Możemy dziedziczyć je po przodkach. Skąd biorą się w nas lęki?

23.05.2019
Aktualizacja: 23.05.2019 14:48
Lęk - leczenie.

Wielu psychologów jest zdania, że uczucie lęku w człowieku jest od początku życia, konkretnie od samych narodzin. To rodzaj przeżycia psychologicznego, nazwanego urazem narodzin. 

Skąd w nas tyle lęku? 

Można sądzić, że pierwszym uczuciami, jakie człowiek odczuwa to przerażenie i lęk. Wyobraźmy sobie sytuację porodu - ciało jest wyginane w różne strony, skóra piecze, jest strasznie zimno lub bardzo gorąco, delikatna skóra noworodka odczuwa każdy dotyk bardzo wyraźnie. Tortury porodowe mogą trwać cały dzień i noc. 

Ważna informacja

Lęk nigdy nie pojawia się bez powodu, to obawa przed nieznanym.

Wielu z nas w swoim otoczeniu ma osobę, która bez przerwy się czymś zamartwia, ciągle się czegoś boi, tworzy katastroficzne scenariusze. Najczęściej przedmiotem niepokoju jest zdrowie rodziny i własne, ale nie chodzi tu o sytuację, gdy ktoś jest naprawdę chory, tylko wyobrażanie sobie, co będzie, gdy ktoś zachoruje. Niektórzy martwią się o sprawy finansowe. Konstruują ciąg wydarzeń w stylu: jak zwolnią mnie z pracy, to nie dostanę innej, nie spłacę kredytu, zabiorą mi mieszkanie, wylądują pod mostem. 

Przedmiotem zmartwień są też drobne codzienne sprawy. Towarzyszą temu stałe pobudzenie, drażliwość, zaburzenia snu, bóle brzucha, napięcie mięśni odczuwane jako ból głowy, kręgosłupa, karku, które nie wiąże się z konkretnymi sytuacjami. Uspokojenie się w jednej sprawie nie pomaga, bo pojawiają się nowe. 

Czy lęk i traumy dziedziczymy po przodkach? 

W 2008 roku psychiatra prof. Armen Goenjian z University of California w Los Angeles odkrył, że podatność na zespół stresu pourazowego może być dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Uczony przebadał 200 osób, które przeżyły trzęsienie ziemi w Armenii w 1988 r. Zginęło wówczas 25 tysięcy osób, a pół miliona straciło domy. Profesor zauważył, że wiele lat po katastrofie niepokój i stany lękowe odczuwają nie tylko ludzie, którzy byli świadkami katastrofy, lecz także ich dzieci, mimo że przyszły na świat kilka lat po trzęsieniu ziemi.

Wokół tego czy dziedziczmy, czy może nabywamy pewnego rodzaju zachowania występują liczne kontrowersje. Część psychologów mówią o tym, że dzieci wyczuwają niepokój rodziców w domu, co im się udziela. Dzieci smutnych rodziców są zazwyczaj bardziej zalęknieni niż dzieci wychowujące się w pozytywnej atmosferze. Ale przecież są też sytuacje, gdy nie znaliśmy przodka, a występuje w nas ten sam rodzaj lęku, np.: przed schodzeniem do piwnicy. 

Tematem dziedziczenie stanów lękowych zajął się też prof. Kerry Ressler, neurobiolog i psychiatra z Emory University School of Medicine w Atlancie, który przez wiele lat obserwował mieszkańców amerykańskich przedmieść, uzależnionych od narkotyków i cierpiących na różne choroby neuropsychiatryczne. Szybko się zorientował, że problemami tymi dotknięte były całe pokolenia. Wielu specjalistów sugerowało, że musi istnieć jakiś międzypokoleniowy transfer ryzykownych zachowań i że niezwykle trudno jest go przerwać. Nie pozostawało więc nic innego, jak przyjrzeć mu się bliżej – komentował w „Nature” prof. Ressler.

Aby wyjaśnić czy jest to możliwe badacz przeprowadził eksperyment na myszach. Szybko udało mu się potwierdzić, że emocje – przynajmniej te negatywne – mogą odbijać się na życiu następnych pokoleń. Najpierw rozpylał gryzoniom zapach kwiatu wiśni, który im się podoba, a potem potraktował je lekkimi elektrowstrząsami. Po kilku takich seansach zwierzęta kojarzyły zapach kwiatu wiśni z przykrym odczuciem i gdy tylko znów go poczuły, stawały się zalęknione. Zachowywały się nerwowo, choć potem już nikt nie drażnił ich prądem.

Tak odmienione myszy zaczęły się rozmnażać. Wkrótce na świat przyszły młode i ku zdziwieniu uczonych – podobnie jak ich rodzice – bały się zapachu wiśni. Wystarczyło, że go wyczuły, by stawały się zalęknione i wyraźnie szukały drogi ucieczki. Co więcej, myszy z następnego pokolenia również były zalęknione, gdy tylko wyczuły w powietrzu zapach wiśni. To dawało odpowiedź o tym, że należy unikać tego aromatu, otrzymały w spadku po rodzicach i dziadkach. 

Prof. Ressler ustalił, że w korze mózgowej u dzieci i wnuków zwierząt drażnionych prądem zaszły istotne zmiany. Miały one więcej niż zazwyczaj receptorów (czyli wypustek na powierzchni komórek) oznaczanych symbolem M71, które umożliwia odbieranie zapachów. Dzięki temu myszy były bardziej wyczulone na wykrywanie różnych aromatów – w tym wiśni, który zwiastował niebezpieczeństwo.

Najciekawsze wnioski przyniosła jednak analiza DNA wydobytego z plemników. Okazało się, że żadne mutacje w genach badanych myszy co prawda nie zaszły, ale odkryto, że do jednego genu przyłączyła się tzw. grupa metylowa, czyli cząsteczka złożona z atomu węgla i trzech atomów wodoru. I to zapewne ona doprowadziła do zmian w pracy genu. Być może zmiana ta została przekazana następnym pokoleniom. Prof. Ressler jest przekonany, że podobny mechanizm dziedziczenia może zachodzić także u nas. 

Lęk a strach 

Niektórzy przeciwstawiają lęk uczuciu strachu. Strach jest reakcją na konkretny bodziec, np.: boimy się psów. Lęk to podobny stan emocjonalny, z tą różnicą, że osoba, która go doświadczyła, nie potrafi dokładnie podać jego przyczyny. Nie ma jednoznacznej definicji lęku, bo występuje on w różnych postaciach. 

Bardziej podatne na zaburzenia lękowe są osoby o słabej konstrukcji psychicznej, o skłonności egocentrycznej, koncentrującej się na sobie. Są głęboko przekonane, ze ich problemy i cierpienia są nieporównywalnie ważniejsze niż problemy innych. Z kolei dziecko wychowane w patologicznej rodzinie, gdzie dochodzi do burd, pijaństwa, sytuacji lękowych, albo które doświadczyły przemocy fizycznej i psychicznej ze strony rówieśników, na wszystko będzie reagowało lękiem. 

Problem dotyczył też dzieci pochodzących z tzw. dobrego domu, w którym matka wykazywała cechy lękowe, może wejść w dorosłe życie w większą predyspozycją do zaburzeń lękowych. Wystąpienie zaburzeń lękowych sprzyja zmiana otoczenia, szkoły, klasy, miejsca zamieszkania, brak wsparcia otoczenia, nieprawidłowe wychowanie, którymi mogą być zarówno nadmierna opiekuńczość rodziców, jak i zbyt częste krytykowanie dziecka. 

Częściej na stany lękowe cierpią kobiet, wynika to z faktu, że są bardziej emocjonalne niż mężczyźni i mają większą skłonność do dramatyzowania. 

Lęk – jak go leczyć?

Chociaż zaburzenia lękowe nie należą do chorób ciężkich, należy je leczyć, bo pogarszają jakość życia i nierzadko towarzyszą im inne zaburzenia psychiczne, np.: depresja. 

Sposób leczenia zależy od podłoża i zaawansowania lęku. W łagodnych napadach lęku pomaga psychoterapia. Obecnie najczęściej stosowana jest w kontekście tego problemu terapia poznawczo-behawioralna oraz interpersonalna (indywidualna, bądź grupowa). Uczą pozytywnego myślenia, radzenia sobie z codziennymi sytuacjami. 

Gdy zaburzenia lękowe mają podłoże genetyczne, wywodzą się z wczesnego dzieciństwa albo przybierają postać ostrych napadów lękowych, konieczne są leki. Zawsze należy to zrobić godnie z zaleceniem lekarza. 

Często stosuje się obie formy terapii w przypadku fobii. Na efekty trzeba poczekać, leczenie zaburzeń lękowych wymaga czasu.