Zamknij
ataki paniki
Doświadczanie ataku paniki wiąże się z bardzo intensywnymi objawami fizycznymi
fot: Shutterstock.com
W SIDŁACH LĘKU

„Za każdym razem to jest jak śmierć”. Chorują kobiety i mężczyźni

Magdalena Barszczak
Magdalena Barszczak Redaktor Radia Zet
23.12.2021 12:43

Serce wali jak oszalałe, ciało odmawia posłuszeństwa, i to dziwne, przerażające uczucie… Że umrę, zwariuję, dostanę zawału albo trafię do „psychiatryka”. Brzmi znajomo? To codzienność osób z atakami paniki.

Marta nie wie, kiedy poczuła „to” po raz pierwszy. „To” u każdego wygląda inaczej i może pojawić się w innym momencie życia. U Marty lęk nie przyszedł nagle. Zakradał się stopniowo. Właściwie, odkąd pamięta, zawsze się czegoś bała. Ataki paniki nasiliły się na studiach. Długo zadawała sobie pytanie, co się z nią dzieje i dlaczego.

SZAFKA Z KREDKAMI

Kiedy sięga pamięcią do dzieciństwa, widzi małą dziewczynkę, która bała się połykać. - Czy to możliwe, żeby to się zaczęło już wtedy? – zastanawia się Marta. Zamyka oczy, jest w mieszkaniu rodziców, kilka miesięcy wcześniej zdmuchnęła sześć świeczek na torcie. – Pamiętam, że za parę dni miałam po raz pierwszy iść do zerówki. Nagle zaczęłam się dławić, jakbym zapomniała, jak się połyka. Tak jakbym tej umiejętności nigdy nie posiadła - mówi. Płacze przy kolacji, więc rodzice otwierają szafkę, w której chowają papier kolorowy i kredki. Lęk trwa parę minut, szybko o nim zapomina.

W szkole podstawowej ma spokój. Są problemy, ale nie te – jak mówi - „wyimaginowane”. Dopiero w liceum, w maturalnej klasie, czuje „to” po raz kolejny. Jest zima, więc spotyka się z przyjaciółką na klatce schodowej. Ma ze sobą „prezent” od kolegi. Sprawdza, czy nikt nie widzi, zaciąga się parę razy i wtedy ogarnia ją silny lęk. Na tyle silny, że oblewają ją siódme poty i ma wrażenie, że zaraz „wyskoczy” jej serce. To drugi raz, kiedy pali „zioło”. Po kolejnym, na imprezie, stwierdza, że to nie dla niej. Już samo wyobrażenie tej sytuacji ją przeraża.

Paniczny strach czuje raz na jakiś czas, kolejny silny epizod ma na studiach. – Pamiętam, że wtedy po raz pierwszy atak wybudził mnie w nocy. To było przed sylwestrem. Obudziłam się przerażona i zlana potem. Wtedy w ogóle bałam się kłaść – relacjonuje. W tamtym czasie próbuje sobie jeszcze radzić na własną rękę. Kupuje książkę o lęku i przed snem stara się sobie tłumaczyć, że „to” przejdzie, że nie umrze i nie oszaleje.

Ataki paniki zaczynają coraz bardziej dezorganizować jej życie. Czuje się samotna i bezradna. Nie opowiada o nich bliskim. Boi się, że nie zrozumieją.

KOŁEK W GARDLE

W szczycie napadów lęku moja rozmówczyni unika komunikacji miejskiej.  Tak o tym opowiada po latach:  – Bałam się jeździć metrem. Dlaczego? Bo nie było z niego ucieczki. Nagle robiło mi się duszno, zaczynałam się dławić językiem. To było przerażające i irracjonalne, ale prawdziwe. Nie chciałam, żeby się powtórzyło.  „To”, czyli agorafobia, która często towarzyszy atakom. Osoba, która jej doświadcza, boi się „utknięcia” w miejscach,  z których ucieczka może być utrudniona, a pomoc niedostępna. 

Marta „dławienie się” odczuwa coraz częściej, nie tylko w autobusie i tramwaju. Język staje jej wtedy w gardle jak kołek, nie może przełykać śliny i boi się, że ktoś to zauważy, że się ośmieszy. Od tamtej pory napady lęku mogą dopaść ją wszędzie. U fryzjera, w kinie, w którym specjalnie siada blisko wyjścia, na obiedzie w restauracji z chłopakiem i podczas rozmowy z przyjaciółką w pubie. Doraźnie pomaga alkohol.

Ataki paniki najczęściej rozwijają się u osób młodych (20-25 lat), jednak mogą wystąpić w każdym wieku. Dotyczą również mężczyzn, jednak to kobiety chorują średnio dwukrotnie częściej. (Stanisław Pużyński, Jacek Wciórka: Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD-10. Opisy kliniczne i wskazówki diagnostyczne. Kraków: UWM „Vesalius”, 2007). Czego tak naprawdę obawia się osoba cierpiąca na napadowy lęk? Zdaniem psycholog i psychoterapeutki Oliwii Mazelewskiej-Sokołowskiej z internetowej poradni psychologicznej totylkostrach.pl zajmującej się zaburzeniami lękowymi ten, kto doświadcza ataku paniki, najbardziej boi się tego, co obserwuje w swoim ciele w danym momencie. A to co obserwuje, powoduje oczywiście narastanie tego lęku. - Doświadczanie ataku paniki wiąże się z bardzo intensywnymi objawami fizycznymi, którym towarzyszy wrażenie nieuchronnej śmierci, utraty kontroli nad swoim ciałem. Ból w klatce piersiowej wydaje się być atakiem serca, jednak ten ból pochodzi z bardzo silnie napiętych mięśni klatki piersiowej, a nie z problemów z sercem. Szybkie i płytkie oddychanie może prowadzić do odczuwania oszołomienia i zawrotów głowy, co może tworzyć wrażenie, że doprowadzi to do omdlenia – tłumaczy ekspertka.

Ataki paniki mogą wystąpić w każdym wieku, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn
fot. Shutterstock.com

Najdłuższy atak paniki, jaki pamięta, Marta przeżywa, kiedy wyjeżdża z partnerem na zagraniczny urlop. - Zbudził mnie w nocy przerażający ścisk w klatce. Dostałam rozstroju żołądka. Nie pomagały żadne racjonalizacje i zaklęcia - opowiada. Z narzeczonym już prawie się pakowali. – Czułam się ubezwłasnowolniona, jakbym wyszła z siebie i stanęła obok. Chodziłam po hotelu, zwiedzałam, ale jakby mnie nie było. Jak robot, bez kontroli nad własnym ciałem i umysłem. W dodatku miałam poczucie winy, że psuję nam wakacje. Nic do mnie nie docierało. Rozważaliśmy powrót – dodaje. Na szczęście po około dobie „jakoś dochodzi do siebie”. Niestety, od tamtej pory ataki paniki kojarzą jej się z podróżami.

- Ataki paniki mogą się pojawić w każdej sytuacji i wcale nie mają z nią takiego związku, jaki sobie wyobraża osoba, która lęku napadowego doświadcza. W pewien sposób naznacza ona te miejsca, okoliczności, uznając je za takie, które wiążą się z lękiem. Później ta osoba może zacząć unikać tych sytuacji i one w jej świadomości mogą zostać uznane za takie, które powodują lęk – wyjaśnia psychoterapeutka Oliwia Mazelewska- Sokołowska.

„MYŚLAŁAM, ŻE UMIERAM”

Ania, autorka instagramowego profilu Nerwowa_ja o zmaganiach z nerwicą lękową, swój pierwszy atak paniki przeżywa na studiach, podczas zajęć. Pamięta go bardzo dokładnie i tak opisuje: - Miałam wrażenie, że nieco gorzej widzę, nie mogłam skupić wzroku. Na ułamek sekundy straciłam równowagę, więc natychmiast chwyciłam się stołu. Przestraszyłam się. Zaczęło mi się robić coraz cieplej.

Ania prosi więc koleżankę o otwarcie okna, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Z sekundy na sekundę lęk się jednak nasila. - Poluzowałam sobie kołnierzyk od bluzki, bo miałam wrażenie, że moje gardło coraz mocniej się zaciska. Nie mogłam przełknąć śliny. Zaczęłam się wiercić, poprawiać nerwowo włosy - mówi.

Stara się, żeby nikt nie zauważył, co się z nią dzieje. - Zdrętwiały mi palce u rąk, więc zaczęłam zaciskać mięśnie, żeby pobudzić krążenie. Czułam, że coraz bardziej słabnę. Chwyciłam za nadgarstek i z przerażeniem odkryłam, że nie czuję pulsu - wspomina.

Myślałam, że umieram. Serce waliło jak młot, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej

- Próbowałam oddychać głęboko, ale niestety hiperwentylacja (stan, w którym zaczyna się oddychać zbyt szybko; często pojawia się przy ataku paniki - red.) doprowadziła do tego, że zaczęło mi się kręcić w głowie - dodaje. W myślach planuje już ewakuację. - Przekalkulowałam, jak daleko mam do drzwi. Nie wiedziałam, czy będę w stanie tam dojść. Traciłam kontrolę nad swoim ciałem. W końcu wstałam i nerwowym krokiem wyszłam, próbując robić dobrą minę do złej gry. Nie chciałam, żeby ktoś się domyślił. Atak ustał dopiero, kiedy znalazłam się sama w toalecie – podsumowuje Ania.

Napady lęku jej nie opuszczają. Towarzyszy im ciągłe napięcie i bezsenność, poczucie beznadziei i porażki. Podobnie jak Marta, Ania obawia się, że dopadną ją w miejscach publicznych. Zagrożeniem dla niej, oprócz uczelni, stają się miejsca, gdzie skupia się dużo ludzi, a dostęp do wyjścia jest ograniczony - sklepy, kościół, autobusy czy tramwaje. Mogłam zapomnieć o kinie, imprezach. Po pewnym czasie zabrakło mi sił, żeby próbować żyć normalnie - opowiada.

ZAMKNIĘTA W DOMU

U Ani rozwija się „lęk przed lękiem". - Doświadczenie ataku paniki jest tak dotkliwe, że osoba nim dotknięta dokłada wszelkich starań, by nie doświadczyć go więcej. Rozpoczyna to swoistą walkę z tym lękiem, a jednym z używanych narzędzi w tej walce jest właśnie unikanie, które niestety, zamiast pomóc w tej sytuacji, prowadzi do rozwoju kolejnych ataków paniki. Lęk jawi się jako coś potwornego, czego za wszelką cenę należy unikać – tłumaczy Oliwia Mazelewska-Sokołowska.

W najsilniej rozwiniętych zaburzeniach lękowych dochodzi do sytuacji, w których dana osoba może zrezygnować z większości aktywności, ograniczając się jedynie do przebywania w domu. - Od unikania poszczególnych miejsc, doszło do tego, że przestałam wychodzić z domu w ogóle. Wystarczyło odejść kilka metrów i już czułam narastający lęk. Nie potrafiłam tego zwalczyć. Niestety zamknęło mnie to w domu na długie miesiące – wspomina autorka instagramowego profilu Nerwowa_ja.

- Wyjście do sklepu kilka metrów od własnego mieszkania może okazać się wtedy nie lada wyzwaniem. Można tu nawet powiedzieć, że pojawianie się kolejnych ataków wynika właśnie z tego „lęku przed lękiem”. Składają się na niego brak wiedzy na temat tego, jak to jest doświadczać silnego lęku, jakie to są objawy, czy są niebezpieczne. Pamięć o tym pierwszym ataku połączona z niepewnością, czym on jest i z czego wynika, będą przyczyniały się do pojawiania się kolejnych ataków – opisuje problem psychoterapeutka z poradni totylkostrach.pl.

U osób doświadczających ataków paniki często rozwija się "lęk przed lękiem"
fot. Shutterstock.com

„EKSPLOZJA”

Ważniejsza niż to, gdzie lęk się pojawia, jest jednak aktualna sytuacja pacjenta, historia kształtowania się jego osobowości i sposób radzenia sobie ze stresem. Do ataków – jak wskazuje Oliwia Mazelewska-Sokołowska  – dochodzi przecież też w domu - tam, gdzie ktoś czuje się bezpiecznie i w towarzystwie bliskiej osoby, a także wtedy, gdy ktoś odpoczywa lub śpi.

- Znaczenie ma natomiast to, jak to się dzieje, że w tym określonym etapie życia poziom lęku podniósł się na tyle, że doszło do ataku paniki. I ten atak paniki świadczy o tym, że nastąpiło jakieś przeciążenie w tym momencie, nagromadziło się wystarczająco dużo okoliczności, które spowodowały „eksplozję” tego lęku, czyli atak paniki – zauważa ekspertka. Taki napad może być wywołany przez jeden kryzys, ale zazwyczaj musi on natrafić na podatny grunt, który jest wynikiem przewlekłego stresu.

Gosia w takiej sytuacji znalazła się trzy lata temu. W najgorszym okresie napady lęku miała codziennie, a nawet kilka razy dziennie. - Byłam w nie najlepszej kondycji psychicznej. U mojego ojca zdiagnozowano nowotwór i rokowania nie były dobre. Totalnie się rozsypałam. Moje wcześniejsze lęki na temat śmierci bliskich, wszystkie straty się otworzyły. Byłam jednym wielkim lękiem, nie było nic innego – wspomina.

Ataki paniki zdarzały się nagle, bez powodu. Najczęściej miała je rano. To był moment, w którym jeszcze nie zdążyła mieć świadomości, że się obudziła, a już czuła przerażenie. - Moje ciało było sztywne, bolało, dłonie miałam zdrętwiałe. Czułam ból w klatce piersiowej, duszność, jakbym miała za mało tlenu - relacjonuje Gosia.

Oblewały mnie zimne poty i miałam zawroty głowy. Czułam słabość, pustkę w głowie, całe ciało bolało z tej sztywności. To było nie do wytrzymania. Zaczynałam płakać, wręcz szlochać i walczyć o oddech

Po dwóch tygodniach jej ciało i psychika były wycieńczone. Codziennie brała leki uspokajające. - To wszystko było koszmarem. Ja już potem czułam lęk przed lękiem, już nie wiedziałam, co się dzieje, bo moje ciało było zupełnie rozregulowane, reagowało nieodpowiednio do bodźca, czułam, że nie mam kontroli nad niczym - podsumowuje.

U Beaty napady lęku były „bombą z opóźnionym zapłonem”. Moja rozmówczyni przyczyn swoich ataków upatruje w związku, który sprawił, że zaczęła bać się o swoje życie.  - Żyłam w ciągłym lęku o siebie i swoje bezpieczeństwo - mówi. Przez prawie rok mieszkała z mężczyzną, który miał zdiagnozowaną chorobę psychiczną, o czym dowiedziała się dopiero później. Mimo że bywały dobre momenty między nimi, wspólna rzeczywistość była dla niej ogromnym wyzwaniem.

Jak zaznacza, nerwica lękowa nie pojawiła się od razu po rozstaniu, a dopiero po kilku latach. Pierwszy atak pamięta bardzo dokładnie. - Byłam wtedy w toalecie i nagle zaczęłam krwawić. Cała muszla klozetowa była pełna krwi, a mnie na długo nie opuściła myśl, że mam nowotwór jelita grubego - relacjonuje.  Po wszystkim okazało się, że przyczyną krwotoku był pęknięty hemoroid. To uspokoiło ją jednak tylko na chwilę. Nawet teraz, opowiadając o tym, zaczyna czuć się nieswojo. - To był listopad i ataki zaczynały coraz bardziej przybierać na sile i częstotliwości. Apogeum osiągnęły, kiedy dostałam miesiączki krwotocznej i wylądowałam na oddziale ginekologicznym – wyjawia.

Konieczny był zabieg abrazji (łyżeczkowanie jamy macicy – red.), który jednak stanął pod znakiem zapytania ze względu na złe wyniki badań tarczycy u Beaty. - Bałam się, że się po prostu wykrwawię, jeśli się nie odbędzie. Myślę, że sporą robotę zrobił też izotop jodu, który przyjęłam ze względu na guzki na tarczycy - wspomina.

- Atak paniki to tak naprawdę błędne koło – zauważa Beata. - Czuję, że coś się dzieje z moim ciałem, zaczynam na to reagować objawami, które jeszcze bardziej nasilają lęk. Najczęściej przerażenie dotyczy tego, że umieram i nie ma nikogo, kto by mi pomógł, a ja tej pomocy potrzebuję teraz, natychmiast - dodaje.

OSWOIĆ LĘK

Ile przypadków ataków paniki, tyle sposobów radzenia sobie z nimi. Gosia opracowała swój. - Kładłam się na podłodze, czułam potrzebę leżenia na twardej powierzchni, chciałam czuć grunt pod nogami. To mi pomagało. Takie ugruntowanie – mówi. - Poza tym pomaga mi aktywność fizyczna, spacer, to, że wracam do domu na nogach - wylicza. Nie bez znaczenia jest też obecność drugiej osoby czy nawet rozmowa z kimś przez telefon. – Chodzi o poczucie, że nie jestem sama z tym koszmarem, który przeżywam i nie mam nadziei, że minie - podkreśla. Poza tym zawsze nosi przy sobie leki uspokajające, które traktuje jak talizman.

Mimo że minęło już wiele lat od pierwszego ataku, Gosia twierdzi, że nie da się do nich przyzwyczaić. - Nawet jak wiem, że w danej sytuacji mogą się zdarzyć, to nie da się do tego przygotować. Można racjonalizować, można próbować zrozumieć, zaakceptować. Ale w przeżyciu za każdym razem to jest jak śmierć, za każdym razem tak samo przerażające, duszące. I za każdym razem boję się, że tego nie wytrzymam, że zwariuję – opowiada.

Z relacji osób borykających się z lękiem wynika, że im bardziej chcemy zwalczyć atak paniki, tym bardziej on się wzmaga. – Im częściej próbowałam sobie wmówić, że nic się nie dzieje, tym bardziej problem się nasilał. Aż w końcu przestałam z nim walczyć, a zaczęłam oswajać – mówi Marta, która dodaje, że podstawą jest zaakceptowanie lęku i mówienie, że to, że tak się czujemy, jest ok. – Zamiast wypierać i eliminować niechciane myśli i uczucia, zaczęłam je dopuszczać do siebie - dodaje. – Im większy był poziom lęku, z tym większą akceptacją zaczęłam go przyjmować. Zaczęłam do siebie gadać, że to, co przeżywam jest w porządku. Paradoksalnie to pomogło – śmieje się.

- Czasem im więcej się tu robi, im bardziej próbujemy się uspokoić, tym bardziej można sobie przypominać jak bardzo jesteśmy niespokojni i zlęknieni. Atak paniki nie skończy się dlatego, że coś zrobimy, on po prostu w końcu minie sam, jeśli nie będziemy dolewać oliwy do ognia, obserwując i strasząc się jego objawami. Znacznie lepiej sprawdzi się zajęcie się czymś, skupienie uwagi na tu i teraz, a nie na tym co może najgorszego zadziać się w przyszłości – uważa psycholog Oliwia Mazelewska-Sokołowska. Terapeutka dodaje, że pomocne może być m.in. przypomnienie sobie, że to, czego doświadczamy, „to tylko chwilowy strach”, który minie, wystarczy poczekać. - Ponadto przydatne być może pomyślenie sobie, że to, co się dzieje, nie jest niebezpieczne, choć bardzo nieprzyjemne, ale nie wyrządzi nam krzywdy - zaznacza.

„PO PROSTU BYĆ”

Ważne jest także wspierające otoczenie. – Trzeba po prostu być obok tej osoby i razem z nią próbować przeczekać atak, nie narzucając się – ocenia Marta. Kiedy dostała napadu lęku podczas wakacji za granicą, jej partner nie do końca potrafił jej pomóc. Nie dlatego, że nie chciał, po prostu nie wiedział, jak sobie z tym radzić. – Zadawał dużo pytań i kreślił w głowie katastroficzne scenariusze, łącznie z powrotem do domu. Kwestionował też skuteczność mojej terapii. Wiem, że to wszystko wynikało z troski o mnie, ale skutek był odwrotny, bo stresował mnie i wywoływał poczucie winy. A ja podczas ataków paniki czuję się odłączona i bardzo samotna, nie potrzebuję oceny i rady, tylko po prostu obecności. Wiem, że one miną, ale tej sytuacji nie da się przyspieszyć – dodaje.  

Warto wiedzieć, jak nie postępować z osobami cierpiącymi na napady lęku. - Próby mówienia „uspokój się, zrelaksuj” zdecydowanie odpadają. Im bardziej osoba w panice usiłuje się uspokoić, tym trudniej to wychodzi. Najważniejsze to z kimś po prostu szczerze „być”, dać wsparcie i zrozumienie. Można przytulić, pogłaskać, otworzyć okno, jeśli jest duszno, usiąść obok, potowarzyszyć w tych trudnych emocjach. Nie musimy „wiedzieć”, co robić  - przekonuje psychoterapeutka z poradni totylkostrach.pl.

Jak dodaje, nawet te „dobre rady” mogą przeszkadzać i wpędzać w poczucie winy osobę, do której są kierowane – szczególnie, gdy nie potrafi z nich skorzystać. - Bliskość, zrozumienie w trudnej chwili są cenniejsze od najlepszej rady, wystarczą obecność i sama gotowość do pomocy - ocenia. 

"Dobre rady" mogą nie zadziałać, czasem wystarczy obecność, aby pomóc osobie z napadami lęku
fot. Shutterstock.com

KROK KU WYZDROWIENIU

Każda z moich rozmówczyń prędzej czy później trafiła na terapię. Czy to załatwiło wszystkie problemy? Absolutnie nie. Ale było pierwszym krokiem ku wyzdrowieniu. Tematem na sesjach nie były oczywiście wyłącznie napady lęku. Stanowiły one raczej pretekst do spojrzenia w głąb siebie i zbadania, co wywołało kryzys, którego objawem był atak paniki. Chodzi o to, by z pomocą terapeuty pacjent spojrzał na problem z trochę szerszej perspektywy. - Zastanawiamy się, co może przywrócić równowagę, która została w życiu zakłócona, prowadząc do wzrostu lęku. Jaki sposób życia, styl wchodzenia w relacje, jakie potrzeby są niezaspokojone, jakie emocje są tłumione (np. złość), wychodząc w postaci lęku i napięcia? U każdej osoby inne czynniki będą przeważały. Psychoterapia (przynajmniej taka, jaką ja proponuję) jest procesem nabierania dystansu, zyskiwaniem większej świadomości siebie, a także poszukiwaniem zasobów i sił, które pomogą radzić sobie z przeciwnościami – tłumaczy psycholog Oliwia Mazelewska-Sokołowska .

Jak dodaje, nie zawsze zmagania z lękiem są długotrwałe i wiążą się jedynie z koszmarnym wspomnieniem. – O ile zaburzenie lękowe nie przejdzie w formę uporczywą czy przewlekłą, odpowiednio szybka interwencja terapeutyczna nie tylko uchroni przed dalszym pogłębieniem się objawów zaburzeń lękowych, ale może przyczynić się do dalszego rozwoju osobowości. Kryzys w postaci doświadczenia zaburzeń lękowych niejako sprowokuje do dokonania pewnych zmian w życiu, np. wpływając na przewartościowanie priorytetów życiowych, zmianę przekonań na bardziej dla nas korzystne. Można powiedzieć, że kryzys otworzy do rozwoju, a satysfakcja z życia wzrośnie – podkreśla.

W przypadku Gosi sesje u psychoterapeuty nie wystarczyły. Postanowiła iść do psychiatry, który przepisał jej lek antydepresyjny i przeciwlękowy. - To mnie uratowało. Po dwóch tygodniach poczułam małą poprawę. Po miesiącu czułam już, że trafiliśmy z lekiem i pomaga - relacjonuje. I dodaje, że w tamtym okresie dzięki lekom i psychoterapii „wróciła do siebie i życia”.

Teraz doświadcza jeszcze ataków paniki, ale rzadko. Jak mówi, pojawiają się, bo w jej życiu jest dużo stresu i niepewności. Najczęściej w autobusie. Wie, że musi wtedy wysiąść, by poczuć powietrze, odejść na bok i pobyć sama. Za każdym razem, gdy znowu ma atak, nie wierzy, że się skończy i że to wytrzyma.

Beacie też pomogła dopiero farmakoterapia. I to nie od razu. - Musiałam zwiększać dawki, zmieniać lek. Psychiatra twierdzi, że taka jest moja struktura mózgu i wygląda na to, że będę na leki skazana już zawsze - podsumowuje.

Ania również skorzystała z pomocy specjalisty. - Leki plus terapia zadziałały i po jakimś czasie byłam w stanie wrócić na uczelnię i do w miarę normalnego życia. Konfrontowałam się ze swoim lękiem najczęściej, jak tylko mogłam i to pomogło mi chyba najbardziej. Dzisiaj moje podejście jest zupełnie inne niż kiedyś. Jeśli się czegoś boję, to tym bardziej chcę to zrobić. Dzięki temu jeżdżę na największych rollercoasterach, zdobyłam się na odwagę, żeby wsiąść do samolotu, uczę się jazdy na nartach. Kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia przez agorafobię. Dzisiaj cały czas ją mam, ale postanowiłam się nie dać - mówi.

Jeśli się czegoś boję, to tym bardziej chcę to zrobić

Marta przeszła wieloletnią terapię. Mówi, że wizyty u psychoterapeuty to najlepsze, co mogła dla siebie zrobić, choć nie czuje się wolna od ataków. Ostatnio nasiliła je pandemia. Stres związany z niepewnością dotyczącą jutra i obawami o zdrowie swoje i bliskich wywołał znajome reakcje organizmu. Marta już wie jednak, że od napadów lęku nie umrze i po prostu musi je przeczekać. Zawsze też nosi przy sobie „uspokajacze”. Nie musi ich brać. Wystarczy, że ma je w torebce.

Ataki paniki nie są fanaberią ani próbą zwrócenia na siebie uwagi. To nie wymysł ani przedstawienie. Napady lęku nie przypominają teatralnych gestów, jakie zaprezentował w programie śniadaniowym jeden ze znanych prezenterów. Ludzie cierpiący na paniczny lęk nie pokładają się na kanapie, nie dyszą i nie krzyczą. Ataków paniki nie widać, odbywają się w ciszy, a osoby, których dotykają, autentycznie cierpią, często w samotności, bojąc się powiedzieć o nich bliskim w obawie przed niezrozumieniem. Dlatego tak ważne jest mówienie o nich głośno, rozwiewanie mitów i walka ze stygmatyzacją. Mam nadzieję, że jako osoba, która sama doświadczyła napadów lęku, tym artykułem przyłożyłam do tego małą cegiełkę.

Magdalena Barszczak
Magdalena Barszczak

Warszawianka. W mediach od kilkunastu lat. Interesują ją ludzkie historie. Pasjonatka psychologii klinicznej, uzależniona od światła słonecznego i podróży. W wolnych chwilach fotografuje i ucieka do lasu, najchętniej na rowerze. Kontakt: magdalena.barszczak@radiozet.pl.