Helena Rubinstein: „Nie ma brzydkich kobiet, są tyko leniwe”

13.07.2016 14:17

Oprócz szminki, pudru i pereł w swojej torebce przez całe życie nosiła… testament. Nieustannie zmieniany dokument stanowił kartę przetargową w skomplikowanych relacjach z otoczeniem. Jak niepozornej brunetce z krakowskiego Kazimierza udało się zostać cesarzową imperium kosmetycznego i jedną z najbogatszych kobiet XX wieku?

Helena Rubinstein fot. Jak niepozornej brunetce z krakowskiego Kazimierza udało się zostać cesarzową imperium kosmetycznego i jedną z najbogatszych kobiet XX wieku?

Sukces nigdy nie spada na nikogo jak grom z jasnego nieba, zwykle jest pokłosiem ciężkiej pracy, którą trzeba wykonać pokonując trudy drogi na szczyt.

Zanim Chaja Rubinstein stała się podziwianą na całym świecie Heleną, w wieku niespełna 18 lat zdecydowała się opuścić rodzinne gniazdo na ul. Szerokiej przy Uniwersytecie Jagiellońskim i przenieść się  za granicę. Najpierw do Austrii, a potem do odległej Australii.

Córka żydowskiego sprzedawcy nafty, która nie chciała poślubić poleconego przez rodzinę starszego od siebie wdowca, zawsze szła pod prąd. Choć to, co mówiła o sobie, zwykle nie miało wiele wspólnego z rzeczywistością, potrafiła jak nikt inny wzbudzać zainteresowanie otoczenia.

Pionierka szeptanego marketingu zrewolucjonizowała rynek kosmetyków dla kobiet udowadniając, że bez względu na urodę i gabaryty (sama miała 147 cm wzrostu), wystarczy tylko o siebie dbać, by podkreślić to, co w nas najlepsze.

Gdyby nie pracowitość, odwaga i determinacja, sukces mógłby w jej przypadku nigdy nie nastąpić. Jak udało jej się dokonać tego, co wcześniej dla podobnych jej kobiet było zupełnie niewykonalne?

Piękne historie wcale nie muszą być prawdziwe

EN_01169915_0032
fot.East News

Madame Rubinstein nie była klasyczną pięknością, ale na początku XX wieku, kiedy rozpoczynała pracę jako aptekarka w Melbourne, i tak wzbudzała zainteresowanie swoim nieco egzotycznym w tej części świata wyglądem.

Zaciekawionym jej zawiłymi losami, przez które znalazła się na drugiej półkuli, opowiadała o wspaniałym życiu, jakie wiodła w Krakowie. Kontakt z klientami stwarzał jej sporo możliwości do ubarwiania swojej biografii.

Jasną cerę miała zawdzięczać kremom, których unikalna receptura opierała się niezwykłych ziołach na dostępnych jedynie w wybranych częściach Karpat.

Kosmetyki te (które w rzeczywistości były powszechnie znanymi w Polsce kremami doktora Lykusky’ego) miała też stosować sama Helena Modrzejewska – jedna z najbardziej znanych w tamtych czasach pochodzących z Polski artystek, którą nieliczni rozpoznawali również w Australii.

Kiedy polecane przez aptekarkę kremy stały się na tyle popularne, że Rubinstein nie była w stanie sprowadzić pożądanej ilości produktów z Europy, zawarła porozumienie z ich producentem – dr Lykuskim – zaczynając samodzielnie wytwarzać kosmetyk ze składników dostępnych w Australii – lanoliny, owczego wosku oraz olejków eterycznych.

Biografowie najczęściej łapią się za głowę, przytaczając niestworzone opowieści snute przez samą Rubinstein. Nie zmienia to jednak faktu, że promowanym przez nią w aptece kremach w krótkim czasie udało się zdobyć niesamowitą popularność. Jak tego dokonała?

Mężatki z ogolonymi głowami

31hartman-helena-slide-2RDD-jumbo
fot. Uczestniczki kursów piękności organizowanych pod patronatem Heleny Rubinstein przed II wojną światową w Nowym Jorku

Nie bez znaczenia w przypadku sukcesu kosmetyków markowanych jej nazwiskiem było pochodzenie Heleny Rubinstein i środowisko, w jakim obracała się w Australii.

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że niemal każda ortodoksyjna Żydówka, po wyjściu za mąż, zgodnie z tradycją goliła głowę. Większość kobiet chodziła z tego powodu z chustką zakrywającą łysinę.

Kobiety, które nie miały włosów, starały się przynajmniej zadbać o to, by ich cera była bardziej promienna, dzięki czemu mogłyby wyglądać młodziej niż w rzeczywistości.

Przeczytaj7 śmiertelnie niebezpiecznych praktyk kosmetycznych sprzed lat

Kosmetyki Heleny Rubinstein pozwalały poczuć powiew Europy, za którą tęskniły imigrantki, które z różnych powodów znalazły się w Australii, dlatego nie mogły się bez nich obyć.

O luksusie marzą tylko biedni, dla bogatych to standard

* (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

Imigrantka z Polski, bez majątku, a na dodatek panna bez wsparcia męża i rodziny, musiała sama spełniać własne marzenia o lepszym życiu. Choć w jej życiu było dwóch mężczyzn, to jednak przez długi czas była zupełnie sama. Pierwszego męża poślubiła dopiero sporo po trzydziestce, a drugiego dopiero w wieku 66 lat.

Z reguły osoby posiadające genialne umiejętności w określonej dziedzinie, są postrzegane przez swoje otoczenie jako nieco przesadne, wyraźnie odróżniające się na tle mniej barwnych jednostek. Taka też była Helena Rubinstein. Nigdy nie myślała szablonowo, ale to prawdopodobnie dzięki temu udało jej się wyprzedzić inne kobiety z początku XX wieku.

Jak nikt inny potrafiła podsycać zainteresowanie otoczenia nie tylko swoimi kosmetykami, ale przede wszystkim sobą. Podobno uwielbiała przebierać się w najlepsze ubrania od najdroższych projektantów i w luksusowym otoczeniu antycznych, hotelowych wnętrz, kazała sobie wykonywać zdjęcia, które miała w zwyczaju wysyłać do wszystkich istniejących na rynku redakcji, znanych dziennikarzy i lokalnych mediów.

Kiedy nie była zadowolona z wyraźnego braku wcięcia w talii, kazała retuszować zdjęcia i tak manipulować obrazem, by jej proporcje wydawały się idealne.

* (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

Fotografie nie były jednak jej jedynymi fanaberiami. Producentka kosmetyków otaczała się swoimi portretami wykonywanymi na zamówienie u największych malarzy XX wieku.

Przyjaźniła się z Pablo Picasso, do którego zwracała się per "Diabeł", ściany jej prywatnych salonów ozdabiał sam Salwador Dali, a na aukcjach Sotheby's do dziś można spotkać jej wizerunki przedstawiane przez najznamienitszych artystów XX wieku.

Femme fatale z perłami

babcia
fot. East News

Jak wygląda prawdziwa dama? Gładko zaczesane włosy, odrobina koloru na ustach, wysoko podniesiona głowa i zapach, którego nie da się nie zauważyć. Mimo że Helena Rubinstein nigdy nie była pięknością, umiała za to pięknie... kłamać. Na szczęście i w tej dziedzinie potrafiła zachować klasę, a drobne nieścisłości z jej życiorysu, właściwie tylko ubarwiały w takim samym stopniu jej życie prywatne oraz zawodowe.

Zdrady zarówno pierwszego, jak i drugiego męża (o których doskonale wiedziała) rekompensowała sobie wyszukaną biżuterią. Najbardziej lubiła perły, które z namiętnością wyszukiwała u najdroższych jubilerów.

Legendy głoszą o jej testamencie, który zawsze miała w torebce. Podobno nieustannie zmieniany dokument był jej kartą przetargową w relacjach z otoczeniem. Jeśli tylko chciała coś szybko załatwić, obiecywała niestworzone historie o majątku, który może przepisać każdemu, kto pomoże jej w interesach.

Po latach okazało się jednak, że nawet najbliższej rodzinie nie umożliwiła roztrwonienia zgromadzonego przez nią kapitału, a jej pieniądze mogły być dla nich dostępne tylko w postaci funduszów powierniczych

- Nie ma kobiet brzydkich, są tylko leniwe - zwykła mawiać Helena Rubinstein. Na lenistwo nie pozwalała sobie nie tylko w kwestii urody, ale też w sprawach zawodowych.

Do końca życia kierowała zespołem swoich podwładnych wprost ze swego wielkiego łoża, w którym staruszka najbardziej lubiła sypiać. Zmarła w wieku 95 lat i jak przystało na prawdziwą arystokratkę piękna, dopilnowała nawet tego, by w dniu jej pogrzebu wszystko przebiegło tak, jak zapisała w swoim testamencie, z którym nie rozstawała się do końca swych dni.

helena_rubinstein_portrait_wall
fot. thejewishmuseum.org

Helena Rubinstein uwielbiała własne portrety. Do dziś w The Jewish Museum w Nowym Jorku można oglądać przedstawiające ją obrazy, wykonane przez najlepszych malarzy XX wieku.

___

zdrowie.radiozet.pl/π

Oceń