Jaki typ pary osiąga największą satysfakcję seksualną?

20.01.2020
Aktualizacja: 21.01.2020 10:30
Pożądanie seksualne w związku: jak się zmienia?
fot. Shutterstock

Początki związku zawsze są piękne. Nawet jeśli towarzyszy im napięcie związane z niepewnością tego, co będzie dalej. Owładnięci namiętnością widzimy wszystko przez różowe okulary. Tak jest na początku, potem wiele rzeczy się zmienia i trudniej wytrwać w związku. Co odpowiada za szczęście i namiętność w związku wieloletnim? Jaki typ związku osiąga trwałą satysfakcję seksualną i życiową?

Satysfakcja w związku: od czego zależy?

Rzadko w pierwszych miesiącach znajomości zastanawiamy się nad tym, jakim człowiekiem jest nasz partner. Faza zakochania pozbawia nas głębszej refleksji nad tym, czy osoby w nią zaangażowane faktycznie są gotowe spędzić ze sobą życie i obdarzać miłością. Bez względu na to, jak długo udaje się utrzymać ten stan, przychodzi czas, kiedy zaczynamy widzieć siebie w prawdziwym świetle. Nie musi oznaczać to końca ekscytacji, ale zmienia się na pewno poziom początkowej. Dociera do nas, że partner ma nie tylko wady, ale również zalety. Do tego jest odrębną jednostką. Problem polega na tym, że najczęściej zmienia się też wtedy nasze podejście do intymnego kontaktu. Coraz trudniej nam zaskoczyć osobę, zagraża nam rutyna i poczucie, że wszystko, co najlepsze jest już za nami. Co przy dłuższym zastanowieniu nie jest oczywiście prawdą. 

Socjolog Kislev postanowił zbadać, jaki typ relacji gwarantuje satysfakcje w życiu. Wystąpił jednocześnie przeciwko popularnej tezie, która zakłada, że małżeństwo prowadzi do większego szczęścia i korzyści ekonomicznych, fizycznych i społecznych niż wolne związku. Zauważył, że wiele innych typów związków społecznych jest coraz bardziej akceptowanych, co według niego, może prowadzić do tych samych korzyści. Według niego to przyczynia się też do innych pozytywnych aspektów, takich jak różnorodność seksualna, romantyczna, osobista wolność i pożądanie.

Wolność w związkach kojarzy nam się z opuszczeniem, zaniedbaniem, zdradą. Nie przychodzi nam do głowy, że tak naprawdę boimy się utraty kontroli nad partnerem.

Tatiana Mindewicz-Puacz

Kislev, aby zbadać, kto ma potencjalnie największą szansę na osiągnięcie szczęścia i satysfakcji seksualnej, wyodrębnił siedem grup:

  1. żonatych, zamężnych (mieszkających razem),
  2. wolnych, nigdy nieżonatych, niezamężnych,
  3. współżyjących z innymi osobami, ale niezamężnych,
  4. rozwiedzionych,
  5. nigdy nieżonatych, żyjących bez nowej partnerki,
  6. rozwiedzionych / w separacji, mieszkający razem z nowym partnerem,
  7. rozwiedzionych / w separacji, żyjący bez nowego partnera

Jeśli chodzi o częstotliwość seksu i satysfakcji seksualnej, nie miało to znaczenia, w której grupie była dana osoba. Pojedyncze osoby bez partnera, bez względu na to, czy były w związku małżeńskim, czy też nie były rozwiedzione, miały najmniej partnerów seksualnych i najniższe wyniki w zakresie satysfakcji. Najwięcej satysfakcji seksualnej, to ci, którzy mają nowego partnera, niezależnie od tego, czy dwoje (lub więcej) mieszkają razem lub żyją osobno. 

Mając na myśli bardziej ogólną koncepcji zadowolenia z życia, najniższy poziom osiągnęli tu single. A tymi, którzy zgłosili najwyższe zadowolenie z życia, były osoby, mieszkające razem z partnerem, niezależnie od tego, czy zawarli związek małżeński, czy też nie.

Przeczytaj: 5 mitów dotyczących małżeństwa - potrafią zniszczyć najlepiej zapowiadającą się relację

Jak wyjaśnić różnicę między typami relacji? Czy przebywanie z kimś prowadzi do szczęśliwszego życia? Raczej chodzi o to, że osoby, które wcześniej żyły szczęśliwszym życiem, częściej znajdą partnera. Zatem kluczowe może być tutaj to, że nie samo w sobie małżeństwo jest korzystne dla satysfakcji seksualnej lub szczęścia życiowego, ale posiadanie partnera. 

Kislev podsumował: „Ustalenia wskazują, że małżeństwo samo w sobie nie jest korzystne dla satysfakcji seksualnej. Pary małżeńskie osiągają stosunkowo niskie wyniki pod tym względem. Dlatego wydaje się, że to nie małżeństwo jest korzystne dla satysfakcji seksualnej, ale raczej posiadanie partnera. A jeśli uprawianie seksu jest ważne, to pomocna jest obecność nowego partnera - niezależnie od tego, czy para mieszka razem czy osobno".

Im dłużej trwa związek, tym większą każdy z nas ma skłonność do tego, żeby być w nim sobą. Dochodzi do momentu odsłaniania siebie. Na tym etapie dochodzi do pierwszych trudności. Już nie musimy zabiegać o akceptację tak bardzo jak na początku, nie musimy się dostosowywać, zaczynamy szukać dla siebie miejsca, przestrzeni. Zaczynamy szukać powodów, które mogą zrujnować nasz związek. Bywa, że latami na podstawie własnych domysłów wzmacniamy w sobie przekonanie o braku miłości. Może pojawić się myślenie rezygnacyjne: "Skoro tak jej się podobały nasze wspólne wypady za miasto, a od jakiegoś czasu twierdzi, że woli spędzać czas ze znajomymi, to prawdopodobnie mniej mnie kocha". Czasami przechodzenie przez kolejne etapy poznawania siebie, sprawia, że tracimy grunt pod nogami. 

Źródło: Psychology Today