy, było więcej zdrowych, roślinnych składników. Odrobina wysiłku z pewnością wyjdzie nam na zdrowie!

Czy sądzicie, że przemysł spożywczy rzeczywiście ma decydujący wpływ na naszą codzienną dietę?

___

Redakcja Zdrowo Bardzo/π