Satysfakcja z cierpienia innych. Psycholog o zjawisku schadenfreude

15.11.2019 14:07
Radość z cudzego nieszczęścia: skąd się w nas bierze?
fot. Shutterstock

Myślałeś kiedyś o tym, że twoje nieszczęście może kogoś cieszyć? A może ci zdarzyło się powiedzieć – „na biednego nie trafiło” lub „karma wraca”? Psychologowie podjęli próbę zrozumienia, dlaczego cieszy nas to, gdy ktoś zalicza wpadkę, doświadcza niepowodzenie, nieszczęścia, pecha. Schadenfreude to pojęcie w psychologii społecznej, które tłumaczy, skąd bierze się w ludziach zawiść. 

Schadenfreude: czym jest?

Nie każdy cieszy się z cudzego nieszczęścia z tych samych powodów. Naukowcy wyróżniają przynajmniej trzy. Pierwszy związany jest z agresją. Dajemy sobie prawo do wyrażania agresywnych emocji wobec osoby, której nie lubimy. Myślimy sobie wtedy: „Nie życzę nikomu nieszczęścia, ale jej akurat nie współczuję”. Taka postawa jest najczęstsza i społecznie akceptowana.

Radość z cudzego nieszczęścia wiąże się też z rywalizacją. Każdy z nas chce lepszego życia, walczymy o prestiż, zasoby, pozycję w grupie. Czasami rozpędzamy się tak, że dążenie przemienia się w krwawą walkę. Mówimy o tym „wyścig szczurów”. Jeśli ktoś coś traci, automatycznie pojawia się w nas myślenie, że my coś zyskaliśmy albo zyskamy. Paradoksalnie potrafimy też pomyśleć, że każdy ma mieć przecież po równo. To dlatego trzeci wymiar schadenfreude nazywany jest „sprawiedliwościowym”.
Podświadomie wierzymy w to, że nikt nie powinien od życia dostawać zbyt wiele. Według tego myślenia, jeśli ktoś ma sławę, pieniądze, dobry samochód, ma pecha w sprawach sercowych, bo przecież nie można mieć w życiu wszystkiego...

W języku angielskim mówi się o „tall poppy syndrome” – „syndrom wysokiego maku”. Na polu usianym makowymi kwiatami najpierw zrywa się te najwyższe, najłatwiej dostrzegalne, najpiękniejsze i najbardziej wyróżniające się na tle innych. Podobnie jest z ludźmi. Ktoś, kto wyróżnia się czymś na tle grupy – urodą, sukcesami, zamożnością – jest przez resztę osób tolerowany, ale jego niepowodzenia będą czymś, co zostanie nazwane „sprawiedliwością”. Niektórzy złośliwi mówią wtedy: „Na biednego nie trafiło”.

Dlaczego cieszy nas nieszczęście innych?

Ci, którzy się „wychylają”, chcą zrobić coś więcej, bardziej, osiągnąć sukces, są przez społeczeństwo bardziej narażeni na krytykę. Widać to, patrząc na powszechny problem hejtu. Zjawisko czerpania radości z cierpienia innych badał prof. Norman Feather. Uczestnikom eksperymentu przedstawił historie różnych osób, którym przytrafiło się jakieś nieszczęście. Okazało się, że ich reakcje różniły się znacząco w zależności od statusu społecznego poszkodowanego.

Jeśli jego pozycja społeczna i prestiż były podobne do pozycji i statusu społecznego osoby badanej, wtedy okazywała ona zazwyczaj współczucie. Jeśli jednak poszkodowany był zamożniejszy, sławniejszy i odniósł w życiu większy sukces niż uczestnik badania, wtedy współczucie ustępowało miejsca zadowoleniu z cudzego nieszczęścia. Co więcej, badani usprawiedliwiali swoje odczucia tym, że bohater historii najwidoczniej sobie jakoś na taki los zasłużył.

Przeczytaj: Niechęć do kontaktów z innymi ludźmi – jeden z objawów hikikomori 

Nie przez przypadek wierzymy w popularne powiedzenie „karma zawsze wraca”. Chcemy wierzyć, że świat jest sprawiedliwy, nawet jeśli jest to na granicy znieczulicy. Niemniej podkreślmy, nie każdy ma w sobie skazę schadenfreude. Na pewno z cudzego nieszczęścia cieszą się przede wszystkim ci, którzy mają problem z samooceną, uznają innych za gorszych od siebie, są samolubni i skłonni do manipulowania innymi. W psychologii mówi się, że to tak zwana czarna triada, czyli osobowość o wysokim poziomie makiawelizmu, narcyzmu, psychopatii.

Ważna informacja

Makiawelizm – w psychopatii cecha osobowości, polegająca m.in. na braku uczuć wyższych, instrumentalnym traktowaniu innych i chłodnych relacjach interpersonalnych. Osoby z tą cechą osobowości często manipulują innymi, chcąc osiągnąć zyski tylko dla siebie.

Odczuwanie schadenfreude może pokusić nas o tezę, że skoro cieszy nas cudze nieszczęście, to widocznie pozbawieni jesteśmy empatii. Rzeczywiście nie wszyscy potrafią patrzeć na świat z innego punktu widzenia niż swój. Nie jest tak jednak ze wszystkimi. Tarczą obronną przed tego typu myślami i zachowaniami jest empatia, którą rozwijać można przez całe życie.

Źródło: Psychologia, kwartalnik 4/2019

Przeczytaj: Chcą, żeby żona ich zdradziła. Na czym polega Zespół Prowokowanej Zdrady?