Zamknij

Podczas pandemii łatwiej było zacząć palić więcej, niż ograniczyć palenie

21.04.2022
Aktualizacja: 21.04.2022 10:08

Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych zbadali, jak pandemia COVID-19 wpłynęła na liczbę wypalanych papierosów przez nałogowych palaczy. Okazało się, że ponad ¼ aktywnych palaczy paliła więcej, ale byli też tacy, którzy wypalali mniej tytoniu. Przyczyny były głównie psychologiczne.

W pandemii palacze palili więcej niż wcześniej
fot. Shutterstock

W USA jest około 35 milionów palaczy. Amerykańskie Centra Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC, Centers for Disease Control and Prevention) szacują, że każdego roku przyczyny związane z tytoniem odpowiadają za ponad 480 000 zgonów w USA (ostatnio jednak wyższa była liczba zgonów z powodu COVID-19). Dotychczas zebrano niewiele danych na temat tego, czy, a jeśli tak, to w jaki sposób pandemia COVID-19 wpływa na obecne nawyki palenia papierosów wśród osób próbujących rzucić palenie.

W pandemii nałóg palenia raczej się pogłębiał, niż malał

Prof. Charles H. Hennekens z Florida Atlantic University’s Schmidt College of Medicine i jego współpracownicy z Baylor College of Medicine badali zmiany dotyczące palenia oraz wpływu na ten nałóg pandemii COVID-19 wśród uczestników programu przesiewowego dotyczącego rzucania palenia tytoniu i raka płuc. Wyniki badania zostały opublikowane przez „Ochsner Journal”.

Pomiędzy czerwcem a październikiem 2020 r. autorzy przeprowadzili badanie przekrojowe na próbie uczestników programu. Badanie dotyczyło trzech zagadnień: zmiany w używaniu tytoniu, wpływu pandemii i radzenia sobie z nim oraz narażenia na COVID-19 i stosowania środków ochronnych. Uwzględniono zmienne demograficzne: wiek, płeć, rasę/pochodzenie etniczne i stan cywilny.

Jak się okazało, 28,2 proc. aktywnych palaczy zgłosiło zwiększone spożycie tytoniu, 17,3 proc. – zmniejszone, a w 54,5 proc. przypadków nie zaobserwowano zmian. Nie było doniesień o powrocie do palenia wśród byłych palaczy.

Jakie były przyczyny zmian w używaniu tytoniu?

Badania wykazały, że zwiększone używanie tytoniu związane było z takimi problemami jak:

  • duża niepewność co do przyszłości
  • samotność w wyniku dystansu społecznego
  • gniew lub frustracja z powodu tego, jak pandemia zakłóciła codzienne życie
  • nuda z powodu niezdolności do pracy lub angażowania się w regularne codzienne czynności
  • chęć radzenia sobie z alkoholem lub narkotykami
  • smutek lub poczucie beznadziejności
  • niepokój lub lęk przed wyzwaniami związanymi z zaspokojeniem podstawowych potrzeb.

Natomiast ci, którzy palili mniej, częściej praktykowali dystans społeczny i inne strategie profilaktyczne o udowodnionych korzyściach.

– Te dane mogą pomóc świadczeniodawcom w identyfikowaniu i udzielaniu porad palaczom papierosów, którzy są bardziej narażeni na zwiększenie spożycia tytoniu podczas obecnych i przyszłych stresów, takich jak pandemia COVID-19 – powiedział prof. Hennekens. – Wszystkie te wysiłki mogą ograniczyć przedwczesne zgony z powodu palenia papierosów, których liczba w Stanach Zjednoczonych jest niepokojąco i niepotrzebnie wysoka, a rośnie na całym świecie.

Jak palenie papierosów wpływa na zdrowie?

Palenie papierosów powoduje przedwczesne zgony, głównie ze względu na dwukrotnie wyższe ryzyko chorób układu krążenia i 20-krotnie wyższe ryzyko raka płuc. Rzucenie palenia zmniejsza ryzyko zgonu z powodu chorób układu krążenia już po kilku miesiącach, a w ciągu kilku lat spada ono do poziomu typowego dla niepalących, nawet wśród osób starszych. Zmniejszenie ryzyka zgonu z powodu raka płuca zaczyna się jednak pojawiać dopiero kilka lat po rzuceniu palenia, a nawet po 10 latach ryzyko zmniejsza się tylko częściowo w porównaniu z palącymi przez całe życie. Ryzyko chorób sercowo-naczyniowych zależy od liczby wypalanych papierosów, a ryzyko raka płuca od czasu trwania nałogu.

– Terapia rzucania palenia powinna również obejmować długoterminowe poradnictwo i co najmniej 90-dniowe przyjmowanie leków na receptę, w szczególności warenikliny, która blokuje przyjemne doznania związane z działaniem nikotyny na mózg – uważa prof. Hennekens.

Źródło: PAP/Paweł Wernicki