Zamknij

Musimy ograniczyć spożycie antybiotyków. To priorytet – uważa prof. Hryniewicz

06.12.2021
Aktualizacja: 06.12.2021 13:20
Ograniczmy spożycie antybiotyków
fot. Shutterstock

Polacy nadużywają antybiotyków, co może mieć katastrofalne skutki. Aby powstrzymać narastającą antybiotykooporność, musimy wdrożyć natychmiastowe działania – uważa prof. Waleria Hryniewicz.

W Polsce antybiotykoterapia jest nagminnie nadużywana, zwłaszcza teraz w czasie pandemii – uważa prof. Waleria Hryniewicz z Zakładu Epidemiologii i Mikrobiologii Klinicznej Narodowego Instytutu Leków i dodaje, że dzieje się tak zarówno w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej, jak i w szpitalach. Jej zdaniem należy natychmiast podjąć wielokierunkowe działania, aby powstrzymać narastającą antybiotykooporność.

Kiedy antybiotyki są skuteczne?

Zdaniem ekspertki, mimo czynionych starań, by ograniczyć przepisywanie antybiotyków, wielu lekarzy nadal to robi, nawet w przypadku infekcji wirusowych, na które te leki na działają.

– Oczywiście zdarzają się zakażenia wtórne wywołane bakteriami, ale trzeba wykonać badanie mikrobiologiczne. Z doniesień naukowych na świecie wynika, że pacjenci z lekko ciężką chorobą, ale nie ciężką, w ogóle nie wymagają antybiotykoterapii – tłumaczy prof. Hryniewicz i dodaje: – Antybiotyki należy włączyć, gdy na przykład pojawią się nowe objawy zakażenia i nastąpi pogorszenie stanu chorego powodowane nadkażeniem bakteryjnym. Trzeba je jednak zdiagnozować. Dowiedzieć się, jaki jest czynnik etiologiczny zakażenia i na jakie antybiotyki jest on wrażliwy. Dopiero wtedy można podjąć decyzję włączeniu antybiotykoterapii. W przypadku infekcji wirusowej antybiotyki nie pomagają.

Mylące doniesienia medialne

Dlaczego w takim razie antybiotyki są podawane "na wszelki wypadek"? Zdaniem ekspertki to wina m.in. niektórych mylnych doniesień naukowych na temat leczenia niektórych chorób.

– W błąd wprowadzają niektóre nieodpowiedzialne doniesienia. Tak było na przykład z azytromycyną. W 2020 r. pojawiły się informacje, że pomaga w leczeniu SARS-CoV-2. Skutek był taki, że natychmiast w aptekach znacznie się zwiększyła sprzedaż tych antybiotyków – tłumaczy prof. Hryniewicz i dodaje: – Azytromycyna nie działa na wirusy, natomiast powoduje wiele działań niepożądanych i zaburza nasz mikrobiom. Podobnie zresztą była z amantadyną.

Pacjent nie może sam modyfikować leczenia antybiotykami

Badania naukowe wskazują, że im więcej stosujemy antybiotyków, tym szybciej zwiększa się pula bakterii opornych na nie. Badania brytyjskich naukowców pokazały, że w nieciężkich pozaszpitalnych zapaleniach płuc można skrócić czas podawania antybiotyku do trzech dni bez pogorszenia efektu terapii. Obecnie uważa się, że wystarczające jest pięć dni antybiotykoterapii. Dawniej – podkreśla prof. Hryniewicz – takie leczenie kontynuowano dwa tygodnie. Jednak absolutnie nie należy skracać antybiotykoterapii na własną rękę. Taką decyzję zawsze podejmuje lekarz, który bierze pod uwagę, z jaką bakterią mamy do czynienia, jaki jest stan ogólny pacjenta etc.

– Dążymy do skrócenia terapii, żeby była mniejsza presja antybiotyków na florę naszego organizmu, na mikrobiom. Zawsze jednak trzeba być ostrożnym. Wciąż na ten temat mało jest rzetelnych danych naukowych. Długość terapii może się różnić w zależności od czynnika etiologicznego. Przykładem jest zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych wywołane przez meningokoki. Jest ono szczególnie groźne, bo może mieć przebieg piorunujący. Mimo to skuteczna jest terapia trwająca siedem dni. W przypadku pneumokoków leczenie powinno trwać już dwa tygodnie, a w razie zakażenia bakteriami o nazwie Listeria monocytogenes, co najmniej trzy tygodnie – tłumaczy prof. Hryniewicz i dodaje, że pacjent absolutnie nie powinien ani skracać czasu leczenia, ani zmieniać dawkowania leku na własną rękę.  

Niestety wielu Polaków lubi się leczyć na własną rękę, stosując masowo leki bez recepty. Nierzadko jednak biorą również leki na receptę, które zostały w domu z wcześniejszego leczenia jakiegoś z domowników.
Przyjmowanie leków na własną rękę może dawać odległe powikłania, takie, których nie będziemy z tym kojarzyć, np. takie leki mogą niekorzystnie wpływać na florę bakteryjną, generując także oporność.

Co zrobić, by ograniczyć nadużywanie antybiotyków?

Zdaniem prof. Walerii Hryniewicz podjęte działania muszą być wspólne, wielokierunkowe i wielosektorowe.

– To musi być spójne działanie wielosektorowe, obejmujące wszystko, co związane jest z użyciem antybiotyków, tak jak to zresztą sugeruje Unia Europejska. Oporne na antybiotyki szczepy bakterii mamy wszędzie, nie tylko w szpitalach, ale i w wodzie, ściekach, w domu i hodowli zwierząt, a także w więzieniach. Powinniśmy wprowadzić specjalny program narodowy ochrony przed antybiotykoopornością. Taki, który doprowadziłby na przykład do tego, że stosując racjonalniej antybiotyki w ciągu 5 lat, zmniejszy się ich zużycie o 5 proc. To da efekt korzystny dla pacjentów, jak również skutek epidemiologiczny – tłumaczy proc. Hryniewicz i dodaje: – To wcale nie będzie takie łatwe. Ale trzeba w ogóle zacząć działać, stawiać sobie cele i wskazywać drogi do ich osiągnięcia.

Jesteśmy na podium jeśli chodzi o zakażenia bakteryjne oporne na antybiotyki

Prof. Waleria Hryniewicz przypomina, że w Polsce jest sporo zakażeń bakteryjnych opornych na antybiotyki. Pod tym względem w Unii Europejskiej jesteśmy w ścisłej czołówce, na medalowym miejscu. A problem jest naprawdę ogromny.

– W warszawskich szpitalach, a ostatnio także w innych miastach, mamy New Delhi, bakterię wyjątkowo oporną na antybiotyki. To Klebsiella pneumoniae, wytwarzająca enzym-karbapenemazę, nadający komórce bakteryjnej oporność na prawie wszystkie lub często wszystkie dostępne antybiotyki. Szerzy się epidemicznie w wielu polskich szpitalach. Ale to jedna z wielu opornych bakterii – tłumaczy prof. Hryniewicz i dodaje: – Problemem są także inne pałeczki, w tym pałeczka ropy błękitnej, coraz częściej izolowany w polskich szpitalach wielooporny Acinetobacter baumannii czy Clostridium difficile. Nie zapominajmy też o gronkowcach i enterokokach.
Zahamowanie  antybiotykooporności jest możliwe. Wymaga jednak zaangażowania nas wszystkich.

– O tym, że jest to możliwe, że można przekonaliśmy się na początku pandemii, gdy spadła liczba zakażeń, w tym również tych wieloopornych. Ale wtedy w obawie przed SARS-CoV-2 wszyscy myli ręce i poprawiło się przestrzeganie zasad kontroli zakażeń. Są już pozytywne scenariusze w wielu krajach, wystarczy je spróbować realizować – podsumowuje prof. Hryniewicz.

Źródło: PAP Zbigniew Wojtasiński