Wybierasz się do Izraela? Uważaj na syndrom jerozolimski

21.11.2018 14:29

Ta dziwna choroba występuje tylko w jednym miejscu na świecie – w Izraelu, najwięcej przypadków odnotowano w Jerozolimie. Stąd wzięła się jej nazwa: syndrom jerozolimski, inaczej obłęd jerozolimski.

Syndrom jerozolimski - objawy, leczenie fot. Shutterstock

W Izraelu ludzie dotknięci tzw. syndromem jerozolimskim nie należą do rzadkości, ale na najostrzejszą formę tego zaburzenia zapada około 200 osób rocznie.

To zaburzenie psychiczne o charakterze urojeniowym, dotykające głównie turystów, pielgrzymów, mężczyzn wyznania chrześcijańskiego lub żydowskiego (wśród muzułmanów też odnotowano kilka takich przypadków, ale są one naprawdę bardzo rzadkie). Przedstawiciele innych religii i ateiści nie doświadczają tego zjawiska. Rzadko pojawia się u kobiet.

Co ciekawe, statystycznie częściej ten syndrom dotyka młodych mężczyzn z USA, z wyższym wykształceniem o wyznaniu protestanckim. Objawy tej choroby ustępują po opuszczeniu Izraela, choć pacjenci wymagają po tym zdarzeniu dalszego leczenia pod okiem psychiatry.

Warto wiedzieć: Osoby religijne żyją dłużej i są szczęśliwsze... o ile wierzą w dobrego Boga

Syndrom jerozolimski – jak go rozpoznać?

Psychiatrzy wyróżniają trzy typy osób, które zapadają na syndrom jerozolimski. Pierwsza grupa to osoby, u których wcześniej rozpoznano zaburzenia psychotyczne i które przybywają do Jerozolimy pod wpływem urojeń religijnych, z powodu poczucia misji lub przekonania, że Jerozolima ma uzdrawiające działanie i że może ich uleczyć. Druga grupa to osoby, które mają zaburzenia osobowości, nie są jednak uznawane za chore psychicznie, choć ich dziwaczne myśli i idee o treści religijnej nie są dalekie od poziomu urojeń. Trzecia grupa – najciekawsza – dotyczy osób całkowicie zdrowych (bez wcześniejszych epizodów psychotycznych, istotnych problemów w pracy lub rodzinnych, nieużywających substancji psychoaktywnych), które odwiedzają to miasto turystycznie. Często jako uczestnicy zorganizowanych wycieczek. Pojawia się u nich – po przybyciu do Jerozolimy – ostry epizod psychotyczny obejmujący siedem etapów.

Początkowo występuje niepokój, pobudzenie, napięcie i inne nieswoiste objawy. Potem osoba taka pragnie oddzielić się od grupy lub rodziny i samotnie zwiedzać święte miasto. Następnie odczuwa potrzebę oczyszczania się, kompulsywnie myje się, obcina paznokcie. Takim osobom wydaje się, że zaczynają słyszeć głos Boga, który zleca im ważną misję. Wychodzą więc na ulice miasta, by głosić Słowo Boże. Ubrani są w togi zrobione z hotelowych prześcieradeł. Mijanych ludzi ostrzegają przed prowadzeniem grzesznego życia i straszą Sądem Ostatecznym. Ich zachowanie jest teatralne, a działania zależą od tego, z jaką postacią się utożsamiają i wcielają (chrześcijanie najczęściej z postaciami z Nowego Testamentu, np. z Jezusem lub Janem Chrzcicielem, a Żydzi z postaciami ze Starego Testamentu, np. królem Dawidem lub Mojżeszem). Zdarzały się przypadki prób chrzczenia mijanych przez nich ludzi.  

W periodyku „Psychiatria Polska” został opisany przypadek kobiety, którą mąż przywiózł prosto z lotniska do Instytutu Neurologii i Psychiatrii w Warszawie. Uczestniczyła z nim w wycieczce po Izraelu oraz Egipcie. Przerażony mężczyzna opowiadał, że musieli przerwać podróż, bo jego żona zaczęła się bardzo dziwnie zachowywać. Przestała spać, maniakalnie wszystko czyściła, lizała podłogę w hotelu, a przechodniom na ulicy próbowała rozdawać wodę, twierdząc, że zamieniła ją w wino. Niemal nie wychodziła z kościoła, obsesyjnie się modląc. Zdiagnozowano u niej syndrom jerozolimski, w szpitalu spędziła miesiąc. Przy wypisie pacjentka deklarowała, że już nigdy nie pojedzie do Ziemi Świętej.

Zobacz także: Wiara może działać jak narkotyk. Naukowcy badają mózg, by poznać tajemnicę wiary

Jakie są przyczyny obłędu jerozolimskiego?

To niezwykle dziwne zaburzenie jeszcze nie zostało dokładnie przebadane (choć jak wynika ze źródeł historycznych, ten syndrom dotykał również pielgrzymów w średniowieczu). Jako pierwszy opisał go Heinz Hermann w latach trzydziestych XX wieku, ale swoją nazwę zawdzięcza izraelskiemu psychiatrze dr Jairowi Bar-El.

Zdaniem psychiatrów zaburzenie pojawia się wskutek zderzenia własnych wyobrażeń na temat świętych miejsc z rzeczywistością. Takie osoby pod wpływem atmosfery miejsc związanych z historią biblijną (hałas, tłumy, patrole policji i wojska, wiadomości o konfliktach religijnych) przechodzą załamanie i zaczynają się utożsamiać z postaciami biblijnymi. Po wyjeździe z tego miejsca wracają do normalności. Co ciekawe, do tego zaburzenia może dojść nie tylko z powodu rozczarowanie tym miejscem, ale również zachwytu nim.  

Lekarze wciąż się zastanawiają, czy to zaburzenie rzeczywiście stanowi osobną jednostkę chorobową. Trudno to ustalić, ponieważ pacjenci wracają do domu, objawy ustępują, więc śledzenie ich dalszych losów nie jest możliwe. Niektórzy z psychiatrów podejrzewają, że syndrom ten to nic innego, jak nasilenie nieujawnionej jeszcze schizofrenii, a pobyt w Jerozolimie jedynie kształtuje i wyostrza urojenia.

Zobacz film: Urban Legend Jerozolima: Syndrom Jerozolimski

Niebezpieczne oblicze syndromu jerozolimskiego

Choć większość osób jest niegroźna i swoim zachowaniem wywołuje jedynie uśmiech na twarzy mijanych ludzi, to zdarzają się przypadki, których działanie może mieć bardzo niebezpieczne skutki. W 1969 roku pewien Australijczyk Michael Dennis Rohan próbował podpalić meczet Al-Aksa, by „wygnać z Jerozolimy muzułmanów”. Wierzył, że dzięki temu doprowadzi do powtórnego przyjścia Jezusa. Jednak tym działaniem doprowadził do wielodniowych, krwawych zamieszek, które wybuchły w mieście.

To zaburzenie stwarza problem władzom Izraela. Z jego powodu około 40 osób rocznie musi być hospitalizowana. Dlatego zaleca się, aby w przypadku zauważenia niepokojących objawów odtransportować chorego jak najszybciej do domu.

TO CIĘ MOŻE ZAINTERESOWAĆ:

Źródło: Psychiatra Polska
---------------------------
zdrowie.radiozet.pl/ mk

Oceń