Przedszkole przechowalnią dzieci na czas wakacji? Zawadzka pokazała list wychowawczyni

02.08.2019 11:39
Wakacje w przedszkolu.

Dorota Zawadzka, psycholożka, znana z programu "Superniania" poruszyła ważny temat. Jej ostatni post wywołał gorącą dyskusję głównie nauczycielek, wychowawczyń przedszkoli, ale też mam. Chodzi o traktowani przedszkoli jako przechowalni, w której dzieci zostawiane są przez niepracujących rodziców, nawet w czasie wakacji. 

Wakacje, a dzieci w przedszkolu

Rozmowy w sieci bywają pomocne. Nieraz na wierzch wychodzą tematy, które przez wielu zamiatane są pod dywan. Tym razem, dzięki Dorocie Zawadzkiej, której profil obserwuje ponad 100 tysięcy osób, poruszony został temat przedszkoli przepełnionych dziećmi i wakacje. Psycholożka udostępniła post matki oraz nauczycielka ze stażem w publicznym przedszkolu. Opisuje, jak codziennie widzi mamy, które z wygody zostawiają swoje dzieci. Autorka nie kryje oburzenia, na jej słowa zareagowało prawie 2 tysiące internautów. 

„Dzień dobry, jestem matką 10 latki oraz nauczycielka z 15-letnim stażem w publicznym przedszkolu. Jestem przerażona, tak na poważnie. Czym? Właściwie kim? Otóż rodzicami (czyt. niepracującymi "madkami"), którzy w piękne słoneczne dni zadają sobie wiele trudu, aby wstać wcześnie rano, wyszykować miłość swojego życia, czyli ich osobiste kochane dzieciątko i prowadzą je do dyżurującego przedszkola, zostawiają na cały dzień w nagrzanych salach, a same idą na zasłużony odpoczynek, na pogaduszki z koleżanką itp., po kilku godzinach pojawiają się z pytaniem "Czy zjadło?", bo przecież nie będą gotować specjalnie!

Przeczytaj: Epidemia perfekcjonizmu wśród millenialsów. Alarmują psychologowie 

Autorka listu zwraca uwagę również na to, że są to rodzice, którzy nie zwracają uwagi na dzieci, ich potrzeby, zainteresowania. Wolą swój wolny czas spędzić ze smartfonem, z koleżanki na zakupach, na kawie. Mają własne plany, a dziecko zdaje się być utrudnieniem. Na post zareagowali nie tylko inni pracownicy przedszkoli, którzy dzielili się podobnymi historiami, ale również rodzice, którzy poczuli się urażeni. W komentarzach jest sporo emocji dwóch walczących ze sobą stron. I niestety ginie w tych słowach dziecko i jego podstawowa potrzeba miłości. 

O nic więcej nie pytają, bo po co? Co robiło, czy się dobrze czuje, czy jest zmęczone, czy nauczyło się czegoś nowego? To jest nieważne! I idą trzy kroki przodem zapatrzone w ekrany smartfonów przeglądając nowe posty... A dziecko... no jest gdzieś tam z tyłu... idzie.... coś tam mówi... nieważne. I tak mija dzień za dniem, ze smartfonem w ręku i dzieckiem gdzieś tam... Nawet fajnie, że jest ten dzieciak, bo jeszcze 500+ wpadnie. O jeszcze trzeba kilka ładnych fotek wstawić w ładnych modnych ubrankach, które znalazły godzinami, przeglądając na chińskich stronach... I mam wrażenie, że ja znam te dzieci lepiej niż one same. Mówią mi, że są niegrzeczne... ja się pytam kiedy? Bo nie zauważyłam... Może, wtedy gdy się nudzą? Bo w przedszkolu są cudowne, ciekawe świata, zabawne, rozmowne... Trzeba tylko usiąść z nimi, odłożyć telefon i posłuchać co mają ciekawego do opowiedzenia, iść na spacer i poznawać świat, tam nie ma nudy! Mogłabym tak pisać i pisać..., ale mam od dzisiaj urlop, a moja 10-latka czeka na mnie, idziemy zrywać śliwki... będzie ciasto śliwkowe do kawy i ki po obiedzie.... fajnie się przy tym gada...”.

Zamiast kłótni, ocen i obelg warto wyciągnąć wnioski, które być może pomogą w wychowywaniu. Prawdą jest, że są rodzice (uwaga - nie wszyscy!), którzy sprawiają wrażenie, jakby chcieli się pozbyć dziecka. I choć danie sobie przestrzeni jest bardzo ważne, trzeba zdawać sobie sprawę również z tego, że dziecko przez pierwsze lata niczego bardziej nie potrzebuje niż uwagi opiekuna.

Nie wszyscy radzą sobie z rolą rodzica, czasem ich to przerasta. Może to wina zmęczenia, lenistwa, choroby, niegotowości do roli rodzica, niedojrzałości, a może osobowości... Trudno powiedzieć. Prawdą jest jednak, że wypłynął temat o tym, że niektórzy za mało uwagi i czasu poświęcają swojemu dziecku. Sama widzę w autobusach zdenerwowane mamy, które przez całą drogę scrollują w telefonie Facebooka, podczas gdy dziecko siedzi obok i czuje się zignorowane. Czasem próbuje zwrócić uwagę rodzica, kąpiąc w fotel, skiełcząc, płacząc, ale im to nie daje do myślenia. Podobne sytuacje zaobserwowała jedna z kobiet, która zdecydowała się o tym napisać pod postem. Tak coraz częściej takie rzeczy widać idzie mamusia zapatrzona w telefon lub jedzie w autobusie i zero rozmowy z dzieckiem, żadnego zainteresowania to jest straszne. 

Prawda. Też nie mogę tego zrozumieć. Widzę z obserwacji, że rodzice traktują dzieci jak przedmioty a przedszkole jako przechowalnie. Smutne - komentuje jedna z internautek. Tak coraz częściej takie rzeczy widać idzie mamusia zapatrzona w telefon lub jedzie w autobusie i zero rozmowy z dzieckiem , żadnego zainteresowania to jest straszne - dodaje kolejna osoba. 

Choć wpis ma w sobie oceniające elementy i bardzo ogólne obserwacje, niesie też przekaz głównie o tym, żeby być dla dziecka emocjonalnie blisko. Nie wszyscy jednak chcą uderzyć się w pierś i powiedzieć: "Okey. Rzeczywiście jakoś mało ostatnio czasu poświęcam dziecku" albo "Może ten telefon jest za często w moim ręku i przez to moje dziecko za jakiś czas będzie robiło to samo. Nie rozwinie się tak, jakby mogło". Autorefleksja w zabieganym świecie jest zbyt często pomijania i bagatelizowana. Oczywiście nie ma idealnych rodziców, idealnych dzieci i idealnych domów,  czasami trzeba wrzucić "na luz", ale wymagajmy od siebie, jeśli chcemy mieć zdrowe i szczęśliwe dzieci.  Wychowanie jest ciężką pracą 24 h/dobę, procesem i nikt nie jest w stanie tego zrobić za nas. A przynajmniej nie powinien. 

Przeczytaj: Syndrom dziecka odrzuconego. 3 rzeczy, które pomagają w traumie z dzieciństwa