Zamknij

Zmniejszyłam biust, to była najlepsza decyzja w moim życiu [wywiad]

11.02.2021
Aktualizacja: 11.02.2021 06:35
Operacja zmniejszenia piersi (redukcji piersi)
fot. Shutterstock

Operacja zmniejszenia biustu (redukcja biustu) to poważna operacja. O to, jak się do niej przygotować i o czym warto wcześniej wiedzieć, zapytaliśmy panią Katarzynę. Kobietę, która kilka miesięcy temu poddała się takiej operacji. Czy żałuje swojej decyzji?

Jesteś po operacji zmniejszającej piersi. Dlaczego zdecydowałaś się na taką operację?

Nie miałam wyjścia (śmiech). Przed operacją nosiłam rozmiar 75 Ł. Miałam problem z dobraniem bielizny, ubrania, a także – co znacznie istotniejsze – pojawiły się problemy zdrowotne. Ogromny ból kręgosłupa, bóle głowy, obtarcia, rany pod ramiączkami biustonosza, pod biustem. Najgorzej było latem, gdy pojawiały się też odparzenia.

Czy zawsze miałaś tak duży biust?

Zawsze miałam większy biust niż większość moich rówieśniczek, ale dopiero w czasie ciąży i później w czasie karmienia piersią stał się on ogromny. Z czasem nadmiar ciążowych kilogramów zniknął, ale wielki biust pozostał. Niestety to chyba sprawa genetyczna. Większość kobiet w mojej rodzinie ma duży biust i drobną posturę.

Powiedziałaś, że zawsze miałaś spory biust, dlaczego dopiero teraz (kilkanaście lat po porodzie) zdecydowałaś się na tę operację?

Wcześniej brakowało mi odwagi i… wiedzy na temat takich operacji. Wiele mówi się o powiększaniu piersi, ale o zmniejszeniu piersi w ogóle. Przynajmniej ja nie słyszałam, by jakaś gwiazda chwaliła się taką operacją (śmiech). 

Pierwszy raz o takiej możliwości usłyszałam kilka lat temu. U brifitterki spotkałam kobietę, która przeszła taką operację. Kompletowała nową bieliznę. Wyglądała rewelacyjne, biła od niej wielka radość. To od niej dowiedziałam się, że operacja zmniejszająca piersi jest w ogóle możliwa i to w ramach NFZ. Zaczęłam szukać więcej informacji na ten temat. Im więcej o tym czytałam, tym bardziej się bałam.

Czego się bałaś?

Nie oszukujmy się, to poważna operacja, na całej powierzchni klatki piersiowej. To może trochę przerażać. Poza tym nie znalazłam lekarza, któremu mogłabym w tej sprawie zaufać. A może po prostu, nie ufałam sobie…

Co się zmieniło?

Mój stan zdrowia pogarszał się. Bóle głowy, kręgosłupa były coraz częstsze i mocniejsze. Musiałam też zrezygnować z ulubionych aktywności, np. biegania (wyobraź sobie, jak trudno biegać z tak dużym biustem!). Poza tym ortopeda, który mnie leczył, zasugerował, że przyczyną tych dolegliwości jest mój duży biust. Wtedy zrozumiałam, że nie mam wyjścia.

Najpierw szukałam możliwości takiej operacji w ramach NFZ, bo miałam skierowanie od lekarza, ale okazało się, że terminy są zbyt odległe. A ja – jak już coś postanowię – to staram się szybko to zrealizować. Zdecydowałam się więc na taką operację prywatnie.

Mieszkasz w Warszawie, a zdecydowałaś się na operację w Lublinie. Dlaczego?

Po prostu znalazłam lekarza, któremu w pełni zaufałam, a on pracował właśnie w Lublinie.

Wybór lekarza jest aż tak ważny?

Oczywiście, to chyba najważniejszy wybór. Po operacji, w czasie zdrowienia, kontakt z lekarzem jest bardzo istotny. Musimy mieć pewność, że stanowimy zespół i dążymy do tego samego celu.

Wcześniej byłam u kilku chirurgów plastycznych i żaden mnie do siebie nie przekonał. To była kwestia podejścia do pacjentki. Niektórzy niby żartem pytali, czy na pewno chce się Pani pozbyć takiego biustu. Te żarty i pytania wydawały mi się nie na miejscu. Byłam w ich gabinecie, na konsultacji. To chyba wyraźny dowód na to, że poważnie myślę o zmniejszeniu piersi.

Ale w końcu trafiłaś na swojego lekarza?

Tak (śmiech). Trafiłam do gabinetu dr n. med. Ryszarda Mądrego. Od razu poczułam, że to osoba, której szukałam. Był rzeczowy, bardzo konkretny, odpowiadał na każde pytanie, zadbał o to, abym czuła się komfortowo podczas badania, wyjaśnił, na czym polega taka operacja, jak wygląda proces zdrowienia, jakie mogą być powikłania. Podał wszystkie niezbędne informacje, tak abym mogła podjąć właściwą decyzję. Nie miałam żadnych wątpliwości. Umówiliśmy się na konkretny termin. Dostałam informacje, jakie badania muszę wykonać przed operacją i zaczął się czas przygotowań. Co istotne, nie musiałam niepotrzebnie jeździć do Lublina. Mieliśmy kontakt telefoniczny i mailowy.

Jakie badania musiałaś wykonać przed operacją?

Mammografię (ewentualnie USG piersi), RTG płuc, morfologię krwi etc. Dokładną rozpiskę dostałam od lekarza.

A jak wyglądała sama operacja?

Nie pamiętam, bo ją przespałam (śmiech). Do szpitala stawiłam się w dniu operacji. Wcześniej musiałam zrobić test na obecność koronawirusa. Na kilka godzin przed operacją musiałam założyć pończochy okołooperacyjne, kompresyjne. Miałam konsultację anestezjologiczną, później badanie przedoperacyjne. Pielęgniarz anestezjologiczny, który opiekował się mną przed operacją i asystował anestezjologowi podczas operacji, starał się przez cały czas podtrzymywać mnie na duchu. Dzięki niemu nie stresowałam się za bardzo. Po operacji było podobnie. Cały czas miałam poczucie, że jestem zaopiekowana.

Jak długo byłaś w szpitalu?

Dobę. Operację miałam około 17.00, a następnego dnia około 9.00 już byłam na nogach i spacerowałam po korytarzu w tę i z powrotem. Pan doktor przyszedł mnie zbadać około 16.00. Okazało się, że wszystko jest w porządku, więc zostałam wypisana ze szpitala. Mogłam wrócić do domu. Wcześniej pan doktor dokładnie poinstruował mnie, jak zmieniać opatrunki.

Co było dla ciebie najtrudniejsze po operacji?

Po operacji, gdy zobaczyłam się w lustrze po raz pierwszy, popłakałam się. Zmiana była ogromna. Z rozmiaru 75 Ł zeszliśmy do rozmiaru 75 D. Jednak najtrudniejsza była zmiana opatrunków. Lekarz dokładnie mnie poinstruował, co mam robić, ale i tak bałam się, że coś zepsuję, że rozerwą się szwy. To chyba taki naturalny lęk. Bardzo pomagał mi wtedy mój mąż.

Poza tym, po operacji pojawiło się powikłanie. Jedna pierś pięknie się goiła, w drugiej pojawiła się martwica tkanki tłuszczowej. Istniało realne ryzyko, że ją stracę. Na szczęście mój lekarz robił, co mógł, aby ją uratować. Udało się.

I tu muszę wrócić do kwestii wyboru lekarza. Miałam szczęście trafić na wspaniałego lekarza, z którym miałam przez cały czas kontakt. Mailowy, telefoniczny. Gdy pojawiły się problemy, wystarczyło, że napisałam do niego, wysłałam zdjęcie. Oddzwaniał, konsultował, nawet podczas urlopu.

Wspomniałaś o mężu… Jak on zareagował na tę operację?

Wspaniale. Przez cały czas mnie wspierał. I przed operacją, i po niej. Widział, jak się męczę i chciał dla mnie, jak najlepiej. Codziennie zmieniał opatrunki, dwa razy dziennie. Wspierał w trudnych momentach, gdy miała chwile załamania.

Ile czasu zajął ci powrót do zdrowia?

Po operacji byłam miesiąc na zwolnieniu lekarskim, ale ze względu na powikłania proces zdrowienia trochę się przedłużył. Musiałam też uważać na siebie. W sumie do pełnej sprawności wróciłam po trzech miesiącach.

Jak się teraz czujesz?

Wspaniale. Zmiana jest ogromna. Zniknęły bóle głowy, bóle kręgosłupa. Zakupy też sprawiają mi znacznie więcej radości (śmiech). Ta operacja naprawdę zmieniła moje życie. Poprawiła jego jakość.

A jak znajomi zareagowali na nową ciebie?

Różnie (śmiech). Dostałam wiele wsparcia od kobiet (przyjaciółek, koleżanek, cioć). Gorzej było z panami. Niektórzy do tej pory nie mogą zaakceptować mojego wyboru. Trudno. Mogę z tym żyć (śmiech).

I ostatnie pytanie: czy taka operacja jest droga?

Nie jest tania (śmiech), ale i tak tańsza o kilka tysięcy niż podobne operacje w Warszawie w reklamowanych przez celebrytów klinikach. A tak na serio: moim zdaniem warta każdych pieniędzy.