Indyk po wegańsku? Nowa tradycja na Dzień Dziękczynienia

Monika Piorun
24.11.2016 14:25
Indyk po wegańsku? Nowa tradycja na Dzień Dziękczynienia
fot. Lauren Purnell/Solent News & Photo Agency/East News

Amerykanie zamiast pieczonego indyka coraz chętniej sięgają jednak po jego wegańską wersję z tofu. Czy to rzeczywiście zdrowszy wybór?

Pierwszym kolonistom, którzy 21 listopada 1620 roku dotarli do Stanów Zjednoczonych na legendarnym statku Myflower, nie było łatwo poradzić sobie na nowym lądzie. Połowa z nich od razu zmarła, a gdyby nie pomoc Indian z plemienia Wampanoag, reszta śmiałków nie miałaby szans na to, by doczekać wiosny, zasadzić rośliny i spożywać plony, w które obrodzi ziemia.

Zobacz także

Wódz "dzikich" zawarcie sojuszu z białymi przybyszami z odległych krain przypieczętował wspólną ucztą, podczas której zjedzono mięso 5 dorodnych jeleni. Nikomu się wtedy jeszcze nie śniło o żadnych indykach, pieczonych ziemniakach ani cieśnie dyniowym.

Dopiero 200 lat później, na pamiątkę pomocy udzielonej pielgrzymom przez Indian, upowszechnił się zwyczaj wspólnego zasiadania do rodzinnego stołu. Wtedy najpopularniejszym gatunkiem mięsa był indyk, którego można było hodować na zwykłych fermach.

Nic dziwnego, że drób tak szybko wyparł dziczyznę. Dużo łatwiej było sobie z nim poradzić niż z wymagającym sporo sprytu i umiejętności godnych najlepszych myśliwych polowaniem na jelenia. Dziś w Stanach Zjednoczonych weganie i wegetarianie stanowią już tak liczną grupę społeczeństwa, że zamiast mięsa na dziękczynnych stołach coraz częściej pojawia się... fermentowana soja!

Tofurky - wegańska wersja indyka

tofurky
fot. Aine, flickr.com, CC BY-SA 2.0

Wygląda jak indyk, a w rzeczywistości to... soja! Tofurky robi prawdziwą karierę za oceanem

Zobacz także

Choć Amerykanie nadal nie wyobrażają sobie Święta Dziękczynienia bez pieczonego mięsa, to jednak moda na zdrowe odżywianie nieco zmieniła tradycyjne menu związane z tym dniem.

Nikogo już nie dziwi, że zamiast indyka (ang. turkey) pojawia się "Tofurky". Łatwo wpadająca w ucho wszystkim anglojęzycznym obywatelom zbitka wyrazów powstała z kombinacji słów "tofu" i "turkey".

Niemal w każdym supermarkecie w USA obok mrożonego indyka można już znaleźć jego wegański odpowiednik z tofu.

Mimo że jeszcze kilka lat temu powszechnie drwiono z takich wynalazków jak sojowe mięso, dziś ilość wegan i wegetarian w amerykańskim społeczeństwie jest już tak duża, że pozbawienie ich możliwości ucztowania zgodnie z wyznawaną filozofią żywieniową, mogłoby być odebrane niemal za dyskryminację.

Zobacz także

"Mięso bez mięsa" z całą pewnością można uznać za poprawne politycznie. Czy jest też zdrowe?

Wszystko zależy od jakości zakupionego przez nas produktu, a o to wcale niełatwo. Dlaczego?

Około trzy czwarte światowych upraw soi jest modyfikowana genetycznie.

W Europie oprócz ekskluzywnych restauracji rzadko możemy liczyć na "prawdziwe" tōfu (które w języku japońskim oznacza dosłownie zepsutą fasolę). Najlepszy towar wysyłany jest czasami bezpośrednio z Wysp Japońskich, gdzie GMO jest zabronione.

Mięso z antybiotykami czy tōfu z GMO? 

Współczesne ziarna soi nie mają za wiele wspólnego z rośliną, o którą według legendy miał się modlić chiński cesarz, by rozwiązać problem głodu na świecie.

Mimo że jeszcze kilka lat temu naukowcy zachwycali się jej pozytywnym wpływem na nasze zdrowie, dziś większość ekspertów rekomenduje ją tylko kobietom przechodzącym menopauzę.

Zobacz także

Choć oficjalnie nie uznaje się żadnych dowodów na to, że GMO szkodzi zdrowiu, to jednak powoli dowiadujemy się coraz więcej na temat negatywnych skutków żywności transgenicznej.

Według niektórych ekspertów, dopiero kolejne pokolenia ludzi będą mogły przekonać się, do jakich zmian w organizmie może doprowadzić spożywanie genetycznie modyfikowanych produktów.

Jeśli chodzi o soję GMO, to na razie udowodniono, że może powodować reakcje alergiczne i zawiera aż siedmiokrotnie wyższy poziom silnego alergenu - inhibitora trypsyny.

W Wielkiej Brytanii ilość alergików po prowadzeniu na rynek genetycznie modyfikowanej soi zwiększyła się dwukrotnie, zaś laboratoryjne myszy, karmione przez dłuższy czas tym produktem, stawały się albo bezpłodne, albo rodziły wyraźnie mniejsze potomstwo niż pozostałe osobniki.

Zobacz także

Wyniki badań przeprowadzonych przez niezależną organizację badawczą CRIGEN wskazują, że u gryzoni spożywających inne niż soja rośliny GMO, po 18 miesiącach zaczęły się pojawiać zmiany nowotworoweguzy sutkauszkodzenia wątroby i nerek, zaś wśród samic zaobserwowano 6 razy większą śmiertelność niż w grupie kontrolnej.

Niestety, w przypadku żywności GMO nie obowiązują takie same zasady, jak np. w przypadku leków i nie ma obowiązku testowania skutków ich spożywania na ludziach. 

Weganie i wegetarianie nie mogą być więc spokojni o to, że wykluczając z diety mięso, będą zdrowsi (choć oczywiście ich decyzja o wyłączeniu z diety produktów pochodzących od zwierząt może też wynikać z kwestii etycznych).

Mięsożercy sięgający po dziękczynnego indyka mogą się z kolei obawiać antybiotyków, których pozostałości często można odnaleźć w drobiu. Światowa Organizacja Zdrowia oraz Europejska Agencja Leków potwierdza, że w mięsie jest już ich niemal trzy razy więcej niż dopuszczają oficjalne normy. Na każdy kilogram mięsa przypada ok. 150 mg farmaceutyków. Niestety ustalenie, czy ma to bezpośredni wpływ na nasze zdrowie, jest dosyć skomplikowane.

Zobacz także

Spośród wszystkich gatunków drobiu mięso indyka zawiera największą ilość wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, ale dosyć mało kolagenu (od 2 do 6%).

Dr Michael Platten - neurolog z Uniwersytetu w Tybindze - przekonuje, że ten gatunek mięsa powinny spożywać osoby cierpiące na stwardnienie rozsiane, a ze względu na to, że zawiera sporo chromu, może pomagać regulować poziom glukozy we krwi, dlatego nie powinny go wykluczać z diety diabetycy.

Mięso z antybiotykami czy genetycznie modyfikowany sojowy zamiennik tradycyjnego dania? Oto dylemat Amerykanów, którzy dziś zasiądą do świątecznych, suto zastawionych stołów.

Znalezienie złotego środka w menu podczas współczesnej wersji Dnia Dziękczynienia chyba znów wymaga skorzystania z mądrości przodków, od której wiedzę czerpali rdzenni Indianie...

Wegański Dzień Dziękczynienia? Dietetyk Jeanne Struve przekonuje, że może nam to wyjść na zdrowie. 

Rezygnowanie ze spożywania mięsa stało się w Stanach Zjednoczonych tak popularne, że nikogo nie dziwi już roślinna wersja tradycyjnego indyka na dziękczynnych stołach. Może doczekamy się dnia, w którym kolejni prezydenci nie będą już musieli korzystać z prawa do "amnestii dla drobiu" przed Dniem Dziękczynienia, bo wegetarian będzie więcej niż mięsożerców? Jak sądzicie?

____

zdrowie.radiozet.pl/π