Zamknij

Prof. Wysocki: Jest tylko jeden sposób na zatrzymanie czwartej fali pandemii

24.05.2021
Aktualizacja: 24.05.2021 19:30

Czeka nas czwarta fala pandemii jesienią, jeśli nie zaszczepimy 60-70 proc. populacji, w tym dzieci i młodzież – uważa prof. Jacek Wysocki.

Punkt szczepień przeciwko COVID-19
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/ EAST NEWS

Jeśli nie zaszczepimy młodzieży, nie da się zapobiec kolejnej, czwartej, fali pandemii jesienią – uważa prof. Jacek Wysocki z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. I dodał, że ryzyko zachorowania na COVID-19 wśród młodzieży jest duże, bo młodzi ludzie spędzają dużo czasu ze sobą, nie przestrzegają obostrzeń, nie noszą maseczek. We wrześniu wrócą do szkół i jeżeli nie zostaną zaszczepieni, może pojawić się niebezpieczeństwo wystąpienia czwartej fali zachorowań.

Aby uzyskać odporność populacyjną – zdaniem eksperta, musimy zaszczepić około 60-70 proc. populacji.

Odporność populacyjna, którą musimy zdobyć jako społeczeństwo, potrzebna jest po to, żeby zabezpieczyć się przed falą kolejnych zachorowań na COVID-19, która może pojawić się jesienią. Uchroni nas to nie tylko przed chorobą, ale również przed konsekwencjami, jakie niesie ze sobą pandemia w postaci szeregu ograniczeń, m.in. lockdownu, zatrzymania gospodarki czy paraliżu funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej – uważa prof. Wysocki i dodał, że o odporności populacyjnej możemy mówić wtedy, kiedy większa część społeczeństwa wytworzy przeciwciała przeciw koronawirusowi. Można je nabyć drogą naturalną przez przechorowanie albo przez zaszczepienie.

Dzieci i młodzież też mogą mieć powikłania pocovidowe

Zdaniem eksperta, aby zatrzymać pandemię, trzeba zaszczepić nie tylko młodzież, ale również dzieci. Koronawirus SARS-CoV-2 jest dla nich groźny tak samo jak dla osób starszych, tyle że dzieci i młodzież przechodzą COVID-19 łagodniej niż osoby starsze, a zdarza się, że bezobjawowo. Jednak bezobjawowe przejście choroby nie gwarantuje braku powikłań.

– Zdarza się, że u młodzieży i dzieci po przejściu COVID-19 diagnozujemy bardzo niebezpieczny zespół postcovidowowy tzw. PIMS. Jest to wieloukładowa reakcja zapalna, przebiegająca z gorączką. Dochodzi do uszkodzenia mięśnia sercowego, naczyń wieńcowych, płuc, wątroby i innych narządów. Może spowodować stały uszczerbek zdrowia. Wymaga leczenia szpitalnego, podawania immunoglobulin, sterydów – powiedział i dodał, że "na szczęście zespół ten nie występuje często, obecnie z tą diagnozą na Oddziale Obserwacyjno-Zakaźnym Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Poznaniu przebywa czworo dzieci".

Strach przed odczynami poszczepiennymi bezpodstawny

Wskazał, że w Unii Europejskiej dopuszczona do szczepień 16- i 17-latków jest jedynie szczepionka Pfizera. W Stanach Zjednoczonych preparatem tej samej firmy można już szczepić dzieci od 12. roku życia. O rejestracji preparatu w UE decyduje Europejska Agencja Leków (EMA).

Prof. Wysocki ocenił, że obawy przed wystąpieniem niepożądanych odczynów poszczepiennych u młodzieży są bezpodstawne.

– Reakcje po podaniu szczepionki są takie same jak u dorosłych i w 90 proc. są łagodne. Może wystąpić gorączka, dreszcze, ból w miejscu szczepienia, ból głowy – powiedział i dodał: – Nie ma również przesłanek, żeby twierdzić, że szczepienie może spowodować komplikacje zdrowotne w dorosłym życiu. Wykorzystane w szczepionkach RNA, nie jest tym, który wbudowuje się do genomu człowieka.

Szczepienia przeciwko COVID-19 w szkołach?

Propozycję szczepienia młodzieży i dzieci w szkołach prof. Wysocki ocenia jako pomocną w przyspieszeniu szczepień.

– Szczepienia w szkołach usprawniłyby proces szczepień. Zorganizowanie akcji jest możliwe, bo polskie przepisy stanowią, że można szczepić dzieci pod nieobecność rodziców, jeżeli zostali o tym poinformowani, wypełnią ankietę i wyrażą pisemną zgodę. O szczepieniach w szkołach młodszych roczników będziemy oczywiście mogli mówić wtedy, gdy zostanie zatwierdzona szczepionka – powiedział.

Źródło: PAP