Duży biust to subiektywne odczucie. Wywiad z dr n. med. Ryszardem Mądrym

23.09.2020
Aktualizacja: 23.09.2020 21:05
Duży biust to subiektywna sprawa
fot. Shutterstock

Na czym polega zabieg redukcji piersi? Kiedy jego wykonanie jest uzasadnione? Czy po zabiegu zmniejszania piersi można karmić piersią i dlaczego dobra relacja pacjentki i lekarza jest tak ważna? Te i inne kwestie wyjaśnia dr n. med. Ryszard Mądry, lekarz specjalista chirurgii ogólnej i chirurgii plastycznej.

Panie Doktorze, czy duży biust to subiektywne odczucie, czy schorzenie, które się leczy?

Ryszard Mądry: To raczej subiektywne odczucie. Niektóre kobiety cieszą się z obfitego biustu, innym on przeszkadza. Wszystko zależy od trybu życia, aktywności fizycznej, a także od względów kulturowych. W niektórych kręgach (np. w wybranych krajach afrykańskich czy w Ameryce Łacińskiej) duży biust jest oznaką kobiecości i płodności – tam nie jest on problemem, tylko atrybutem. Natomiast w krajach azjatyckich kobiety mają małe piersi i ten typ urody jest tam preferowany. Miałem kilka pacjentek – Polek, które wróciły z Azji i postanowiły sobie zredukować piersi. Duży biust to kwestia względna.

Ale czy istnieje jakaś granica, od której wykonuje się operacje redukcji piersi u kobiet? Czy przyszła do Pana kobieta z miseczką C lub D i prosiła o zmniejszenie piersi?

Ryszard Mądry: Operacje redukcji piersi wykonujemy w przypadku dużych piersi, ale również i opadniętych piersi. Każde podniesie piersi wiąże się z niewielką, ale jednak redukcją. Tak więc zdarza się, że operowane są kobiety z miseczką D, które mają opadnięte piersi. Do mnie jednak głównie przychodzą pacjentki z miseczkami E-F i większymi. Muszę tu jednak zwrócić uwagę na jedną kwestię: obliczania wielkości miseczki. Wiele kobiet robi to nieprawidłowo, biorąc pod uwagę tylko wielkość piersi, jej objętość. Tymczasem należy brać pod uwagę dwa parametry: obwód pod piersiami i obwód w piersiach. Według tej metody, inna będzie wielkość miseczki u kobiet wysokich i szczupłych, a inna u kobiet niskich o szerokiej klatce piersiowej. Podejmując decyzję o operacji, zarówno w przypadku redukcji piersi, jak i ich powiększania, patrzę na pacjentki całościowo (na ich budowę ciała) i w ten sposób dobieram rozmiar piersi, tak by do nich pasowały. Czasem pacjentki przychodzą i życzą sobie określonej wielkości implant, bo taki ma ich koleżanka i wygląda świetnie. W takich sytuacjach pytam, czy koszulki też kupują bez patrzenia na rzeczywisty rozmiar, bez przymierzenia. Piersi, podobnie jak ubrania, są na wymiar.

Tak jak Pan wspomniał wcześniej, duży biust to kwestia subiektywnych odczuć. Kobieta może czuć się źle w swoim ciele. Czy są medyczne wskazania do operacji redukcji piersi?

Ryszard Mądry: Tak, są to przede wszystkim kwestie układu kostno-szkieletowego, ogromne obciążenie kręgosłupa. To widać od razu. Przychodzą do mojego gabinetu kobiety, które mają zagłębienia w okolicach ramiączek biustonosza, a także pod biustem, pod fiszbinami. To im się wpija w ciało. Mają odparzenia. Skarżą się na problemy z wykonywaniem różnych aktywności fizycznych, a nawet codziennych czynności, na ogromne bóle kręgosłupa. Wiele z nich mówi, że po operacji mniej je boli. Nie wiem, na ile to placebo, a na ile rzeczywiste odczucia.

Może to efekt działania leków przeciwbólowych przyjmowanych po operacji?

Ryszard Mądry: Może tak być (śmiech). Kręgosłup nie powinien przestać boleć tak od ręki, to powinno następować stopniowo. Są też pacjentki, które mówią inaczej, że po operacji kręgosłup je jeszcze bardziej boli, bo jest niejako odciążony.

Czy zdarzyło się Panu odmówić wykonania takiej operacji?

Ryszard Mądry: Oczywiście, odmawiam z dwóch powodów: medycznych i psychicznych. Kiedyś przyszła do mnie pacjentka i powiedziała, że chce zmniejszyć piersi, bo partner ją rzucił. Odmówiłem, bo operacja nie jest na poprawę humoru. Nastrój można sobie poprawić zakupami, ale nie operacją plastyczną. To nie jest terapia.

Czy podejmując decyzję o operacji bierze Pan pod uwagę opinię partnera/ partnerki pacjentki?

Ryszard Mądry: Nie, bo uważam, że każdy jest właścicielem swojego ciała i nikt nikomu nie może niczego narzucać. Jednak większość moich pacjentek jest wspierana przez swoich partnerów, partnerki i nie ukrywają przed nimi, że idą na zabieg, a jeśli tak, to jest to nikły odsetek.
Opowiem Pani anegdotę. Mąż mojej pacjentki lubił piersi swojej żony i nie chciał zgodzić się na operację. Ona mu powiedziała: "Ok. Rano zakładasz biustonosz, do każdej miseczki wkładasz woreczek z kilogramem cukru i nosisz to przez cały dzień". Po południu powiedział jej, że może się operować (śmiech).

Gdy kobieta podejmie decyzję o zredukowaniu piersi, to od czego powinna zacząć?

Ryszard Mądry: Od wyboru lekarza. Warto poszukać kogoś, kto ma doświadczenie w takich operacjach. Oczywiście takie zabiegi można wykonać prywatnie, a także w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Aby wykonać operację w ramach NFZ, muszą być wskazania zdrowotne, np. problemy z kręgosłupem. Niestety czas oczekiwania na zabieg w ramach NFZ jest długi, np. w szpitalu w Łęcznej wynosi około 4 lat. Prywatnie takie operacje wykonuje się znacznie szybciej.

Dlaczego tak długo trzeba czekać na zabieg redukcji piersi w ramach NFZ?

Ryszard Mądry: Powodów jest wiele, ale jeden jest najważniejszy. Tego typu operacje są niedoszacowane przez NFZ. Jeśli placówki medyczne zajmowałyby się tylko tego typu operacjami, to zbankrutowałyby. Operacje redukcji piersi są zwykle zabiegami uzupełniającymi w całym pakiecie świadczeń, jakich udziela szpital. My leczymy oparzenia, urazy, choroby przewlekłe, które wymagają zaopatrzenia przez chirurga plastycznego. Gdybyśmy operowali tylko piersi, nie moglibyśmy udzielać innych świadczeń.

Poza tym oddziałów świadczących tego typu usługi w Polsce jest niewiele, np. na wschód od Wisły (nie licząc Warszawy) są tylko dwa takie ośrodki: jeden w Łęcznej i drugi w Lublinie w Centrum Onkologii. Możliwości usług w stosunku do zapotrzebowania są bardzo ograniczone, dlatego czas oczekiwania na ten zabieg to około 4 lata. Nie wynika to z ograniczeń NFZ, ale naszych możliwości. Mamy ograniczoną liczbę lekarzy. Poza tym te zabiegi trwają długo – około 4 godzin, więc mielibyśmy zajęcie bloku operacyjnego na pół dnia.

Jest tak wielu chętnych na tego typu operacje?

Ryszard Mądry: Tak. Zapotrzebowanie jest tak duże, że można by otworzyć oddział, który zajmowałby się tylko redukcjami piersi i miałby zapewnioną robotę na cały rok. Bo musimy pamiętać, że redukcję piersi wykonuje się nie tylko u kobiet, ale również u mężczyzn, np. tych cierpiących na ginekomastię lub po masywnej utracie ciała, gdy zostają im duże piersi (odejmuje się im nawet po 300-400 g). A z roku na rok popularność tych zabiegów rośnie, więc kolejka wydłuża się.

Jak wygląda proces kwalifikujący do zabiegu redukcji piersi? Czy są choroby, które uniemożliwiają przeprowadzenie takiego zabiegu?

Ryszard Mądry: To jest duża operacja chirurgiczna i pacjentka przede wszystkim musi być zdrowa. Nie może mieć żadnych poważnych chorób, które uniemożliwiałyby przeprowadzenie tak dużego zabiegu. Mam tu na myśli schorzenia internistyczne, takie jak niewyrównane ciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa, niewyrównana cukrzyca, czy choroby metaboliczne, endokrynologiczne (np. niewyrównana nadczynność lub niedoczynność tarczycy). Generalnie można mieć choroby przewlekłe, ale wyrównane, pod kontrolą lekarza. Pacjentka nie może być w żadnym stadium zaostrzenia. Wykluczają również wszelkie choroby piersi. Przed operacją sprawdzamy, czy piersi są zdrowe, czy najpierw nie trzeba ich wyleczyć. W tym celu pacjentka musi wykonać badanie USG piersi lub mammografię.

A jeśli pacjentka jest obciążona ryzykiem zachorowania na choroby nowotworowe, czy w jej przypadku wykonuje się takie operacje?

Ryszard Mądry: Tak, pod warunkiem, że nie ma już istniejących chorób piersi. Taka redukcja piersi w jej przypadku ma znaczenie terapeutyczne, bo zmniejszamy ilość tkanki, w której może rozwinąć się nowotwór. W skrajnych przypadkach – miałem kilka takich operacji – robiliśmy amputację podskórną z pomniejszeniem też części skórnej piersi i włożeniem implantu. To też pewna forma zmniejszenia z rekonstrukcją piersi.

Jakie badania powinna wykonać jeszcze pacjentka przed operacją?

Ryszard Mądry: To są badania laboratoryjne, m.in. morfologia krwi, z oznaczeniem grupy. Sprawdzamy układ krzepnięcia krwi, poziom elektrolitów we krwi, kreatyninę, glukozę, białko, hormony tarczycy. Proszę o wykonanie badania moczu, a także RTG płuc. U kobiet w wieku rozrodczym proszę również o wykonanie testu ciążowego.
Pacjentka powinna dbać o siebie. Jeśli jest paląca, to proszę, aby przynajmniej sześć tygodni przed zabiegiem i sześć tygodni po zabiegu nie paliła papierosów, bo to znacznie pogarsza efekty operacji i wydłuża rekonwalescencję.

Czy są jakieś inne zalecenia – oprócz tych dotyczących palenia papierosów – do których powinna się zastosować pacjentka przed operacją, by zminimalizować ryzyko powikłań?

Ryszard Mądry: Każdy pacjent dostaje ode mnie szczegółową listę zaleceń, jak powinien przygotować się do zabiegu. Jest tam mowa o odżywianiu – zaleca się dietę zbilansowaną, urozmaiconą. Tuż przed operacją może być ona wzbogacona w białko, bo jest ono budulcem, niezwykle potrzebnym w czasie rekonwalescencji, by odbudować to, co rana chirurgiczna spowodowała.

Jest też wykaz leków, których nie należy przyjmować przed operacją. Znajdują się na niej głównie leki wpływające na krwawienie śródoperacyjne i pooperacyjne. Niestety większość leków przeciwbólowych dostępnych na rynku wpływa na czas krwawienia. Pacjentce przed operacją, gdy zacznie boleć ją głowa, zostaje jedynie paracetamol do zażycia.

Nie zalecam też picia ziółek, preparatów lekopodobnych. Najlepiej jeść i pić tylko to, co jest naturalne do jedzenia i picia. Nie należy w sztuczny sposób przygotowywać się do takiej operacji, bo to może zaburzyć naturalny metabolizm organizmu. Nie należy się odchudzać, nie należy też zmieniać diety przed zabiegiem. Nie należy poddawać organizmu jakimś szokom. Ma on być w komforcie metabolicznym, psychicznym, biologicznym.

Czego powinna się spodziewać pacjentka na wizycie kwalifikującej do operacji? Jakie informacje powinna otrzymać od lekarza?

Ryszard Mądry: Lekarz podczas wizyty powinien wyjaśnić pacjentce możliwe metody operacji, jakie powikłania mogą się ewentualnie pojawić. Powinien dać jej szansę na podjęcie świadomej decyzji o operacji. Większość ludzi czerpie wiedzę z internetu, czytają niefachowe artykuły, zawierające fałszywe informacje. Rolą lekarza jest przestawić pacjenta na właściwy tor i opowiedzieć mu w przystępnych słowach, na czym będzie polegała operacja i czym mu to grozi. Medyczny język jest dla wielu ludzi niezrozumiały, podobnie jak prawniczy. Pacjent, podejmując decyzję, na jednej szali musi położyć korzyści, a na drugiej zagrożenia i albo się zdecyduje na operację, albo z niej zrezygnuje. Ale jest świadomy wszystkich zagrożeń, był o nich poinformowany i to wchodziło niejako w rachunek zabiegu. Poza tym, w przypadku pojawienia się powikłań, pacjent jest spokojniejszy, gdy się one pojawią, a on o nich wcześniej wiedział. Wie, że on i jego lekarz stoją po tej samej stronie barykady. Walczymy razem, jesteśmy ze sobą na dobre i złe, do czasu osiągnięcia sukcesu w leczeniu.

Na czym polega zabieg redukcji piersi?

Ryszard Mądry: Celem zabiegu jest zmniejszenie wielkości piersi, czyli z dużej piersi musimy zrobić małą pierś. To jest istota tego zabiegu. Głównymi składnikami piersi są skóra, która jest wypełniona tkanką miękką, oraz brodawka z otoczką. Prawie zawsze w przypadku dużych piersi dochodzi do opadnięcia kompleksu brodawka-otoczka, który powinien być (jak mówi anatomia) jakieś 20-21 cm od wcięcia mostka. Większość pacjentek kwalifikujących się do tego zabiegu ma ten kompleks brodawka-otoczka poniżej 30 cm. Trzeba go więc podnieść na swoje miejsce. Można to zrobić w dwojaki sposób, albo na szypule tkankowej (ta szypuła może być w różnych lokalizacjach) albo odciąć i przyszyć w żądanym miejscu. Ten ostatni zabieg wykonuje się przy ekstremalnie dużych piersiach i wyklucza on całkowicie w przyszłości karmienie piersią. Praktycznie jest to metoda amputacyjna piersi, bo większość piersi po prostu usuwa się.

Jakie największe piersi Pan usuwał?

Ryszard Mądry: Największe, najcięższe piersi, jakie usuwałem miały powyżej 2 kg każda. Pacjentka po zabiegu była lżejsza o 4 kg.

Operacja trwa kilka godzin. Po niej pacjentki są dość szybko pionizowane i wypuszczane do domu, zwykle po 24 godzinach. Czy to standard postępowania?

Ryszard Mądry: Taka jest tendencja na całym świecie. Szpital nie jest miejscem, gdzie pacjent ma zdrowieć, tylko miejscem, gdzie ma mieć wykonany zabieg. Trzeba go jak najszybciej uruchomić i wypisać do domu, aby się tam "wygajał". Chodzi o to, aby pacjent był jak najkrócej w szpitalu, by uniknął zakażeń szpitalnych. Tam, gdzie przebywamy obsiada nas flora bakteryjna, która na nas egzystuje. Jeśli jesteśmy w domu, to mamy swoją florę bakteryjną, do której jesteśmy przyzwyczajeni. W szpitalu natomiast, w związku z szeroko stosowanymi antybiotykami, ta flora jest wyselekcjonowana, odporna na antybiotyki i niebezpieczna dla pacjenta. Jeśli bakterie wejdą do ran, to o wiele trudniej je wyeliminować. Jak możemy zmniejszyć prawdopodobieństwo takiego zakażenia? Krócej przebywając w środowisku, w którym możemy być na nie narażeni. Takie szybkie wypisanie ze szpitala ogranicza znacznie możliwość zakażenia, a poza tym wpływa dobrze na psychikę pacjenta. W szpitalu czujemy się obco, to nie jest nasze terytorium. Obce łóżko, inne jedzenie, pacjent, w którym musimy dzielić szpitalny pokój. Nie ma intymności. Dom to dom. Czujemy się tam bezpieczniej i dzięki temu też jest lepsze gojenie ran.

Wiele kobiet boi się, że nie podoła opiece pielęgnacyjnej, gdy wyjdzie wcześniej do domu... Boją się ewentualnych powikłań.

Ryszard Mądry: To jest nieuzasadnione, bo rany są zamknięte i przez pierwsze 5 dni nic się z nimi nie robi. Pacjentka może bać się bólu, ale dostanie silne leki przeciwbólowe i jeśli będzie stosować się do zaleceń lekarza (schematu stosowania tych leków), nie powinna go odczuwać. Oczywiście moje pacjentki wiedzą, że gdyby działo się coś złego, mogą przyjechać do szpitala i zostanie im tam udzielona pomoc. Zawsze też mogą do mnie zadzwonić, napisać smsa, maila i wspólnie ustalimy plan działania.

Nie ma też związku przyczynowo-skutkowego, tzn. wcześniejszy wypis ze szpitala nie równa się powikłania. My właściwie ograniczamy to ryzyko powikłań, wypisując pacjentkę tak szybko ze szpitala. Przede wszystkim dlatego, że obniżamy ryzyko pojawienia się zakażenia szpitalnego. Poza tym dajemy jej komfort psychologiczny, bo pozwalamy przebywać bezpiecznym miejscu, na swoim terytorium. Ten szpitalny rytm życia działa na pacjentów stresująco, my minimalizujemy ten stres.

Jakie mogą się pojawić powikłania po operacji?

Ryszard Mądry: Trzeba oddzielić powikłania od naturalnych następstw. Obrzęk, siniak, ból, zwiększone ucieplanie to są następstwa zabiegu operacyjnego. Rana chirurgiczna leczy się przez stan zapalny, a stan zapalny ma takie właśnie objawy. Natomiast powikłania to coś, czego byśmy mniej oczekiwali, że się może zdarzyć. Na przykład miejscowe ropne zakażenia. Ale one nie są jakimś większym problemem, bo zwykle samoistnie się goją.

Powikłania możemy podzielić na wczesne i późne. Wczesne to zakażenie, o którym wspomniałem przed chwilą, czy otwarcie się rany. Po prostu nie dochodzi do procesu gojenia. Tu przyczyn też może być wiele, bo proces gojenia jest procesem wieloczynnikowym, specyficznym, osobniczym. Miałem jedną pacjentkę, której co prawda nie operowałem piersi, ale operowałem inne okolice ciała, i jej rany po prostu nie goiły się. Gdy poszła na immunologię, to okazało się, że miała brak jakiś czynników wpływających na proces gojenia.

Kolejne powikłanie to krwiak. Może się zdarzyć, że zgromadzi się pewna ilość krwi w piersi. Co prawda dreny są zakładane po operacji, by odprowadzić tę gromadzącą się krew, ale są one usuwane w pierwszej lub drugiej dobie po operacji. Pacjentka może coś podnieść albo uderzyć się w pierś, napiąć się, schylić się... Jakieś naczynie się otworzy i zrobi się krwiak. Ale najczęściej zostaje on wchłonięty przez organizm, a jak nie, to organizm go w inny sposób usunie, np. zrobi się chwilowa przetoka i krew wypłynie. To też nie jest problem. Z takich cięższych powikłań, których chirurdzy bardzo nie lubią, to jest martwica tkanki tłuszczowej. Ona może mieć różny zakres, od małej do bardzo dużej. W skrajnych przypadkach, gdy dochodzi do masywnej martwicy tłuszczowej, to praktycznie możemy stracić całą objętość tkanki miękkiej piersiowej i wtedy trzeba wykonywać operację rekonstrukcyjną. Na szczęście najczęściej są to niewielkie martwice tłuszczowe, ograniczone. Gdy dojdzie do opróżnienia się tej martwicy, to piersi ulegają samoistnemu wyleczeniu.

Na proces gojenia wpływ ma również sama pacjentka. Jakie według pana są najważniejsze zalecenia po operacji?

Ryszard Mądry: Najważniejsze jest, aby przez pierwszych sześć tygodni po operacji prowadziła oszczędzający tryb życia. Nie wykonywała żadnych prac fizycznych. Powinna zachowywać się tak, jakby była na leniwym urlopie. Chodziła na krótkie spacery, dużo leżała (polegiwała), wypoczywała. W tym czasie można poczytać książkę, pooglądać telewizję. Nie jest zalecany całkowity bezruch, ale ruch z ograniczeniami. Z czasem wprowadzamy coraz więcej aktywności. Po sześciu tygodniach – o ile nie ma powikłań – możemy wykonywać lekkie ćwiczenia fizyczne. Hartując niejako tkanki. Zwykle po trzech miesiącach po operacji można wrócić do normalnej aktywności sprzed operacji.

Ważnych jest tych pierwszych sześć tygodni, bo w tym czasie tworzy się blizna podstawowa i ona ma największą wytrzymałość możliwą, jaką kiedykolwiek będzie miała ta rana. Wcześniej jest ona słabsza i może dojść do rozerwania, wtórnych urazów, poszerzenia blizny. Ona i tak po tych 6 tygodniach ma tylko 60-70 proc. wytrzymałości wcześniejszej tkanki, dlatego mówię pacjentom, by nie od razu szli na maraton, tylko by stopniowo hartowali tę tkankę, by organizm się przyzwyczaił, że tam jest coś słabszego i wzmocnił ranę okolicznymi tkankami.

Ważne jest również odżywianie – dieta wysokobiałkowa. Białko – o czym już wspomniałem wcześniej – jest budulcem. Blizna to nowa tkanka tworzona przez specjalne komórki – fibroblasty i to one potrzebują budulca. Jeśli nie dostaną tego budulca z zewnątrz, to sobie wezmą z wewnątrz. Organizm zawsze ma jakieś zapasy, ale korzystanie z nich jest dla niego stresujące. Oszczędźmy mu tego po operacji. Dostarczmy mu potrzebne białko, tłuszcz i cukier, by miał energię do budowania. Proces zapalny jest procesem wysokoenergetycznym i w trakcie gojenia ran jest duże zapotrzebowanie na energię. Zwłaszcza, że przy redukcji piersi tworzy się największa rana, jaka może być przy operacjach na klatce piersiowej. Przy mastektomii jest proste obcięcie i plackowata rana, a tu jest rana z różnymi meandrami, zatoczkami. Jak się pierś w czasie operacji rozłoży to powstaje rana wielkości klatki piersiowej, a co dopiero przy dwóch piersiach.

Taka operacja wiążę się z radykalną zmianą wyglądu. Czy zdarzyło się, że wróciła do Pana pacjentka, mówiąc, że żałuje swojej decyzji?

Ryszard Mądry: Raczej przychodzą i mówią, że można by jeszcze mniejsze piersi zrobić (śmiech).

Czy wracają do Pana pacjentki, które przytyły i proszą o kolejną operację zmniejszającą piersi?

Ryszard Mądry: Niestety często dochodzi do wtórnego powiększenia piersi związanego z wahaniami wagi ciała lub zaburzeniami hormonalnymi (np. po ciąży). Z tego powodu kobietom, które planują macierzyństwo, odradzam tę operację, bo wiem, że dojdzie do ponownego powiększenia piersi i trzeba będzie zabieg wykonać jeszcze raz. Niestety te wtórne zabiegi zawsze są trudniejsze i obarczone większymi powikłaniami niż pierwotne zabiegi.

Pierś nie ma swojej specyficznej anatomii. Pod względem ukrwienia, unerwienia jest zmienna. To dlatego nie lubię operować po innych lekarzach, bo nie wiem, jak oni operowali. Każdy z nas ma swoje techniki. Wiem, jaką sobie anatomię stworzyłem, ale nie wiem, jaka jest stworzona przez innych lekarzy. Łatwo zaszkodzić pacjentce, nie znając tej nowej anatomii, a jest ona dla chirurga jak mapa drogowa. Dzięki niej wiemy, jak jechać, gdzie jest niebezpiecznie, gdzie można zjechać z drogi, a gdzie nie wolno.

Czy po operacji redukcji piersi kobiety mogą karmić piersią?

Ryszard Mądry: Nie jest to zalecane. Informuję o tym wszystkie pacjentki. Po pierwsze, podczas operacji zaburzamy strukturę gruczołową piersi i mogą pojawić się jakieś powikłania. Po drugie, w czasie ciąży dojdzie do przerostu piersi i może być konieczna kolejna operacja. Jeśli mimo to pacjentka jest gotowa poddać się operacji, to zalecam blokowanie laktacji po porodzie. Natomiast u pacjentek, które miały przeszczep kompleksu brodawka-otoczka (wspominałem o tym wcześniej) karmienie piersią jest niemożliwe. One mają odcięte przewody mlekowe od reszty piersi. Można powiedzieć, że mają brodawkę z otoczką dla ozdoby.

Czy po operacji zalecane są jakieś szczególne badania, czy na przykład musimy częściej wykonywać USG piersi?

Ryszard Mądry: Nie, zachowujemy się tak, jak wcześniej, czyli zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Onkologicznego. Kobiety po 45. roku życia powinny sobie raz w roku zrobić USG lub mammografię piersi.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła Monika Karbarczyk

Dr n. med. Ryszard Mądry jest specjalistą chirurgii ogólnej i chirurgii plastycznej. Ma wieloletnie doświadczenie medyczne. Od 2009 r. jest zastępcą lekarza koordynatora we Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. Prowadzi też prywatną praktykę lekarską. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej, Polskiego Towarzystwa Leczenia Oparzeń, Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran oraz International Society of Aesthetic Plastic Surgery.
Więcej informacji na stronie: drmadry.pl