Kartofle na Marsie, czyli co właściwie można jeść w kosmosie?

Monika Piorun
02.07.2016 21:51
Kartofle na Marsie, czyli co właściwie można jeść w kosmosie?
Fot. Co można jeść w kosmosie?

2 lipca obchodzimy Światowy Dzień UFO. W 1947 roku doszło wtedy do słynnej katastrofy niezidentyfikowanych obiektów latających w Roswell w stanie Nowy Meksyk. Choć sprawy nigdy nie wyjaśniono, to legenda o wizycie przybyszów z kosmosu przetrwała do dziś. Do tej pory nie mamy oficjalnych dowodów na istnienie obcych cywilizacji, ale wiedza na temat przetrwania w kosmosie jest już jednak całkiem spora. Do przeżycia w trudnych warunkach niezbędna jest nam żywność, dlatego nie ważymy się sprawdzić, co można jeść w stanie nieważkości.

Kto z Was nie marzył w dzieciństwie, by polecieć w kosmos? Pokonanie grawitacji i oderwanie się od prawa ciążenia ściągającego wszystko do jednego mianownika wydaje się czymś dużo ciekawszym niż wszystkie przyziemne zabawy klockami czy lalkami - chyba że z klocków budujemy statek kosmiczny, a Barbie z Kenem służą nam za obsługujących go astronautów.

Niektórzy nigdy nie tracą fascynacji wszystkim, co ma związek z wykraczającymi poza ziemską stratosferę sprawami, co dowodzi ilość osób śledzących informacje o każdym starcie dowolnej rakiety kosmicznej, czy popularność takich filmów jak Grawitacja w reżyserii Alfonso Cuarróna czy Interstellar Christophera Nolana.

Działka na Marsie

Niezwykły projekt młodych naukowców

Po sukcesie Marsjanina Ridleya Scotta pomysł na to, by uniezależnić kosmonautów od dostaw żywności z Ziemi odżył na nowo. Naukowcy w ramach prowadzonego przez agencję kosmiczną NASA projektu Veggie już od kilku lat prowadzą badania nad "kosmicznym ogródkiem" i odnoszą nawet spore sukcesy np. w uprawie sałaty rzymskiej lub pomidorów wyprodukowanych z bakterii egzystujących na algach nawożonych specjalnie przetworzoną uryną.

W stanie Arizona istnieje nawet specjalna szklarnia, w której naukowcy z międzynarodowych ośrodków badawczych hodują różne odmiany roślin w skrajnych warunkach tylko po to, by w przyszłości udoskonalić nowoczesne metody uprawy, pozwalające przetrwać koloniom, które mogą zostać kiedyś stworzone np. na Marsie.

Baterie z bakterii

W 2017 roku planowany jest start niemieckiego satelity, który będzie badał zachowanie genetycznie zmodyfikowanych bakterii zwanych PowerCell, pochodzących od sinic z rodzaju Anabaena, które jako plankton unoszący się na wodzie, wykorzystują proces fotosyntezy do tego, by za pomocą wody, światła słonecznego i dwutlenku węgla wyprodukować m.in cukier. Będzie można z nich otrzymać nie tylko jedzenie, ale i papier, niektóre leki, baterie i paliwo, co może znacznie odciążyć statek, który nie będzie musiał zabierać go z Ziemi. Jak to możliwe?

Niedawno świat obiegła informacja o tzw. bateriach origami. Rewolucyjny wynalazek profesora Seana Choi z Uniwersytetu Binghamton w stanie Nowy Jork wygląda jak papier, a im więcej razy go złożymy, tym więcej energii wyprodukujemy. Można go zasilać za pomocą bakterii pochodzących z zanieczyszczonych ścieków. Na dodatek koszty produkcji nie przekraczają w tym przypadku 50 centów, wydaje się więc, że będzie idealnym towarzyszem wszystkich kosmicznych podróży.

Przez 6 miesięcy w specjalnych warunkach imitujących m.in te, które panują na Marsie i na księżycu, a także w stanie nieważkości, naukowcy będą sprawdzać zachowanie bakterii PowerCellw przestrzeni kosmicznej. Jeśli uda się im przetrwać i wytworzyć z nich pożądane produkty - cukier, papier, paliwo czy lekarstwa - przyszła obecność ludzi w kosmosie może już nie być tak odległa, jak się do tej pory wydawało.

Ziemniaki nie tylko dla Ziemian

cukinia

 fot.nasa.gov

Im lepiej opracujemy metody pozyskiwania pożywienia i wytwarzania niezbędnych materiałów w trudnych warunkach, tym mamy większe szanse na samowystarczalnych kolonii w do tej pory zupełnie niedostępnych miejscach.

Od 2015 roku NASA we współpracy z peruwiańskimi naukowcami zajmującymi się poszukiwaniem nowych sposobów uprawy ziemniaków, na pustyni Pampas de La Joya, której gleba wykazuje niezwykłe podobieństwo do marsjańskiego podłoża, bada zachowanie tych roślin w niecodziennym dla nas otoczeniu.

Co ciekawe, wstępne wyniki badań wskazują na to, że dla na Marsie można wyhodować od 2 do 4 razy więcej ziemniaków niż adekwatnym czasie na Ziemi! Bogata w dwutlenek węgla atmosfera Czerwonej Planety, która w 95% składa się z CO₂ może sprzyjać obfitym, ziemniaczanym plonom.

Zanim podbijemy Marsa, prawdopodobnie dużo skuteczniejszym sposobem uprawiania roślin w kosmosie może być hodowla umieszczona w specjalnych bazach pod powierzchnią księżyca, gdzie za pomocą zasilanych energią jądrową diod LED sadzonki mogłyby produkować tlen dla ludzi, którzy zaczną kolonizację nowych miejsc w kosmosie.

Choć na razie zmiana ziemskiego adresu na księżycowy lub marsjański wydaje się zupełnie niedorzeczna, to jednak już za naszego życia, w ciągu następnych 20-30 lat taka perspektywa stanie się całkiem realna.

Przeczytaj: Jak na nasz organizm wpływa księżyc?

- A co z wodą? - zapytają dociekliwi. Niektóre najpotężniejsze umysły na Ziemi też nad tym główkują. Obecnie uważa się, że przywieziona na statkach do danej bazy woda mogłaby być dostarczona tylko raz, a potem wielokrotnie wykorzystywano by ją w obiegu zamkniętym, nieustannie ją oczyszczając. Z pomocą może też nam przyjść aeroponika, czyli bezglebowa uprawa roślin w sztucznie wygenerowanych warunkach.

Zobaczcie, jak wyglądają aeroponiczne uprawy roślin!

Menu astronauty

Zanim uda się nam skolonizować Marsa i stworzyć podziemne bazy na księżycu wszystkie osoby, które znajdują się w przestrzeni kosmicznej, muszą mieć stały dostęp do pożywienia. W stanie nieważkości zapotrzebowanie na energię z pożywienia jest nieco wyższe niż na Ziemi. Astronauci muszą jeść minimum 3 tys. kalorii na dobę (jakkolwiek ją rachują), a na dodatek nie mogą przestać ćwiczyć, by nie doprowadzić do zaniku mięśni i uszczerbku na zdrowiu.

Regularnie korzystają np. z zamontowanych na pokładzie statków kosmicznych rowerków stacjonarnych, do których się dosłownie przyczepiają, by ujarzmić stan nieważkości, albo trenują na innych przyrządach wbrew pozorom niewiele różniącym się od tych, które możemy spotkać w naszych ziemskich siłowniach. 

Żywność, którą spożywają osoby na misjach kosmicznych, zazwyczaj jest liofilizowana. Metoda polegająca na odsysaniu za pomocą obniżonego ciśnienia od 70 do 96% wody z wybranych produktów, jest stosowana przez NASA od początku lat 60. Wcześniej wykorzystywano ją do przenoszenia zapasów krwi w trudnych warunkach podczas II wojny światowej.

Liofilizacja pozwoliła na ograniczenie kosztów przewozu ładunków na statkach kosmicznych, na których koszt wniesienia 1 kg może wynosić nawet od 40 do 60 milionów dolarów.

Gwiezdna stołówka, czyli jak wygląda obiad kosmonautów?

space

fot.picsaboutspace.com

Co zatem jedzą kosmonauci?

Głównie żywność bogatą w białko, wapń i wszystkie niezbędne substancje odżywcze. W zależności od kraju pochodzenia członków misji, w ramach możliwości na pokład zabierane są ich ulubione potrawy. 9 miesięcy przed wyruszeniem w przestrzeń kosmiczną zatwierdzane jest ostateczne menu, wielokrotnie sprawdzone w ziemskich warunkach. Załoga ISS może jeść więc np. liofilizowane pierogi, pizzę czy burrito.

Jurij Gagarin podobno nie mógł się obyć bez czarnego kawioru, a żadna amerykańska misja nie wyruszyła bez bekonu. w 2011 firma opatentowała natomiast pierwsze piwo, które można pić na orbicie. Trunek o niskiej zawartości dwutlenku węgla będą mogli pić pierwsi turyści, którzy w przyszłości mogą być wysyłani w kosmos. 10 lat wcześniej, w 2001 roku NASA z kolei ogłosiła, że udało się już nawet uwarzyć piwo w kosmosie (dokładnie 1 mililitr). Substancja zawierała jednak dużo mniejszą ilość drożdży niż w warunkach ziemskich, dlatego nie zdecydowano się na kolejne próby udoskonalania tego produktu.

Mimo wysokiego zapotrzebowania energetycznego w przestrzeni kosmicznej nie można popaść w przesadę, by niepotrzebnie nie zaszkodzić organizmowi. Jedzenie dla osób dryfujących w stanie nieważkości jest zazwyczaj wzbogacone wapniem, ponieważ większość osób powracających z misji kosmicznych ma problem z osłabionym szkieletem, który wykazuje w wielu przypadkach niedobór tego minerału.

Przeczytaj: Jak jeść zdrowiej?

Kosmiczni marynarze, podbijający z piracką swadą niezdobyte dotąd przez człowieka przestrzenie kosmiczne, podobnie jak Popeye z popularnej kreskówki, nawet na orbicie nie są w stanie wytrzymać bez szpinaku. Chris Hadfield - doskonale znany wszystkim obserwującym z Ziemi jego relacje z międzygwiezdnych podróży na kanale YouTube - zdobył ogromną popularność w sieci prezentując od kuchni kulisy normalnego życia na statku kosmicznym. Zobaczcie, jak kosmonauta gotuje szpinak!

Jak ugotować szpinak w kosmosie?

* (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

Wiele nadziei na zmiany w menu załogi statków kosmicznych wiąże się z drukarkami 3D, za pomocą których od 2013 roku można już stworzyć pożywienie. Prawdopodobnie dzięki temu wynalazkowi dojdzie do największej kulinarnej rewolucji od czasów liofilizacji, ale może to bakteriom produkującym cukier, paliwo czy lekarstwa uda się dokonać jeszcze większego przełomu? Miejmy nadzieję, że ludzkość w najbliższych latach zdoła wymyślić coś jeszcze bardziej zaskakującego.

Misja na Marsa jeszcze przed nami. Może uda nam się dożyć dnia, kiedy człowiek opanuje i tę planetę?

Zagłosuj

Czy chciałbyś polecieć w kosmos?

Liczba głosów:

____

zdrowie.radiozet.pl/π