Hołownia i Zawadzka o tuleniu niemowlaków w ośrodkach preadopcyjnych

20.08.2019
Aktualizacja: 20.08.2019 13:41
Shutterstock
fot. Ośrodek preadopcyjny poszukuje wolontariuszy do przytulania.

Słodkie ogłoszenia dotyczące tulenia dzieci w ośrodkach preadopcyjnych chwytają wszystkich za serca. Wywołuje automatyczną myśl – jakie to dobre. Rodzi się też wyobrażenie siebie w roli tulącego, osoby, który daje miłość, a w zamian dostaje – poczucie wyjątkowości. Dorota Zawadzka zwróciła uwagę na ile jest to dobre, na ile pomoce. Po raz kolejny otworzyła dyskusję na temat wolontariuszy do przytulania: czy to właściwe rozwiązanie? A wszystko zaczęło się od wpisu Szymona Hołowni. 

Ośrodki preadopcyjne: jak działają?

Fundacja Rodzin Adopcyjnych w Otwocku co jakiś czas dodaje ogłoszenie o poszukiwaniu wolontariuszy do przytulania małych dzieci. Chętnych nie brakuje, potrafi zgłosić się 70 osób, ale wyobrażają sobie to tak – wpadnę po południu. np.: w czwartek, bo mam 2 godziny. Tylko że to nie jest praca w przelocie na 15 minut. To duża większa odpowiedzialność. 

Choć chętnych nie brakuje, zgłaszający się do tulenia małych dzieci bardzo często się wykruszają. Ludzie często podejmują decyzję o wolontariacie pod wpływem emocji. Zgłaszają się, ale szybko dochodzą wniosku, że nie są w stanie połączyć tego ze swoim życiem. 

Dyskusja o tym, czy dobrze wpływa to na dzieci, zaczęła się dopiero od postu udostępnionego przez Dorotę Zawadzką, który odnosił się do wpisu Szymona Hołowni. – Piąteczek. A w piąteczek robimy tu dobre rzeczy, żeby saldo nadziei na świecie było wyższe, a nie niższe – rozpoczął swój wpis Szymon Hołownia, udostępniony w piątek. Pisał o terapii sercem i zachęcał do zapoznania się z ośrodkiem w Otwocku i z Gajuszem. Prosił o wpłaty, kupno jedzenia i innych potrzebnych rzeczy. 

– Proszę. Poświęćcie KWADRANS (tyle to zajmie) na osobiste zapoznanie się z ośrodkiem w Otwocku i z Gajuszem. Jeśli możecie - dajcie im lajka. Wpłaćcie. Kupcie słoiczki czy inne rzeczy, których potrzebują (piszą o tym na profilach). Udostępnijcie, powiedzcie o nich innym. DZISIAJ. Takich miejsc jest w Polsce jeszcze trochę. One bardzo potrzebują wsparcia. I ludzi, którzy wiedzą, że ze złem walczy się nie tylko pisząc gniewne komentarze, jak ktoś coś zrobi źle, ale przede wszystkim realnie dodając siły tym, co robią coś dobrze. Zostańcie z nimi nie tylko na piąteczek. Na dłużej – pisze dalej. 

Nie wszystkim spodobał się apel, m.in. Annie Krawczyk, która szerzej odniosła się do wpisu dziennikarza. Po czym wypowiedź udostępniła znana wszystkim Dorota Zawadzka. Zwróciła uwagę na kilka kwestii:

  • Braku wsparcia dla rodzin zastępczych.
  • Nieproporcjonalnie niższe koszty przeznaczane  na dziecko w rodzinie zastępczej (694 zł). Miesięczny koszt utrzymania dziecka w ośrodku TuliLuli prowadzonym przez Fundację Gajusz wynosi - zgodnie z protokołem RM Łodzi - 8500 zł.
  • Domy małych dzieci nie zastąpi rodzin, naturalnych warunków do życia. 

Chodzi też o to, że robimy to też z pobudek egoistycznych, autora wpisu określa to tak: “Do prywatnego domu i spokoju wracacie pijani endorfinami, możecie strzelić selfie”. Wśród tych dzieci są też ci, których przytulać nikt nie chce…To głównie dzieci z problemami w rodzinach zastępczych. 

A co, gdy dzieci nie są słodkie? 

– Kogo nie kangurujecie? Dwunastoletniej Sandry, czwarty rok w rodzinie zastępczej innej mojej koleżanki, masywne wykorzystywanie seksualne, wciąż w terapii, ale jest progres. Rodzina zastępcza Sandry opłaca tę terapię z własnej kieszeni. Powiat rodziny zastępczej Sandry płaci ponad sześć tysięcy za jedno dziecko w domu dziecka na swoim terenie, ale opiekunowie Sandry dostają niespełna 1000 zł na pokrycie kosztów opieki, bo są rodziną zastępczą, a nie ośrodkiem. W ubiegłym miesiącu Sandra trzeci raz rozwaliła drzwi od pokoju czytamy we wpisie.

W tym całym pomyśle niedobre jest to, że nie ma jednego bezpiecznego opiekuna. Według autorki popularnego postu lepszym pomysłem byłoby zostanie wolontariuszem w rodzinie zastępczej, który pomoże np.: w odrabianiu lekcji. W ten sposób odciążyć rodzinę, chociaż na chwilę. Szymon Hołownia w kolejnym wpisie zgadza się z Anną Krawczyk i Dorotą Zawadzką i pisze m.in.: “Wystarczy nam sił i na tulenie w ośrodkach i na wsparcie Waszych dzieci, damy radę, to się jedno z drugim naprawdę nie wyklucza”.

Post o tuleniu wywołał burzę w sieci. Publicznie zaczęto dyskutować o czymś bardzo ważnym dobru dzieci. Wszyscy wiemy, że tulenie jest dobre pomaga utrzymać regularne bicie serca, zwiększa ilość tlenu we krwi, zmniejsza ryzyko z zaburzeniami oddychania. I bardzo dobrze, że chcemy pomagać, lecz niech będzie to przemyślane, a nie doraźne. 

Przeczytaj: Nuda w związku: co robić? Radzi psycholog