Prof. Alina Olender: Lekkooporność bakterii to jedno z największych zagrożeń

26.05.2020
Aktualizacja: 26.05.2020 10:40
Lekkooporność bakterii to największe zagrożenie
fot. Shutterstock

Nadużywanie antybiotyków, stosowanie ich na własną rękę, w niepełnych dawkach – to czynniki wpływające na lekooporność bakterii. Prof. Alina Olender, mikrobiolog, wyjaśnia, dlaczego to zjawisko jest niebezpieczne dla człowieka. 

Pani Profesor, zespół dr. Seana Brady’ego z nowojorskiego Uniwersytetu Rockefellera, kiedyś wyliczył, że w 2050 r. aż 10 milionów osób może umrzeć w powodu lekooporności bakterii? Czy ten scenariusz jest nadal realny i jaka jest tego przyczyna?

Profesor Alina Olender: Rzeczywiście były takie prognozy, które wskazywały, że lekooporność bakterii to jedno z największych zagrożeń, jeśli chodzi o nasze zdrowie i życie. W przyszłości może nam zabraknąć antybiotyków i to jest naprawdę bardzo poważny problem.
Są to konsekwencja m.in. źle stosowanych antybiotyków, nadużywania ich, a także pewnej skłonności bakterii do nabywania oporności na antybiotyki, z którymi się stykają podczas różnych infekcji i antybiotykoterapii. Stworzyliśmy sobie sytuację, że takie szczepy pojawiają się u pacjenta i nie mamy żadnych opcji terapeutycznych. Patogeny stają się oporne na wszystkie antybiotyki.
W ostatnich latach została stworzona przez WHO lista patogenów priorytetowych, dla których są zalecane kierunki nowych badań, w poszukiwaniu nowych antybiotyków. Bierzemy pod uwagę najgorszy scenariusz i szukamy nowych opcji terapeutycznych. Jest pełna mobilizacja.
Te działania dotyczą również opracowywania nowych procedur postępowania, tak aby zatrzymać rozprzestrzenianie się bakterii wielolekoopornych. Są bakterie, które mogą być w przewodzie pokarmowym u pacjenta-nosiciela, np. lekooporne pałeczki gram-ujemne, i stają się źródłem zakażenia dla innego pacjenta.
To są bardzo złożone problemy, tworzymy nowe procedury, schematy postępowania z pacjentami, u których takie zakażenia mogą wystąpić.

A jaki na to wpływ mają pacjenci? Wiemy przecież, że Polacy uwielbiają antybiotyki, traktują je jak leki na wszystkie dolegliwości. Często próbują wymusić na lekarzach wypisanie recepty na te preparaty lub – co gorsza – biorą je na własną rękę, gdy np. jakiś antybiotyk zostanie po antybiotykoterapii kogoś z rodziny.

Profesor Alina Olender: Wiele osób myśli, że antybiotyk nam we wszystkim pomoże. Ktoś w rodzinie miał infekcję, wziął antybiotyk i od razu był efekt. Stąd przekonanie, że jemu też pomoże. To fatalna praktyka.
Musimy zrozumieć, że objawy infekcji mogą być podobne, ale jej przyczyny mogą być zupełnie inne – mogą to być różne drobnoustroje z różną wrażliwością na leki. Podam przykład. Pneumokoki są wrażliwe na beta-laktamy, natomiast mykoplazmy są naturalnie odporne na antybiotyki beta-laktamowe. Infekcje wywoływane przez nie mają prawie identyczny obraz kliniczny, ale powinny być inaczej leczone. Pacjent sam tego nie odróżni, a przyjmowanie antybiotyków, które w ogóle nie zadziałają, jest bardzo niebezpieczne.
Jest jeszcze jedna kwestia, istota w tym samoleczeniu antybiotykami. Lekarz przepisuje antybiotyk konkretnemu pacjentowi, biorąc pod uwagę jego ogólny stan zdrowia. Chory może mieć dysfunkcje nerek, problemy z sercem, cukrzycę, u niego podanie takiego leku i odpowiedniej dawki jest uzasadnione, ale u innych osób, z innymi chorobami współistniejącymi, może być nieuzasadnione, wręcz szkodliwe dla zdrowia. Dlatego nie bierzmy leków, tylko dlatego, że zostały w domu, bez zalecenia lekarza.
Lekarze na szczęście coraz rzadziej ulegają perswazjom pacjentów. Rozmawiamy o tym na różnych spotkaniach. Choć oczywiście zdarzają się sytuacje, że pacjenci mimo wszystko próbują namówić lekarza do wypisania recepty. Na przykład mówią, że rozpoczęli terapię antybiotykiem, ale nie mają dawek na pełną kurację. Albo, że mają podobne objawy do infekcji, którą przechodzili wcześniej, i wtedy antybiotyk zadziałał, więc teraz pewnie też zadziała. Jednak lekarze radzą sobie z takimi sytuacjami.

To poruszę jeszcze jeden problem: zbyt wczesne odstawianie leków, wtedy, gdy lepiej się poczujemy. Czy to bezpieczne?

Profesor Alina Olender: To jest bardzo złe podejście, ponieważ objawy kliniczne mijają, ale bakterie pozostają i mogą wznawiać infekcję. Musimy wziąć całą dawkę leku, w odpowiednich odstępach czasu, tak by zachować stały poziom tego leku w organizmie. Dobrze jest dopytać lekarza, przeczytać ulotkę dołączoną do antybiotyku, sprawdzić, czy należy go przyjmować przed posiłkiem, czy po posiłku, bo antybiotyki różnie się wchłaniają. To wszystko ma znaczenie. Tylko w ten sposób terapia będzie skuteczna

Poruszyła Pani dość ważną kwestię, dotyczącą stosowania antybiotyków w nieuzasadnionych sytuacjach. Ostatnio z powodu pandemii koronnawirusa SARS-CoV-2 wiele wizyt lekarskich odbywa się online. Lekarze, bez badania pacjenta, przepisują antybiotyki. Czy to prawidłowe postępowanie?

Profesor Alina Olender: Sytuacja związana z pandemią koronawirusa zmusiła nas do innego działania. Należało ograniczyć transmisję tego patogenu, przecież pacjenci siedzący obok siebie w poczekalniach stanowili dla siebie ogromne zagrożenie. Stąd konieczność wprowadzenia wizyt online czy teleporad lekarskich.
Oczywiście tego typu wizyta to dyskomfort dla pacjenta, ale również bardzo trudna sytuacja dla lekarza, ponieważ nie widzi on fizycznie pacjenta, a musi podjąć decyzję o zastosowaniu antybiotykoterapii, jedynie na podstawie wywiadu z chorym. W takich sytuacjach bardzo ważne jest, aby pacjent nie bagatelizował żadnych objawów, istotna jest również informacja dotycząca wcześniejszych chorób i zakażeń, jakie przechodził.
Infekcje wirusowe, zwłaszcza dotyczące górnych dróg oddechowych, są najczęstsze, i w ich przypadku podanie antybiotyku jest nieuzasadnione. Jednak należy pamiętać, że infekcja wirusowa może przyczyniać się do infekcji bakteryjnej. Uszkodzenie nabłonka dróg oddechowych przez wirusy, to świetna droga do wtargnięcia bakterii. A więc taka długotrwająca infekcja, zaczynająca się od infekcji wirusowej, może wymagać zastosowania później antybiotyku. To istotne zwłaszcza w przypadku grup pacjentów z wysokiego ryzyka, taka infekcja może zagrażać ich życiu.
W czasie pandemii decyzja o antybiotykoterapii jest niezwykle trudna, zwłaszcza bez możliwości wykonania badania mikrobiologicznego, które bardzo ułatwiłoby podjęcie takiej decyzji. Jest to złożony problem i nie można wykluczyć pomyłek. Lekarz zawsze dąży do tego, aby nie stworzyć jakiegoś zagrożenia u pacjenta, które mogłoby spowodować rozwój infekcji w kierunku niebezpiecznym. Podjęcie decyzji o antybiotykoterapii, w takim momencie, jest w pełni uzasadnione.
Ale też są nadużywane antybiotyki. O tym też wiemy.

Czy badania mikrobiologiczne są drogie, czy lekarz nie powinien ich zlecać przed podjęciem decyzji o podaniu antybiotyku?

Profesor Alina Olender: Badania mikrobiologiczne są często stosowane, czy to w diagnostyce zakażeń w szpitalach, czy u pacjentów ambulatoryjnych. Nie są drogie i są uzasadnione, gdy rzeczywiście mamy podejrzenie infekcji o etiologii bakteryjnej. Ale są też infekcje bakteryjne, które są na tyle charakterystyczne, że takiego badania nie trzeba wykonywać. Na przykład u osób dorosłych angina paciorkowcowa daje dość charakterystyczne objawy, naloty na migdałkach. W takich przypadkach zaleca się penicylinę, bo tę chorobę wywołuje Streptococcus pyogenes, który jest nadal wrażliwy na nią.
Są też sytuacje, gdy nie ma czasu na wykonanie badania mikrobiologicznego, bo stan chorego jest poważny (np. rozwija się u niego sepsa) i nie można czekać 2-3 dni na wyniki. W takich sytuacjach lekarz podejmuje decyzję na podstawie swojego doświadczenia i wiedzy, a także bazuje na rekomendacjach opracowanych przez specjalistów w tej dziedzinie. Tu liczy się czas. Im szybciej włączymy antybiotykoterapię, zaraz po rozpoznaniu sepsy, tym większa gwarancja sukcesu wyleczenia tego zakażenia.
Byłoby idealnie, gdyby lekarz zawsze miał czas na wykonanie badania, wiedział, z jakimi bakteriami ma do czynienia i jaka powinna być antybiotykoterapia celowana. Niestety sytuacje są różne, bywa, że trzeba pobrać materiał do badania, podać antybiotyk o szerokim spectrum działania, a potem – po uzyskaniu wyniku – zweryfikować podanie tego leku.

A czy takie podawanie pacjentowi antybiotyków bez sprawdzenia, czy on rzeczywiście zadziała, może mieć jakieś konsekwencje dla zdrowia pacjenta?

Profesor Alina Olender: Antybiotyk to jest lek, który jest skierowany przeciw bakteriom, i ma na celu zniszczenie bakterii w organizmie, zniszczenie ogniska toczącej się infekcji. Ale, jak każdy lek wprowadzany do organizmu, będzie działał również na tkanki. Zastosowanie antybiotyków niestety ma wpływ na zdrowie pacjenta. Obniża jego odporność, osłabia organizm, który i tak jest już osłabiony infekcją. Tak więc stosowanie antybiotyku, który nie daje efektu, jest zupełnie nieuzasadnione. Właściwie w ciągu pierwszych dni, po pierwszych dawkach, wiemy, czy antybiotyk jest skuteczny, czy nie. Przyjmowanie tego leku przez 5-7 dni bez żadnych efektów leczenia jest nieuzasadnione.
Badanie mikrobiologiczne jest rzeczywiście bardzo pomocne.

Czy branie leków osłonowych pomoże szybciej wrócić do równowagi organizmowi?

Profesor Alina Olender: To zależy od wielu rzeczy. Od sytuacji pacjenta, innych towarzyszących chorób, przeszłości infekcyjnej. Antybiotyki działają na naszą florę fizjologiczną, na tzw. mikrobiom. Ma on ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu. Jeśli antybiotyk bardzo zniszczy nam te dobre bakterie, które nam pomagają, to ten efekt będzie dla nas na pewno bardzo niekorzystny. Probiotyk nam je uzupełnia i spowoduje równowagę flory bakteryjnej.

Bakterie żyją z nami i będą żyć. Czy jesteśmy wstanie się obronić przed nimi?

Profesor Alina Olender: Wszystko o czym rozmawiałyśmy ma znaczenie. I podejście pacjenta do antybiotykoterapii, i lekarza. Czynności higieniczne, nawyk częstego i dokładnego mycia rąk. A także śledzenie sytuacji epidemiologicznej, świadomość tego, że pojawił się nowy patogen, że jakiś nabył oporność. Musimy kontrolować tę sytuację, ograniczyć nadużywanie antybiotyków. Respektować zalecenia specjalistów.

To że jest teraz pandemia koronawirusa to jedna sprawa, ale bakterie są dalej. Są w dalszym ciągu naszym zagrożeniem i nie możemy o tym zapominać.

Dziękuję za rozmowę.

 Prof. dr hab. n. med. Alina M. Olender jest specjalistą mikrobiologiem, kierownikiem Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, a także konsultantem wojewódzkim w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej w województwie lubelskim. Jest wieloletnim dydaktykiem, członkiem towarzystw naukowych. Głównymi tematami jej zainteresowań są: mechanizmy oporności na antybiotyki i czynniki wirulencji patogenów oportunistycznych, patomechanizmy zakażeń i odpowiedzi immunologicznej, problemy diagnostyki zakażeń związanych z tworzenia przez drobnoustroje biofilmu oraz badania nad poszukiwaniem nowych leków przeciwbakteryjnych i przeciwgrzybiczych.