Zamknij

Antybiotyki obniżają skuteczność szczepionek. To ważna wiadomość

13.05.2022
Aktualizacja: 13.05.2022 15:45
Szczepienia a antybiotyki
fot. Shutterstock

Antybiotyki mogą obniżać skuteczność szczepionek u małych dzieci. Powrót niektórych chorób może być konsekwencją tego zjawiska. Dlaczego więc lekarze wciąż zlecają antybiotyki, nawet w infekcjach wirusowych? Wyjaśnia dr Wojciech Feleszko.

  1. Antybiotyki osłabiają skuteczność szczepionek
  2. Czy powrót krztuśca może być wynikiem nadużywania antybiotyków?
  3. Czy skuteczność szczepionek może być również obniżona u osób dorosłych?
  4. Dlaczego lekarze przepisują tak dużo antybiotyków?
  5. Dlaczego lekarze nie zlecają antybiogramu?

Skuteczność szczepionek, które podaje się dzieciom w pierwszym i drugim roku życia, może zostać osłabiona przez kuracje antybiotykowe – taka jest konkluzja badania, którego wyniki zostały zaprezentowane w czasopiśmie „Pediatrics”.

Badanie zostało przeprowadzone przez badaczy z Rochester General Hospital Research Institute w Nowym Jorku (USA) pod kierunkiem prof. Michaela Pichichero. Przeanalizowano w nich próbki krwi 560 dzieci zgromadzone podczas rutynowych wizyt u pediatrów. Spośród nich 342 maluchów otrzymało 1 700 cykli antybiotyków, a pozostałe 218 dzieci nie było nimi leczonych.

W obu grupach dzieci – zarówno tych, które otrzymywały antybiotyki, jak i tych, które ich nie brały – zmierzono poziom przeciwciał przeciwko błonicy, krztuścowi i tężcowi, a potem porównano wyniki.

Okazało się, że każdy pojedynczy kurs antybiotyków obniżał stężenie przeciwciał na te choroby od 5 do 11 proc. wraz z każdym cyklem antybiotykoterapii. W drugim roku życia, po podaniu dawki przypominającej, spadek reakcji na te szczepionki wynosił od 12 do 21 proc. Co ciekawe, najbardziej szkodliwe były antybiotyki o szerokim spektrum działania, cefalosporyny, albo np. amoksycylina z dodatkiem kwasu klawulonowego. Natomiast antybiotyki celowane – np. penicylina – ten efekt miały znacznie mniejszy.

Antybiotyki osłabiają skuteczność szczepionek

Badanie to dowiodło ponad wszelką wątpliwość, że skuteczność szczepionek przeciwko krztuścowi, błonnicy i tężcowi, jest znacznie niższe u dzieci, którym podaje się antybiotyki. To bardzo istotne odkrycie, bo niestety kuracje antybiotykowe są nadużywane i często podawane niepotrzebnie. Skutkiem jest nie tylko zniszczenie mikrobiomu jelitowego, ale również zaburzona zostaje praca układu immunologicznego.

– To jest pod względem metodycznym niezwykle elegancka praca, która daje bardzo zaskakujące wyniki. Myśmy wprawdzie od dawna wiedzieli, że antybiotyki mogą powodować dysfunkcje flory jelitowej, były znane skutki długofalowe, populacyjne antybiotyków, np. te, że osoby je przyjmujące są bardziej narażone na alergie, astmę, choroby cywilizacyjne etc. Natomiast to proste badanie wykazało, że skuteczność popularnych szczepionek, które wykonuje się dzieciom w pierwszym i drugim roku życia, była osłabiona u tych, które otrzymały kuracje antybiotykowe – skomentował w rozmowie z PAP dr hab. nauk medycznych Wojciech Feleszko, pediatra, pulmonolog immunolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, i dodał: – Badanie wykazało również, że dłuższy "kurs antybiotykowy", np. 10-dniowy, był gorszy dla odporności, niż krótszy, np. 5-dniowy. Po tym ostatnim w zasadzie negatywnego efektu nie obserwowano.

Czy powrót krztuśca może być wynikiem nadużywania antybiotyków?

W opisanym powyżej badaniu wyrażono przypuszczenie, że powrót krztuśca w USA może być związany właśnie z tym, że nadużywa się terapii antybiotykowej wśród najmłodszych. Czy w Polsce może być podobnie?

– Ten argument dotyczący antybiotyków jest argumentem bardzo świeżym. To pierwsze badanie, które to wykazuje. Do tej pory wiązaliśmy powrót krztuśca z innym rodzajem szczepionki, niż ta, którą stosowano 20-30 lat temu. Ta współczesna, czyli szczepionka acelularna (zawiera jedynie wybrane antygeny pałeczki krztuśca, a nie całe zabite komórki patogenu) daje o wiele mniej powikłań, niż poprzednia szczepionka, pełnokomórkowa – wyjaśnia dr Feleszko i dodaje: – Jednak za większe bezpieczeństwo szczepionki płacimy cenę, którą jest jej mniejsza immunogenność – nasz układ odpornościowy słabiej odpowiada, kiedy pojawią się w organizmie bakterie wywołujące objawy krztuśca, czyli Bortedella pertussis i wytwarzane przez nie toksyny powodujące zapalenie tchawicy i oskrzeli.

Ekspert zapewnił jednak, że te współczesne szczepionki przeciwko krztuścowi (zwanemu kiedyś kokluszem) być może nie chronią populacji idealnie, ale jednak sprawiają, że nawet jeśli zaszczepione przeciwko tej chorobie dziecko zachoruje, to przebieg infekcji będzie łagodniejszy. Przede wszystkim zaszczepione dzieci nie umierają z powodu tych chorób, co przed laty miało niestety miejsce. W Polsce w latach 50. XX w. w ciągu jednego roku na krztusiec umierało ponad 1300 dzieci.

Czy skuteczność szczepionek może być również obniżona u osób dorosłych?

Czy podobny skutek – obniżona odpowiedź układu immunologicznego po podaniu szczepionki – może dotyczyć także dorosłych, którzy przyjmują zbyt wiele antybiotyków? Dr Wojciech Feleszko zwrócił uwagę, że badanie dotyczyło dzieci w wieku 0-2 lata, które są „idealnym modelem badawczym”, gdyż ludzki mikrobiom jest wówczas w fazie kształtowania się. Dlatego interwencje antybiotykowe zaburzające mikrobiotę w tym wieku mają długofalowe skutki.

– Myślę, że u dorosłych taki efekt mógłby zostać zaobserwowany, ale prawdopodobnie będzie on znacznie łagodniejszy – uważa dr Feleszko i dodał: – Jeśli chodzi o osoby dorosłe, to jeśli się bada u nich nowoczesnymi narzędziami różnorodność mikrobioty jelitowej okazuje się, że wiele czynników zmienia znacząco jej skład (przyjmowanie leków, antybiotyków, leczenie onkologiczne, ale także podróże czy biegunka również powodują zmiany w mikrobiocie), ale nie umiemy jeszcze powiedzieć, na ile długofalowe skutki to może mieć dla organizmu.

Dlaczego lekarze przepisują tak dużo antybiotyków?

Dr Feleszko zapytany o to, dlaczego polscy lekarze tak chętnie wypisują recepty na antybiotyki, odpowiedział, że jest to problem wielu krajów rozwiniętych, nie tylko Polski. Jego zdaniem ten trend się odwraca. Lekarze coraz mniej tego typu leków wypisują. Wprawdzie nie zaliczamy się do europejskiej czołówki oszczędzających antybiotyki, tak jak Holendrzy czy Skandynawowie, ale polscy lekarze są coraz bardziej świadomi zagrożeń, jakie sprawia nieostrożna i nadmierna antybiotykoterapia.

Antybiotyki są potrzebne i wielu chorobach konieczne.

– Przed 1940 r., zanim odkryto penicylinę, a potem inne antybiotyki, zwyczajne otwarte złamanie kości piszczeli czy udowej mogło zakończyć się śmiercią z powodu gangreny. Albo bakteryjne zapalenie płuc – to także była śmiertelna choroba. Albo gruźlica, śmierć z powodu tej choroby była chlebem powszednim – tłumaczy dr Feleszko i dodaje: – Dlatego antybiotyki były ogromną zdobyczą. Dopiero w latach 60. i 70. XX wieku zaczęto sobie zdawać sprawę, że nie wszystkie zakażenia pochodzą od bakterii, że istnieją także inne mikroorganizmy, zaczęto także mówić o tym, że z antybiotyków korzystamy za często i niepotrzebnie, że może to mieć negatywny wpływ na zdrowie ludzi.

Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób publikuje raporty, w których pokazuje, jak wygląda antybiotykooporność w różnych krajach europejskich. Z tych raportów dowiadujemy się, kto tych antybiotyków używa więcej, a kto mniej.

– Najmniej antybiotyków używają Holendrzy i Skandynawowie. Zwłaszcza Holandia ma długie i dobre tradycje poradnictwa, jak racjonalnie stosować antybiotykoterapię i tych antybiotyków używać jak najmniej – powiedział dr Feleszko i podkreślił, że tamtejsi lekarze mają bardzo jasne instrukcje dotyczące ordynowania antybiotyków. Ponadto jest duża społeczna świadomość, że nadmierne stosowanie tych leków jest szkodliwe.

W Polsce również widać ogromną poprawę w tej kwestii. Opracowano krajowe rekomendacje leczenia najczęstszych chorób infekcyjnych, które dziś na pamięć zna każdy pediatra, internista, i lekarz rodzinny.

– Oczywiście, jest wciąż sporo codziennych błędów, jeśli chodzi o stosowanie antybiotykoterapii – przyznał dr Feleszko i dodał: – Biorą się one z wielu przyczyn: brakuje szybkich narzędzi diagnostycznych, lekarze pracują pod presją czasu, boją się powikłań, czasami leków domaga się sam pacjent.

Dlaczego lekarze nie zlecają antybiogramu?

Na pytanie, czy sytuację mogłoby poprawić wykonanie antybiogramu, czyli badania, dzięki któremu możemy się dowiedzieć, czy dany antybiotyk będzie skutecznie zwalczał konkretny patogen, dr Feleszko odpowiedział: – To jest zbyt trudne badanie, chociażby z tego względu, że musielibyśmy mieć dobrze pobrany posiew, a w bardzo wielu chorobach nie ma takiej możliwości, bo nie ma materiału skąd wziąć. Jeśli ktoś ma zapalenie płuc, albo oskrzeli, to czy możemy sięgnąć tzw. wymazówką do płuc, do samych pęcherzyków płucnych, gdzie toczy się zapalenie, albo właśnie do oskrzeli? Tego nie da się zrobić. Natomiast posiew z nosa przyniesie nam tylko obraz tego, co się dzieje w górnych drogach oddechowych.

Dlatego antybiogram wykonuje się jedynie w tych sytuacjach, kiedy jest to możliwe, na przykład w zakażeniu układu moczowego.

Jak zaznaczył, poważniejszy problem polega na tym, że wyhodowanie patogenów w środowisku laboratoryjnym zajmuje 2-3 dni, a potem sprawdzenie, jak działa na nie lek, to kolejne 2-3 dni. To zbyt długo, pacjenci są poprawy swojego stanu zdrowia natychmiast.

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z lekarzem.

Źródło: PAP Mira Suchodolska