Zamknij
Maturzyści chorują na depresję
Maturzyści to grupa najbardziej zagrożona depresją
fot: Łukasz Piecyk/REPORTER

Maturzyści na antydepresantach. Choroba odłącza im wtyczkę

Aleksandra Sobieraj
Aleksandra Sobieraj Redaktor Radia Zet
30.09.2022 12:16

Dwudziestoletni Janek prawie od roku na antydepresantach. Marysia ma 19 lat i bierze leki od kilkunastu miesięcy. Najdłużej trzymała się wciąż jeszcze osiemnastoletnia Tośka – leczyć zaczęła się tuż przed tegoroczną maturą. Wszyscy chodzą też na terapię – to konieczność. Ta trójka to jednak tylko szczyt depresyjnej góry lodowej. Słabe pokolenie? Czy wprost przeciwnie? Co z nimi będzie? Zapytałam o to dr Beatę Rajbę, psycholożkę z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu.

Aleksandra Sobieraj: Co się dziś dzieje z nastolatkami? Słabsze pokolenie czy to czasy są trudne? Dlaczego tak wielu z nich ma depresję?

Dr Beata Rajba: Nie nazwałabym tego słabością. Te dzieciaki są po prostu bardziej świadome swoich emocji. Widzimy, że teraz jest zdecydowanie mniej aleksytymików, czyli ludzi, którzy nie potrafią nazwać swoich emocji. Dam przykład. Miałam kiedyś pacjenta, który za każdym razem, gdy jego zjawiskowa koleżanka z pracy wchodziła do pokoju, dostawał palpitacji serca. Był nawet u kardiologa, dostał betabloker. On po prostu nie rozpoznawał swoich emocji, nie wiedział, że jest zakochany. Na szczęście poszedł do psychologa. Teraz są już po ślubie. Badania mówią, że aleksytymicy to 25 proc. populacji, ale w populacji młodych, mam wrażenie, jest ich mniej. Oni lepiej czują, lepiej nazywają emocje, ale efekt jest jednak taki, że czują mocniej. I to nie jest słabość, to jest po prostu większa wrażliwość, która ma swoje dobre i złe strony.

Ale to chyba nie wszystko.

– Tak. Druga kwestia to niesamowita presja na sukces. Czego dowiadują się nastolatki z mediów, wszelkich, nie tylko społecznościowych? Że już teraz, natychmiast muszą odnieść sukces, być idealni, świetnie się uczyć, być wyjątkowi, podziwiani, być jak youtuberzy. To myślenie typu: odnosisz sukces albo jesteś nikim. A ponieważ większość z nich jest szara, zwyczajna, bo taki nastolatek jeszcze nie pożył i po prostu jest zwykłym nastolatkiem – więc jego samoocena spada na łeb na szyję. Duża jest tu rola rodziny, która powinna nastolatka wzmocnić. Ale jest kłopot. Dlaczego? Bo wśród dorosłych około 40 proc. ma w tej chwili objawy depresji. W pandemii było o 75 proc. więcej awantur w domach. Mniej więcej jedna czwarta związków zanotowała kryzys małżeński – to dane z ostatnich dwóch lat. Po raz pierwszy zdarzyło się, że osoby najbardziej zagrożone nadmiernym piciem alkoholu, a więcej pije teraz 12 proc. Polaków, to są osoby w związkach, podczas gdy zawsze to byli single. Zwiększyła się akceptacja dla przemocy, na przykład dla klapsów.

Bicie dzieci jest przecież prawnie zakazane w Polsce już od ponad 20 lat!

– Oczywiście. Akceptacja dla klapsów do niedawna utrzymywała się na poziomie 8 proc., w trakcie lockdownu była na poziomie 26 proc. – to są nasze badania w Dolnośląskiej Szkole Wyższej – a teraz spadła do około 12 proc. Aż tyle Polaków uważa, że klaps może być rozwiązaniem trudnych problemów z dzieckiem. Jeśli chodzi o przemoc w rodzinie, to nie mamy polskich danych, natomiast dane francuskie czy hiszpańskie pokazują, że pandemia zwiększyła liczbę przypadków przemocy o około jedną trzecią. Poza tym dzieciaki potraciły znajomych, mają ich mniej niż przed pandemią, w dużym stopniu przeniosły swoje życie do internetu. Problemem nie jest szkoła – ona stanowi odskocznię, więc to jej brak faktycznie doprowadził do efektu domina – ale to, że młodzi zostali zamknięci w rodzinach, które nie są w stanie im pomóc, a jeszcze dorzucają im problemów.

Mniej więcej 70 proc. nastolatków ma więcej niż jedną tożsamość w sieci. To jest jednocześnie i dobre, i złe

A to wciąż nie koniec możliwych przyczyn depresji wśród młodzieży.

– Kolejnym problemem jest uzależnienie od internetu. W tej chwili dwoje na troje nastolatków ma z tym problem. W trakcie pandemii wzrost był niewielki, bo tylko o 6 proc., ale za to bardzo się pogłębiły objawy tego uzależnienia. Badaliśmy na przykład FOMO, czyli lęk przed tym, że coś nas omija w sieci. To jest objaw odstawienny, który się nasilił. Mało kto zdaje sobie sprawę, że mniej więcej 70 proc. nastolatków ma więcej niż jedną tożsamość w sieci, co jest i dobre, i złe. Taki nastolatek jest jednocześnie trzydziestoletnią kobietą, która flirtuje z facetami, ale jest też dzieckiem, nastolatkiem lub inną nastolatką, jest wieloma różnymi osobami. Jeżeli coś pójdzie nie tak, to po prostu kasuje profil. Oni się w ten sposób wypróbowują, uczą nawiązywać relacje.

Ma to też jednak ciemną stronę...

– Moment kryzysu przychodzi, kiedy po wakacjach muszą stanąć twarzą w twarz ze swoimi kolegami i nie są już tacy idealni, jak się kreowali na profilu. Tutaj dochodzi jeszcze problem z akceptacją swojego ciała, wstydem, który u nastolatków jest normą. Ważne jest i to, że te dzieciaki są po prostu przepracowane. I nic dziwnego, skoro niekiedy siedzą w szkole dłużej niż wynosi etat w pracy. Ja już w ciągu dwóch pierwszych tygodni szkoły kilku nastolatkom moich znajomych szukałam psychologów. Staramy się reagować szybko. Jeżeli przez dwa tygodnie utrzymują się niepokojące zmiany zachowania, to już jest powód, żeby pójść do specjalisty.

Janek, 20 lat: Czułem się bardzo samotny. Straciłem poczucie sensu, jakbym był zupełnie niepotrzebny. Było lepiej tylko, gdy grałem na komputerze, ale i tak mnie to nie cieszyło. Jadłem chyba tylko z przyzwyczajenia. Miałem też problemy ze spaniem. Ledwo wstawałem do szkoły, bo chodziłem spać nad ranem. Zdarzało mi się przysypiać na lekcjach, zwłaszcza zdalnych. Po szkole zasypiałem ze zmęczenia. Miałem całkowicie zaburzony rytm dnia – teraz to widzę. W końcu poszedłem do lekarza. Gdy zacząłem brać leki, nie poprawiło mi się natychmiast, ale z czasem było lepiej. To i tak nie rozwiązało moich wszystkich problemów. Chodzę na terapię.

Depresja u nastolatków ma wiele twarzy
Depresja u nastolatków ma wiele twarzy
fot. Sabphoto/Schutterstock

A na jakie objawy obniżonego nastroju zwracać uwagę? Bo objawy nastoletniej depresji nie zawsze są typowe.

– Depresja u nastolatka ma kilka twarzy. Pierwsza, taka klasyczna, to smutek, płacz, niemożność wstania z łóżka, brak energii. To typowe objawy, podobne jak u dorosłych. Jest też depresja, która się kryje pod agresją: trzaskanie drzwiami, wrzaski, często troszkę paranoiczna wrogość wobec wszystkich – taki nastolatek nie chce dać sobie pomóc. Kolejną twarzą depresji jest depresja uśmiechnięta. Przyszła kiedyś do mnie pacjentka, której miałam zrobić test kompetencji zawodowych. Dziewczyna uśmiechnięta, w makijażu, prześliczna, grzeczna. Zrobiłyśmy parę testów, wszystko wychodziło super, ale na koniec w teście samooceny wyszła jej minimalna liczba punktów. Ta dziewczyna po prostu maskowała swoją depresję. Okazało się, że intensywnie się odchudza, ma myśli samobójcze, jednocześnie świetnie sobie radząc w dobrym liceum i wybierając się na bardzo dobry kierunek studiów. Bardzo częste są też nerwicowo-lękowe depresje. Dziecko może się wycofywać z wszelkich relacji i uciekać w uzależnienia, np. w gry, albo mieć dolegliwości somatyczne, czyli problemy płynące z ciała, np. bóle brzucha, bóle głowy. Te fizyczne dolegliwości są generalnie częstsze u dzieci i nastolatków niż dorosłych. Depresja u nastolatków wbrew pozorom najczęściej nie wygląda typowo.

Myśli samobójcze ma 16 proc. nastolatków (18 proc. dziewczyn i 12 proc. chłopców). Natomiast 51 proc. uważa, że jest nieszczęśliwa

Według raportu zrobionego przez CBOS na zlecenie Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom w pandemii spadła liczba nastolatków, które biorą narkotyki czy piją alkohol, ale wzrosła tych, którzy mają myśli samobójcze.

– To jest najnowszy raport. Według niego, myśli samobójcze ma średnio 16 proc. nastolatków (18 proc. dziewczyn i 12 proc. chłopców). I to nie jest tak, że oni sobie myślą „chciałbym nie żyć”, gdy się na siebie zezłoszczą, tylko myślą, jak to zrobić. To ogromny problem! Tak naprawdę, według raportu, 51 proc. nastolatków uważa, że jest nieszczęśliwa i ma depresję. Faktycznie, trochę spadła ilość spożywanego alkoholu, a dopalaczy nawet troszkę bardziej, ale wciąż 66 proc. nastolatków regularnie pije alkohol, głównie piwo, a jedna trzecia pali marihuanę – więc w sumie powodów do huraoptymizmu nie ma. Prawda jest taka, że pandemia troszeczkę utrudniła dostęp do używek, a poza tym w świecie realnym nieco rozluźniły się też więzi, choć wzmocniły w świecie internetowym. Okazuje się, że dzieci mają teraz mniej znajomych niż wcześniej: o półtora znajomego mniej niż przed pandemią.

Czy to prawda, że maturzyści są grupą bardziej zagrożoną depresją niż ogół nastolatków?

– To jest tak, że mamy dwa szczyty: ósma klasa szkoły podstawowej i maturzyści. Mniej więcej 50 proc. ósmoklasistów jeszcze przed wakacjami miało nasilone objawy depresji i 57 proc. maturzystów. To dlatego, że oni tak naprawdę stoją u progu życia i sami nie wiedzą, co ze sobą zrobić, bo to są młodzi ludzie, którzy jeszcze nie pożyli, a już muszą wybrać zawód. Jest ogromna niepewność odnośnie do przyszłości, presja sukcesu i tego, że trzeba iść na studia, bo inaczej znowu jest się nikim. Polska jest krajem, który ma najwięcej osób studiujących i najwięcej osób z tytułem magistra. Oni są postawieni pod straszną presją: egzamin, jednorazowy wyczyn, który ma zadecydować o całym ich życiu. To jest szalone obciążenie!

Marysia, 19 lat: Chodziłam do szkoły albo wstawałam na zdalne, jadłam, uśmiechałam się, spałam. Wszystko ok, ale jak na autopilocie. Czułam się źle, godzinami siedziałam i zastanawiałam się, czy zachowałam się dobrze i nie powiedziałam komuś czegoś, czego będę się wstydzić do końca życia. Jakie to było męczące... Ale nie mogłam pokazać, że coś jest nie tak, bo nie chciałam być inna, chciałam być jak wszyscy, w porządku. Bałam się, że przestaną mnie lubić, odrzucą. Wszyscy. Znajomi, rodzice. Słabi przecież przegrywają. Nie chciałam się przyznać, że mam problem, teraz już wiem, że bardzo potrzebowałam pomocy. Tak, zdarzało mi się myśleć o TYM. Mam jednak czujną mamę – to ona zaprowadziła mnie do psychologa. Nie zaufałam mu od razu, ale z każdym tygodniem dogadujemy się coraz lepiej.

A czym w zasadzie jest depresja?

– Jeśli chodzi o dziecko z depresją, mamy do czynienia z trzema podstawowymi filarami, tzw. triadą Becka, czyli: negatywnymi myślami o sobie (jestem beznadziejny, jestem do niczego), negatywnymi myślami o otoczeniu (nikt nie może albo nie chce mi pomóc, nikogo nie obchodzę albo nawet wszyscy są moimi wrogami) i negatywnymi myślami o przyszłości (nic dobrego mnie nie czeka, nic się dobrego nie stanie, przegram swoje życie). To prowadzi do wycofania się, do myśli rezygnacyjnych. Nawet jeżeli taki nastolatek zaufa komuś i mu powie, to później mamy często do czynienia z tzw. fazą testowania, czyli jednego dnia zaufał i powiedział, a następnego ucieka od kontaktu pod hasłem „goń mnie i udowodnij, że ci zależy” albo wręcz jest wrogi i prowokujący na zasadzie „i tak wiem, że ci nie zależy, pokaż swoją prawdziwą twarz”. W końcu nastolatek z depresją może zacząć myśleć tunelowo. Myślenie tunelowe jest wtedy, gdy widzimy coraz mniej różnych możliwości, aż na końcu jest ta jedna, ostatnia. Jeden z moich pacjentów opowiadał, że chodził na cmentarz i zazdrościł ludziom, którzy tam leżą, bo mają już święty spokój. Straszne.

Statystyki są przerażające: 79 proc. więcej pierwszych prób samobójczych w pierwszych pięciu miesiącach 2022 roku w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku

A jakie nastolatki są najbardziej zagrożone depresją? Czy można stworzyć jakiś typ?

– Tak. Jeden typ to są dzieci zaniedbane, których otoczenie nie karmi niczym ani w sensie fizycznym, ani w sensie emocjonalnym. To są dzieci, które osuwają się w depresję, bo czują się nieważne, niezauważane. Natomiast drugi typ dzieci to te z dobrych domów, które mają straszną presję i to ona jest czynnikiem ryzyka. Mają kontrolujących rodziców z nadmiernymi wymaganiami (przyniosłeś piątkę, czemu nie szóstkę, a co miała koleżanka?), które pokazują dziecku, że ono nie jest dość dobre. Tutaj jedynym kołem ratunkowym jest rodzina i jeżeli to ona się nie zmieni i nie będzie w stanie wesprzeć samooceny nastolatka, to wszystko zaczyna się walić jak kostki domina. To dlatego mamy do czynienia z epidemią depresji. Zna pani statystyki?

Ostatnich nie znam…

– Są przerażające: 79 proc. więcej pierwszych prób samobójczych w pierwszych pięciu miesiącach 2022 roku w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku. Zabija się jedno na dziesięcioro dzieci. I to wcale nie dlatego, że tak naprawdę nie chcą się zabić i robią to, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale dlatego, że nie potrafią zrobić tego skutecznie, np. często trują się paracetamolem, nie mając dostępu do innych leków. Tylko w pierwszych pięciu miesiącach tego roku, do maja, próbowało się zabić 1411 dzieci. To jest gigantyczna liczba! To tyle, ile próbowało się zabić w całym zeszłym roku. Od 2013 roku wzrost jest czterokrotny, ale w trakcie pandemii bardzo przyspieszył. W każdej klasie w szkole średniej są przynajmniej dwie osoby po próbie samobójczej.

Tośka, 18 lat: Bałam się, że nie zdam matury. Wszystko wydawało mi się beznadziejne. Bałam się też tego, że to przecież bez sensu, że tak się czuję i że może tylko to sobie wymyśliłam – przecież wszyscy dookoła jakoś żyją. Tylko mnie było tak źle? Dlaczego tak się wściekałam? Jakbym miała w środku jakąś czarną dziurę, która mnie pochłania raz bardziej, raz mniej. Czasami udawało mi się spędzać czas jak inni, ale po jakimś czasie widziałam, jakie to wszystko jest głupie. Wciąż wydawało mi się, że mam brudne ręce, więc je często myłam, aż porobiły mi się na nich rany. Zastanawiałam się, co mi jest. Oglądałam w internecie filmiki o depresji – czasami coś do mnie pasowało, a czasami nie. Co mnie skłoniło, żeby pójść do psychologa? Chciałam się w końcu dowiedzieć, o co tu chodzi.

W depresji jest mądrość zatrzymania się
W depresji jest mądrość zatrzymania się
fot. Gladskikh Tatiana/Schutterstock

Czyli zamiast „weź się w garść”, jak najszybciej po pomoc? Gdy tylko zauważymy niepokojące objawy.

– Do psychiatry dziecięcego na NFZ w tej chwili w jednym ośrodku we Wrocławiu czeka się „zaledwie” 40 dni, a i tak się polepszyło, bo kiedyś było 240 dni. Do psychoterapeuty państwowo praktycznie nie ma szans się dostać, a prywatnie czeka się kilka miesięcy. Doradzałabym więc, żeby najpierw uderzyć do psychologa, nawet szkolnego – on jest zobowiązany do poufności, nie należy się bać. Taka osoba wskaże wszystkie miejsca i stowarzyszenia w okolicy, które działają na rzecz dzieci, prowadzą grupy wsparcia czy terapeutyczne. Psycholog zdiagnozuje, powie co dalej, wesprze dziecko do czasu, aż dostanie ono leki. Przy czym trzeba pamiętać, że po lekach też wcale od razu nie jest różowo. Na początku dziecku wraca energia, a dopiero potem poprawia się nastrój, więc ono może tę energię spożytkować na destrukcyjne działania. Trzeba go pilnować.

Co z tymi nastolatkami będzie? Jaka będzie ich przyszłość, skoro już teraz mają problemy…

– Przypuszczam, że mimo wszystko dla większości z tych dzieciaków, będę tutaj cyniczna, tych, które się nie zabiją lub nie wpadną w bardzo ciężką depresję i nie dojdzie u nich do załamania linii życiowej, to będzie kryzys rozwojowy. Każdy nas czegoś uczy. Depresja może nas nauczyć tego, że nasze zdrowie jest ważniejsze od oczekiwań otoczenia, że nie musimy mieć piątek, że nie musimy się dostać na prawo, że nie musimy być idealni pod każdym względem. Bo w depresji jest, może to niepopularne, taka olbrzymia mądrość zatrzymania się. Ona nam odłącza wtyczkę, mówi stop i my musimy przeformułować swoje życie. Część dzieciaków będzie miała to szczęście, że będzie pracować z mądrymi osobami – to mogą być nauczyciele, rodzice, którzy poszli po rozum do głowy, psychoterapeuci, psycholodzy – i z tego wyjdzie. Wyjdą z tego silniejsi. Natomiast, niestety, nie wszyscy.

Janku, Marysiu i Tosiu, dziękuję. To nie było łatwe. Na Waszą prośbę imiona w tekście zostały zmienione.

Dr Beata Rajba, psycholożka z DSW
Dr Beata Rajba, psycholożka z DSW
fot. archiwum prywatne

Dr Beata Rajba  psycholożka, filolożka, terapeutka EMDR (Eye Movement Desentisization and Reprocessing – Przetwarzanie i Odwrażliwianie za pomocą Ruchów Gałek Ocznych), wykładowczyni w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu oraz członkini Psychology Research Unit for Public Health. Wykłada m.in psychologię reklamy, statystykę, psychometrię, a także psychologię społeczną ze szczególnym uwzględnieniem wpływu społecznego.

Gdzie po pomoc?/Instytut Psychiatrii i Neurologii
fot.

Gdzie po pomoc?/Instytut Psychiatrii i Neurologii

Aleksandra Sobieraj
Aleksandra Sobieraj

Żywienie w kontekście zdrowia oraz rola diety w zapobieganiu chorobom cywilizacyjnym to tematyka, która od dawna mnie fascynuje. Wierzę w profilaktyczną i leczniczą moc diety, bo spożywanie posiłków to czynność, którą wykonujemy wielokrotnie każdego dnia, więc musi mieć ona wpływ na nasze zdrowie. Przewodnikami po dietetyce i medycynie są dla mnie specjaliści i badania naukowe – dzięki nim coraz więcej wiemy o nas i o świecie, w którym żyjemy. Lubię też pisać o rozwoju, zdrowiu i wychowaniu dzieci, bo każdy maluch ma w sobie ogromny potencjał, którego nie można zmarnować.

Adres e-mail: aleksandra.sobieraj@eurozet.pl