Bakteriofobia po pandemii koronawirusa

28.05.2020
Aktualizacja: 28.05.2020 09:55
Bakteriofobia po pandemii koronawirusa
fot. Shutterstock

Powrót do aktywności społecznej po pandemii koronawirusa dla niektórych może być wyjątkowo trudny. O to, gdzie przebiega granica pomiędzy zalecaną ostrożnością a bakteriofobią, zapytaliśmy psycholog Paulinę Mikołajczyk z Centrum Medycznego Damiana.

Jak zaczyna się bakteriofobia? 

Fobie rozwijają się powoli. Bakteriofobia jest klasyfikowana jako zaburzenie lękowe. Jest to odmiana nozofobii, czyli lęku przed zachorowaniem. Szacuje się, że na zaburzenia lękowe cierpi 5-10 proc. populacji. Częściej są to kobiety. Lęk generalnie jest potrzebny. Oceniamy sytuację i aktywujemy mechanizm "uciekaj albo walcz". Problemem jest nadmierna reakcja na bodziec, który nie powinien takiego lęku wywoływać. Racjonalnie potrafimy sobie wytłumaczyć, że to nie jest nic złego, ale lęk utrzymuje się na wysokim poziomie, reakcja się utrwala i robi się coraz trudniej.

Kiedy powinna nam się zapalić "czerwona lampka"? Gdzie przebiega granica pomiędzy wzmożoną ostrożnością a bakteriofobią?

Lęk wywoływać może już sama myśl o otoczeniu, w którym są bakterie i wirusy. W skrajnych przypadkach wiąże się to lękiem przed wyjściem z domu. Sygnałem, że sytuacja wychodzi poza szeroko rozumianą normę są na przykład rany na rękach od częstego mycia. W przypadku wirusa może to być problem ze zdjęciem maseczki po ograniczeniu restrykcji. Granica przebiega tam, gdzie lęk zaburza nam codzienne funkcjonowanie. W przypadku zaburzeń lękowych trudno jednak o obiektywną ocenę sytuacji. Warto zwrócić uwagę na to, co mówi nasze najbliższe otoczenie. Jeżeli bliscy twierdzą, że mamy problem, to znaczy, że coś jest na rzeczy.

Co zrobić, jeśli zauważymy u siebie objawy bakteriofobii?

Najlepiej zgłosić się do psychologa, który oceni, jak duży jest problem. Doradzi, czy potrzebna jest psychoterapia, czy wizyta u psychiatry i farmakoterapia.

Mikolajczyk-Paulina-foto
fot. Psycholog Paulina Mikołajczyk

Jak się leczy fobie?

Najczęściej stosowana jest terapia poznawczo-behawioralna. Mamy zidentyfikowany problem, ustanawiamy cel terapii i alternatywne strategie radzenia sobie z lękiem. Najczęstszą strategią jest desensytyzacja, czyli stopniowe odwrażliwianie na bodziec. Konfrontujemy pacjenta z lękiem.

W przypadku arachnofobii sprawa jest prosta - w Polsce nie ma jadowitych pająków, więc de facto nie mogą nam one nic zrobić. Pobieranie krwi, choć czasem bolesne, nie sprawi, że się wykrwawimy. Ale koronawirus to realne zagrożenie.

Najpierw oswajamy pacjenta z samymi myślami, co mogłoby się stać, gdyby zetknął się z patogenem. Dajemy też narzędzia do radzenia sobie z lękiem: techniki relaksacyjne, techniki odwracania uwagi. Pokazujemy, że samo dotknięcie klamki nie wywołuje choroby.

Co zrobić, jeśli zauważymy bakteriofobię u kogoś z bliskich?

Porozmawiać. Ale ciepło, nieoceniająco. Namówić na konsultację z psychologiem. Zapewnić, że nie trzeba od razu rozpoczynać psychoterapii, może to być jednorazowa porada. Najlepiej, żeby taką rozmowę zaczął ktoś, kto ma z daną osobą w rodzinie najlepszy kontakt.

Czym grozi nieleczenie fobii?

Problem będzie narastał i zaburzał nam codzienne funkcjonowanie. W skrajnym przypadku może dojść do całkowitego wycofania z aktywności społecznej. Będziemy się bali wychodzić z domu.