7 najgroźniejszych praktyk kosmetycznych sprzed lat

13.11.2015 11:26

Wydaje Ci się, że współczesny ideał piękna to męczarnia dla kobiet? Bolesna depilacja woskiem, wyczerpujące diety i kosztowne zabiegi medycyny estetycznej… Okazuje się, że to wszystko to bułka z masłem w porównaniu do tego co musiały przechodzić kobiety w dawnych wiekach.

7 najgroźniejszych praktyk kosmetycznych sprzed lat fot. 7 praktyk kosmetycznych sprzed lat, które mogły zabić

Każda epoka miała swój ideał piękna, któremu kobiety próbowały sprostać. Dawniej niejednokrotnie robiły to z narażeniem swojego zdrowia i życia. Toksyny, trucizny i modyfikacje to popularne praktyki kosmetyczne sprzed lat.

Która wydaje Ci się najbardziej absurdalna?

Radioaktywna pielęgnacja skóry

Chcesz, aby Twoja skóra była promienna? Może po prostu ją napromieniuj? Kobiety z początków XX wieku doszły do wniosku, że to świetny pomysł. Zaraz po tym jak Maria Skłodowska-Curie odkryła rad, firmy kosmetyczne wzbogaciły nim skład kremów do twarzy. Jedna z angielskich marek stworzyła nawet całą linię o nazwie „Radium”. Można było w niej znaleźć kremy, pudry, mydła czy odżywki do włosów ‒ kompleksowa pielęgnacja radioaktywna. Producenci zapewniali, że krążenie będzie lepsze, a zmarszczki zostaną wypełnione. Szybko okazało się, że efekt jest odwrotny.

Blada jak śmierć

Bladość od dawna była wyznacznikiem piękna. Aby wzmocnić efekt bladości panie często stosowały kosmetyki. Najpopularniejszy był puder. Prosty w produkcji, dość tani i dający wspaniały efekt wygładzonej skóry ‒ przebarwienia i blizny po ospie znikały. Niestety, jego głównym składnikiem był ołów… Dziś nie trudno domyślić się, że codzienne nakładanie na twarz metalu ciężkiego nie jest zbyt zdrowe. Jednak dawniej kobiety, które używały ołowianych kosmetyków systematycznie się podtruwały i doprowadzały do powolnej śmierci. A w między czasie odczuwały jeszcze nieprzyjemne efekty uboczne: opuchlizna mózgu, paraliże, ostre bóle brzucha, siwienie, przesuszona skóra, zaparcia.

Arszenikowa piękność

Kiedy zorientowano się, że ołów to nie najlepszy składnik kosmetyków, zastąpiono go arszenikiem. Stosowanie go sprawiało, że cera była bledsza i bardziej promienna. Poza tym prowadziło również do śmierci. Inne efekty uboczne to łysienie oraz wole pod szyją. Arszeniku używano w przemyśle kosmetycznym prawie do XX wieku.

Gniazda we włosach

Kojarzycie spektakularne, wysokie fryzury à la Maria Antonina? Z pozoru to kwintesencja elegancji i wysublimowania, w rzeczywistości ‒ gnieździsko brudu. Fryzury te to tak naprawdę sztuczne drewniane stelaże, do których przyczepiano naturalne włosy za pomocą słoniny, a następnie nakładano na głowy dam. Nie trudno się więc domyślić, że przyciągało to wszystkie okoliczne myszy i insekty, które uwielbiały w nich przebywać.

Grzywki są passé

Modne panie w dawnych czasach nie przepadały za grzywkami. Co więcej, spędzały długie godziny na żmudnym wyskubywaniu pojedynczych kosmyków, aby podnieść linię włosów. Pożądana była bardzo długa, pociągła twarz. Panie często usuwały sobie również brwi, aby efekt był jeszcze wyraźniejszy. Dążono też do tego, aby włosy nie odrastały. W tym celu smarowano twarz octem, palonym wapnem lub zwierzęcymi fekaliami. Praktyka ta często zostawiała na czole okropne blizny. Jednak bez obaw ‒ nie było to nic czego nie można byłoby ukryć pudrem z ołowiem lub arszenikiem.

Belladonna, czyli piękna kobieta

Kilka wieków temu bardzo popularna była tzw. Belladonna ‒ wyciąg z wilczej jagody (tak, z trującej jagody). Kobiety używały jej jak kropel do oczu. Dzięki temu uzyskiwały efekt rozszerzonych źrenic oraz niezwykłego blasku w oczach, które uważane były w tamtych czasach za nieprawdopodobnie atrakcyjne. Efektem ubocznym mogły być z kolei wrażliwość na światło, utrata wzroku czy nawet śmierć.

Poszukiwana ruda z fiołkowymi oczami

W czasach elżbietańskich światem artystycznym zawładnęli prerafaelici. Odrzucali oni ówczesne kanony i tworzyli swoje. Stworzyli również nowy ideał piękna ‒ kobietę z rudymi włosami oraz fiołkowymi oczami. Kobiety, aby sprostać wymogom, farbowały włosy mieszanką szafranu i ołowiu. Plusem było duże zainteresowanie mężczyzn, minusem ‒ krwotoki, bóle głowy i omdlenia.

___

Redakcja zdrowie.radiozet.pl

Oceń