Zamknij

Jak wrócić do równowagi po trudnym rozwodzie?

26.11.2021 15:41
Jak się podnieść po rozwodzie?
fot. Shutterstock

Rozwód, po śmierci małżonka, jest na drugim miejscu najbardziej stresujących wydarzeń w życiu. Jak się po nim pozbierać, gdy w relacji nie ma już czego zbierać? Na to pytanie odpowiada Katarzyna Malinowska, life coach i trenerka pewności siebie, w rozmowie z Beatą Tadlą, w programie "ZET jak związki".

Beata Tadla: W jakim stopniu to, jak sobie radzimy sobie z rozstaniem, zależy od jego przyczyn?

Katarzyna Malinowska: Myślę, że w bardzo dużym stopniu. Bo jeśli rozwód jest wynikiem obopólnej decyzji, gdy dwie strony dochodzą do wniosku, że uczucie się wypaliło, miłość się skończyła i chcą zakończyć tę relację, to koszt emocjonalny jest dużo mniejszy. Jest to nasza wspólna decyzja, dochodzimy do niej wspólnie, nie jesteśmy nią aż tak bardzo zaskoczeni i dzięki temu jest trochę łatwiej. Jednak takie sytuacje są rzadkie. O wiele częściej jedna ze stron inicjuje rozstanie. W takiej sytuacji dla tej drugiej strony jest to zaskoczenie. I jeśli to zakończenie związku jest nieoczekiwane przez drugą stronę, połączone na przykład ze zdradą lub jakimś zakłamaniem w związku, to takie rozstanie jest znacznie cięższe.

O ile na tę pierwszą sytuację można się jakoś przygotować, to na tę drugą już absolutnie nie...

Katarzyna Malinowska: Oczywiście, dlatego jest to aż tak trudne. Wiele osób myśli, że rozwód to jest swoisty koniec świata. Często słyszę od swoich klientek, że w momencie rozwodu, czuły, jakby grunt im się usuwał spod stóp. I nic w tym dziwnego. Powiedzmy sobie szczerze, jakiś etap naszego życia kończy się bezpowrotnie. Nie będzie ono wyglądało tak samo, nie będziemy go dzielić z osobą, z którą byliśmy 5, 10 czy 15 lat. To jest traumatyczne, dewastujące doświadczenie. Drugie, po śmierci bliskiej osoby, najbardziej stresujące doświadczenie, które łączy się z ogromnym bólem, zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Z żałobą, przez którą musimy przejść. Musimy sobie dać prawo do przeżywania tej żałoby, wszystkich jej etapów, czyli tego, co zwykle pojawia się na początku: szoku, złości, zaprzeczenia, lęku, strachu, a nawet gniewu, frustracji. Musimy to przepracować i zrobić sobie miejsce na kolejne etapy, czyli akceptację i nadzieję, na nowy początek.

Czy częściej jest tak, że próbujemy obwiniać tę drugą osobę za rozpad związku, czy zrzucamy winę na siebie?

Katarzyna Malinowska: Jest bardzo różnie. To indywidualna kwestia. Są tacy, którzy winy upatrują w tej drugiej osobie (jak zdradziła/ zdradził to w zasadzie jest winna/winny). Są też tacy, którzy mimo, że to ta druga strona zdradziła lub podjęła decyzję o rozstaniu, winę przypisują sobie. Zamęczają się, zadręczają wręcz analizowaniem relacji (może gdybym była inna/ inny, zrobiłabym/ zrobiłbym inaczej, to rozwodu, by nie było). Myślę, że ani jedna, ani druga opcja nam nie służy. Wiem, że trudno przyjąć taką obiektywną perspektywę, gdy jesteśmy w silnych emocjach, ale warto spróbować.

Rozstania i rozwody mocno nas emocjonalnie dewastują. Często słyszę od swoich pacjentek, że one tęsknią za jakąś częścią siebie, która – tu używają takiego mocnego wyrażenia – umarła wraz z odejściem tej drugiej osoby. To jest naprawę bardzo głębokie i trudne doświadczenie.

A może one za mocno zależały od tej drugiej osoby?

Katarzyna Malinowska: Badania pokazują, że im dłużej trwa związek, tym więcej potrzebujemy czasu, by go – kolokwialnie mówiąc – odchorować. Jeśli żyjemy w takim bardzo bliskim związku, hermetycznym, jeśli nasz świat jest bardzo mocno osadzony na tej drugiej osobie, to jasne jest, że kiedy ten związek się skończy, będziemy to bardzo mocno przeżywać. Ale to jest ryzyko, jakie na siebie bierzemy, wchodząc w jakąkolwiek relację.

Jeśli zamkniemy się na bliskość i zaangażowanie, to stwarzamy sobie takie złudne poczucie bezpieczeństwa, że nikt nas nie zrani po raz drugi. I że jak ktoś odejdzie, gdy nas zdradzi, to nas to tak bardzo nie dotknie, bo nie byłyśmy zaangażowane.

Ale cieżko żyć w strachu, że to się może kiedyś skończyć, bo przecież wchodząc w relację myślimy, że jest ona na zawsze...

Katarzyna Malinowska: Dokładnie tak. Każdy medal ma dwie strony. Gdy wchodzimy w relację, myślimy, że ona jest na zawsze, chociaż statystyki pokazują, że w życiu mamy tych związków kilka.

Inna sprawa, że wchodząc w nową relację, pokładamy w tej drugiej osobie wszystkie nasze nadzieje i potrzeby. Chcemy w niej widzieć perfekcyjnego kochanka, oddanego, czułego przyjaciela, doskonałego rodzica, partnera intelektualnego, emocjonalnego itd. Tymczasem prawda jest taka, że rzadko się zdarza, abyśmy to wszystko mogli znaleźć w jednej osobie.

Drugą kwestią jest namiętność. Ona w długich związkach ma kilka wymiarów. Są osoby, które potrafią przejść nad tym do porządku dziennego i cieszyć się nową jakością. Są jednak osoby, które bardzo tęsknią za intensywnością emocji, witalnością, za tym co było na początku. Bo my w tych długoletnich związkach sobie powszedniejemy, stajemy się trochę mniej uważni na siebie. Bierzemy za pewnik, że ta druga osoba jest, że nie musimy się o nią starać. I to też może być powodem, dla którego te związki zaczynają się kruszyć.

A przecież związek to jest ciągła praca, prawda?

Katarzyna Malinowska: Tak. To może być praca bardzo piękna i wzmacniająca dla obu stron. Ale musimy pamiętać, że jest to praca, którą musimy wykonać po obu stronach, a nie tylko po jednej.

Kobiety i mężczyźni inaczej znoszą rozstania. Czy to znów zależy od powodów rozstania?

Katarzyna Malinowska: Myślę, że to może zależeć od przyczyny, ale i od naszego charakteru. Mężczyźni są bardziej zadaniowi niż my. Szybciej potrafią się po tych rozwodach otrzepać i iść dalej. Kobietom, ze względu na ich strukturę emocjonalną, i przez to, że często po rozwodzie zostają z dziećmi, z tysiącem obowiązków, trudniej cieszyć się życiem i budować je na nowo. Częściej mamy momenty zmęczenia, lęku, obaw o przyszłość.

Czy kobiety potrzebują koleżanek, a faceci kumpli, by się wygadać, ponarzekać sobie?

Katarzyna Malinowska: To też jest bardzo indywidualne. Mężczyźni nie mają takiej ciągłej potrzeby analizowania tematu rozstania. Angażują się w sporty, pracę zawodową, czyli aktywności, które wypełniają ich przestrzeń, przestawiają ich myśli na inne tory. Szybciej też znajdują w sobie gotowość na nowy związek. Kobiety są w tym ostrożniejsze. Poza tym dość długo rozkminiają, analizują. Mają dużo sentymentu do związków, które się skończyły. Znam kobiety, które nadal żyją nadzieją, że związek da się odbudować, choć minęło już parę lat od rozwodu.

Kiedy otoczenie powinno wejść ze wsparciem i jak to zrobić?

Katarzyna Malinowska: Zdarza się, że osoby z otoczenia boją się pomóc, lub myślą, że nie potrzebujemy pomocy. Kobiety po rozwodzie, rozstaniu bardzo często mają syndrom dzielnej samodzielnej. Taka Zosia Samosia. Ja sobie ze wszystkim sama poradzę, ja wszystko ogarnę, ja nikomu nie pokażę, że z czymś jest mi trudno. Nie pozwalamy sobie na słabości. Ale to tylko fasada. Jeśli nasze otoczenie zna nas dobrze, to myślę, że potrafi się zorientować, kiedy ta nasz dzielność samodzielność jest autentyczna, a kiedy my ją udajemy, odgrywamy. Bo może być tak, że życie ogarniamy na poziomie logistycznym, ale emocjonalnie już nie. Mamy w sobie ogromne pokłady smutku, rozpaczy. Zdarza nam się płakać, bez konkretnego powodu. Mamy w sobie rozdrażnienie albo nerwowość. To są sygnały, które mogą świadczyć o tym, że gdzieś na poziomie emocjonalnym potrzebujemy wsparcia.

Myślę, że takie "czujne oko" otoczenia na pewno to zauważy. W takiej sytuacji warto zapytać, jak ci mogę pomóc, w czym ci mogę pomóc, czego być teraz potrzebowała... To istotne, czasami otoczenie chce pomóc w sposób, jaki wydaje mu się właściwy, ale to wcale nie musi być ten rodzaj pomocy, której my potrzebujemy w danym momencie.

Czyli nie wyskakiwać z niespodzianką typu wyjazd do SPA?

Katarzyna Malinowska: Dokładnie tak, bo może ten wyjazd jest świetnym pomysłem, ale nie w tym momencie. Być może za pół roku. A dzisiaj może ja potrzebuję, by ktoś do mnie przyszedł wieczorem i ze mną po prostu posiedział. Wysłuchał mnie albo pomilczał.

Znam przypadek kobiety, która chciała przejść metamorfozę, wypięknieć, wystroić się na rozprawę rozwodową, by mąż zobaczył, co stracił...

Katarzyna Malinowska: Czyli chodzi o taką słodką zemstę? (śmiech). Powiem tak, potrzeba zmiany, zadbanie o siebie jest fajne, pod warunkiem, że wypływa z naszej wewnętrznej potrzeby. Jeśli chcemy to zrobić, by się na kimś odegrać, to trzeba się zastanowić, dlaczego chcemy to zrobić, dlaczego na tym etapie nie potrafię poczuć dystansu, obojętności. Pamiętajmy, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok.

Aby móc wejść w nowy etap życia, w nową relację, musimy nabrać dystansu i obojętności wobec dawnego partnera. Czyli nie życzymy mu źle, ale nie oczekujemy też, że nadal będziemy dla niego najpiękniejsze i najlepsze. To nie jest ten etap w życiu. Jeśli nasz były partner czy partnerka wywołują w nas tak silne emocje, to znaczy, że w naszym sercu i w naszej głowie, ten związek się nie zakończył. Być może sąd rozwiązał ten problem wiele lat temu, ale on w nas cały czas istnieje.

Czasami też bardzo szybko wchodzimy w nowy związek, tylko dlatego, żeby ten były zobaczył nas z tym nowym.

Katarzyna Malinowska: To jest znowu strategia, która kręci się wokół tego byłego, czy też tej byłej. To jest fokusowanie się na drugiej osobie. Krzywdzi nie tylko nas, ale i nowego partnera/ partnerkę. Gdy rozpada się związek, to warto sobie dać taki bufor czasowy. Pobyć trochę ze sobą. To ważne, bo każda osoba, z którą wchodzimy w związek, w jakiś sposób na nas wpływa, w jakiś sposób nas kształtuje i my też kształtujemy tę osobę. Gdy dajemy sobie chwilę na to, by pobyć samemu, to możemy też przyjrzeć się temu, co na przykład w poprzednim związku nie zadziałało i nie powielać tych samych schematów, wchodząc w nową relację. Jak zbyt szybko wskakujemy w nowy związek, to nie mamy tej przestrzeni na refleksję.

Jak zebrać swoją wewnętrzną siłę, by podnieść się po rozwodzie?

Katarzyna Malinowska: Trzeba się zastanowić, jakie konsekwencje i ślady ten rozwód pozostawił we mnie. Czy to jest utrata pewnoście siebie? Czy utrata poczucia własnej wartości? A może wiary we własną kobiecość? A może zostawił we mnie ogromny lęk, który manifestuje się brakiem gotowości na nowe, bliskie relacje.

Albo pozostaniemy w tym żalu, lęku, w tym rozkminianiu tego życia, które już za nami i będziemy stać w miejscu, a życie będzie obok nas płynęło, albo bierzemy to, co się w nas wydarzyło, próbujemy to w sobie przepracować i zaczynamy tworzyć swoje życie inaczej. Zawsze mamy wybór.

Życie po rozwodzie jest inne, co nie znaczy, że gorsze. Bo często mamy takie poczucie, że nasz świat rozsypał się na kawałki i wszystko co najlepsze jest już za nami, że nic dobrego nas nie spotka. Wcale tak nie musi być. Cały szkopuł polega na tym, że to my musimy w to uwierzyć i dać sobie prawo do tego, by ponownie być szczęśliwymi. Zacząć sobie układać życie na swoich warunkach. Aby jednak mogło się to zdarzyć, musimy trochę wybaczyć, trochę przepracować i zaakceptować wszystko to, co dotyczyło rozwodu i tego trudnego okresu. Wtedy otworzymy się na nowe emocje, takie jak miłość, radość, ekscytacja, lekkość, błogość.

Dziękuję za rozmowę.

Posłuchaj podcastu