Mit czerwonego paska na świadectwie i sukcesu w dorosłym życiu

05.06.2019
Aktualizacja: 06.06.2019 11:37
Ambicje rodziców a dziecko.

Czerwiec to gorący miesiąc dla uczniów i nauczycieli. Sprawdziany, egzaminy końcowe, poprawy, podliczanie średniej z ocen, no i wielkie podsumowanie. Za chwilę koniec roku, a tuż po nim Facebook zasypany jest zdjęciami świadectw. Publikują je rodzice, nie dzieci... Co blokuje, a co pobudza motywację dziecka? Co sprzyja, a co nie jego rozwojowi? Jak wygląda życie ofiar ambicji rodziców?

Budowanie własnej samooceny

Walkę o świadectwa z paskiem pamięta chyba każdy z nas. Potem zakończenie roku i uroczyste wręczanie świadectwa najlepszym, czasem wywołuje to smutek, bo to polityka selekcji i podziału na lepszych i gorszych, a przecież to nieprawda. Każdy ma w sobie talent, tylko nie każdy ma warunki do jego rozwoju. W szkole niestety na ogół nie ma miejsca dla uczniów czwórkowych, trójkowych, tych, którzy być może jeszcze poszukują siebie, odkrywają różne pasje  i też się starają. Część z nich dochodzi do wniosku, że chcą być np.: przedsiębiorcami, trenerami jogi, pisarzami, muzykami, podróżnikami.

System nie pochwala tego i nie pozwala na wolność, twórczość, niejako zmusza do posłuszeństwa. Z czasem do części osób, która usilnie walczyła o świadectwo z paskiem, aby zadowolić rodziców, nie siebie, przychodzi smutna refleksja o straconym czasie i szansie: „Trzeba było rozwijać się w konkretnych dziedzinach, skupić się na nich i dzisiaj robić to, co kocham. Walczyłam o piątki, ale robiłam to dla mojej mamy, nie dla siebie”.

Być może zadziała na nich metoda motywowania za pomocą nagród i kar. I choć przynosi ona szybki wynik, odbija się niekorzystnie na życiu osobistym i poczuciu szczęścia. Przede wszystkim zachęca nie tyle do pracy, pasji, ile do osiągnięcia wyników. Osiągając je, pracownicy/uczniowie starają się zminimalizować wysiłek, nie skupiają się na rzeczywistym zaangażowaniu, rozwinięciu motywacji wewnętrznej, rozwinięciu zachowań etycznych. 

Tak od samego początku motywują rodzice: „Kupię ci laptopa, jeśli będziesz miał średnią 4.5” – słyszą dzieci. Dziecko zastosuje wszystkie metody, żeby osiągnąć cel, włącznie z proszeniem, płaczem, oszukiwaniem, wymuszaniem, wypraszaniem. Stoją przy biurku nauczyciela z wielkimi, błagalnymi oczami i stosują szantaż emocjonalny. 

Temat poruszony został też przez Roberta Toru Kiyosaki w książce: „Dlaczego piątkowi uczniowie pracują dla trójkowych, a czwórkowi zostają urzędnikami”. Autor swoją tezę argumentuje tym, że uczniowie trójkowi częściej niż piątkowi popełniają błędy i się na nich uczą. Dodatkowo, fokusują się na tym, jak zarobić pieniądze, a nie do jakiej szkoły pójść. Wytrwalsi, odporniejsi na porażki, nie boją się ich ponieść. Cechuje ich większa spontaniczność - nie mają z góry założonego celu, a gdy się pomylą, po prostu zmieniają kierunek działania. Poprzez eksperymentowanie, otwartość, częste zmiany zainteresowania zdobywają więcej i szybciej, co ułatwia im wejście na nowy etap życia. 

Jest coś jeszcze. Uczniowie trójkowi wypracowują szablonowe rozwiązania jeszcze w szkole, dlatego w dorosłości znajdują łatwiejsze sposoby na rozwiązywanie problemów. Są też lepszymi marzycielami i kombinatorami, potrafią zrobić  tak, aby praca, którą mają do wykonania, była łatwiejsza. 

Jak rozwijać w dziecku pasję? Przesłanie do rodziców 

Tuż przed końcowymi egzaminami, pewien dyrektor szkoły w Singapurze wysłał poniższą wiadomość do wszystkich rodziców i opiekunów uczniów placówki. To dobra lekcja dla dorosłych. 

Drodzy Rodzice!
Już wkrótce rozpoczną się egzaminy. Wiem, że martwicie się, żeby Wasze dzieci zdały je jak najlepiej.
Jednak proszę, pamiętajcie, że wśród uczniów zasiadających do testów, będzie artysta, który nie potrzebuje zrozumieć matematyki… Znajdzie się wśród nich także przedsiębiorca, któremu nie zależy na historii czy literaturze angielskiej… Jest tam też muzyk, dla którego ocena z chemii nie ma znaczenia… Jest i sportowiec, dla którego sprawność fizyczna jest ważniejsza niż fizyka… Jeśli Wasze dziecko uzyska najlepsze noty, to wspaniale! Ale jeśli nie, proszę, nie pozbawiajcie go pewności siebie i poczucia godności. Powiedzcie: „W porządku, to tylko egzamin”. Wasze dzieci stworzone są do o wiele większych rzeczy w życiu. Powiedzcie im, że nieważne, ile zdobyli punktów, i tak ich kochacie i nie osądzacie.
Proszę, uczyńcie to. A kiedy tak zrobicie, zobaczycie, jak wasze dzieci podbijają świat. Jeden egzamin czy niższa ocena nie odbierze im marzeń i talentów. I proszę, nie myślcie, że lekarze czy inżynierowie to jedyni szczęśliwi ludzie na świecie.

Rozbudzenie miłości do wiedzy nie jest tożsame z ciśnieniem „na pasek”. Jeśli dziecko samo z siebie chce walczyć o dobre stopnie, nic w tym złego. Jeśli jednak rodzic wartościuje dziecko na podstawie ocen, to już nie jest to w porządku. Wysyp czerwonych pasków na Facebooku to początek festiwalu przechwalstw rodziców i wyścigu szczurów. Wstawiają te zdjęcia, nawet nie pytając dzieci.

Okazuje się, że rodzice wcale nie znają swoich dzieci. Nie rozmawiają, co ich naprawdę interesuje, ciekawi, a zamian wymagają, pouczają i apelują: „Musisz być kimś!”. Dorośli zapominają też o tym, że tak samo, jak wymagają zbyt dużo od siebie, coraz więcej wymagają też od dzieci. Nakręcają się, co kosztuje bardzo wiele. Opamiętują się, gdy rozpoznają u siebie wypalenie zawodowe, a u dzieci depresję i myśli samobójcze. 

Motywacja wewnętrzna to jest jedno, ale motywacja zewnętrzna, czyli robienie czegoś dlatego, że jest jakiś cel, który wymaga czegoś więcej niż samej przyjemności z działania, też jest ważna i normalna.

Zofia Milska-Wrzosińska

To tendencja ucznia do niewykorzystywania potencjału. Mimo że prezentuje wysokim poziom inteligencji oraz twórcze myślenie, nie osiąga adekwatnych do tego poziomu sukcesów szkolnych. Syndrom ten może przejawiać się na poziomie zachowań i funkcjonowania osobowości ucznia. Na jego rozwój mają wpływ nieprawidłowe bodźce płynące z otoczenia, ze strony rodziny i szkoły. 

Kładzenie nacisku, żeby ktoś był dobry we wszystkim, jest nierealnym oczekiwaniem. Lepsze jest akcentowanie tego, co w danej osobie jest dobre i dawanie przestrzeni na rozwój odkrytego potencjału. Niestety szkoła preferuje umiejętności odtwórcze i konformizm, zamiast twórczych zdolności i samodzielnego sposobu myślenia.

Nauczyciele często mówią o nich „zdolny, ale leniwy”, „Mógłby być dobrym uczniem, gdyby tylko chciał”. Te dzieci często wydają się nadmiernie pewne siebie, bywają aroganckie, niefrasobliwe, stwarzają wrażenie, że im na niczym nie zależy. To zachowanie zwykle maskuje obniżoną samoocenę i brak poczucia własnej wartości. Lęk przed niepowodzeniem sprawia, że uczniowie ci unikają wyzwań, nie potrafią radzić sobie ze stresem, odznaczają się brakiem wytrwałości w działaniu. Wobec rówieśników często próbują być dominujący bądź unikają kontaktów z rówieśnikami (w zależności od cech osobowości). Często są to ludzie z potencjałem, ale życie im się rozmywa, nie zakładają rodziny, związki im się rozpadają, pracę mają byle jaką, mieszkają gdzieś kątem, ale nie chcą dać rodzicom satysfakcji.

Kiedy ambicja rodziców nas buduje i pcha do przodu, a kiedy niszczy? Kluczowe jest to, czy w dziecku pojawia się własna motywacja. Najprościej by było, gdyby to była motywacja wewnętrzna, czyli taka, kiedy po prostu samo działanie i doskonalenie się sprawia przyjemność, wtedy ktoś jest w stanie zainwestować w imię swojego celu dużo wysiłku, a sukces traktuje się w zasadzie jako efekt uboczny, choć przyjemny.

Wszyscy ludzie są potencjalnymi twórcami, potrzebne są tylko odpowiednie warunki dla zaistnienia ich utajonych możliwości.

Carl Rogers, amerykański psycholog i psychoterapeuta