Zamknij

Ludzie obojętnieją na informacje związane z COVID-19. To może być groźne

22.07.2021 12:50
Młoda kobieta
fot. Shutterstock

Czy pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 to już ''chleb powszedni''? Naukowcy sprawdzili, jakie reakcje wywołują u ludzi doniesienia o nowych zakażeniach i zgonach z powodu COVID-19. Okazuje się, że po zaledwie roku od wybuchu pandemii ludzi obojętnieją na informacje związane z koronawirusem.

Gdy wiosną 2020 roku wybuchła pandemia koronawirusa media na całym świecie pokazywały nagrania z obleganych supermarketów, puste półki, brak dostępności papieru toaletowego. Ludzi robili zapasy, dokładnie myli ręce, unikali innych, a niektórzy przestali nawet wychodzić z domu. Jednak niecały rok później, jak donoszą badacze z University of California, ludzie zaczęli ignorować ostrzeżenia i restrykcje.

Zdaniem naukowców ludzie obojętnieją na informacje związane z COVID-19. Nawet doniesienia o rosnącej liczbie zakażeń i zgonów nie działają już na opinię publiczną, a to może być niebezpieczne. Od reakcji na tego typu wiadomości zależy zachowanie i bezpieczeństwo ludzi.

Ludzie znieczulili się na informacje związane z COVID-19 i odczuwają mniejszy niepokój

Badacze z University of California przeanalizowali reakcje ludzi na wpisy zamieszczane w serwisie Twitter. Sprawdzili m.in. wyrazy niepokoju i odpowiedzi na budzące strach doniesienia na temat COVID-19.

Początkowo, w czasie wzrostu zachorowań, wprowadzania społecznego dystansu, kwarantanny i innych obostrzeń reakcje były silne.

Jednak mimo rosnącej liczby zgonów ludzie zaczęli się coraz mniej przejmować zagrożeniem i zachowywać coraz mniej ostrożnie.

- COVID-19 pozostawił niezatarty ślad w historii i nadszedł czas, aby zastanowić się, co poszło nie tak, abyśmy mogli prowadzić skuteczniejszą komunikację w czasie przyszłych kryzysów, a także, teraz kiedy wariant delta coraz bardziej się rozprzestrzenia - powiedziała główna autorka pracy, Hannah Stevens.

- Po pierwsze musimy zrozumieć, jak i dlaczego informacje na temat zdrowia straciły z czasem siłę oddziaływania, pomimo szybko rosnącej liczby zgonów - podkreśliła badaczka.

Naukowcy sugerują, że wczesne, oparte na strachu wiadomości silnie motywowały ludzi do działania, ale z czasem się na tego typu informacje znieczulili i odczuwali coraz mniejszy niepokój.

Ekspertka wyjaśnia, że mamy obecnie do czynienia ze ''znieczuloną opinią publiczną'' i odpowiadające za zdrowie publiczne powinny nauczyć się nowych sposobów, by dotrzeć do ludzi i uczulać ich na zagrożenia. Zdaniem Stevens ''Testowanie różnych strategii komunikacji związanych z zagrożeniem dla zdrowia może w przyszłości oznaczać różnicę między życiem i śmiercią''.

Źródło: PAP