24-letnia youtuberka wyznała, jak naprawdę jest w szpitalach psychiatrycznych

20.02.2020
Aktualizacja: 21.02.2020 20:33
24-letnia youtuberka wyznała, jak naprawdę jest w szpitalach psychiatrycznych
fot. Shutterstock

Czym jest depresja dla osoby młodej? Jak naprawdę jest w szpitalu psychiatrycznym? Dlaczego warto pójść na terapię, gdy stan psychiczny jest zły? Jak wygląda życie osoby dorosłej, która ma za sobą traumatyczne przeżycia z domu rodzinnego? Justyna Suchanek, youtuberka, znana jako Sukanek, wydała właśnie książkę "Jak się nie zabić i nie zwariować". W rozmowie dla Radia Zet opowiedziała, jak wygrzebać się z trudnej przeszłości i zacząć nowe, lepsze życie. 

Wiktoria Dróżka: Jaką diagnozę otrzymałaś od psychiatrów terapeutów?

Justyna Suchanek:Terapeuci nigdy nie postawili mi żadnej diagnozy. Po pobytach w szpitalach psychiatrycznych dostawałam informacje o zdiagnozowanej depresji bądź epizodach depresyjnych. Często mówiono mi o zaburzeniach osobowości z nakierunkowaniem na bordeline albo chorobę dwubiegunową. Byłam jednak zbyt młoda, żeby jednoznacznie stwierdzić, że mam daną chorobę.

Wiktoria Dróżka: Jak wygląda depresja u nastolatki?

Justyna Suchanek: Jest przede wszystkim ciężko. Dojrzewamy, nasze hormony szaleją. Jeśli pojawiają się dodatkowe problemy, nie ukrywam, ale można zwariować. Pamiętam, że w tym okresie dużo płakałam. Starałam się robić to w jakimś odosobnionym miejscu. Czasami jednak emocje brały górę i płakałam na lekcjach albo w jakichś miejscach publicznych. Ludzie udawali, że tego nie widzą. Odwracali wzrok i zajmowali się swoimi sprawami. Myślałam więc, że tak to powinno wyglądać. Teraz wiem, że trzeba o tę pomoc prosić. Czasami tak długo, aż w końcu znajdziemy odpowiednią osobę.

Wiktoria Dróżka: Co sprawiło, że sięgnęłaś po profesjonalną pomoc terapeutyczną?

Justyna Suchanek: Myślę, że jeśli komuś jest źle, ale jeszcze to jakoś wytrzymuje, to nie zmieni tego od tak. Ja czułam, że umieram od środka. Mogłam więc zamknąć oczy i nigdy więcej się nie obudzić, ale mogłam też walczyć o życie. Na szczęście wybrałam to drugie. Mimo że na każdym kroku utwierdzałam się w przekonaniu, że nie warto, to wierzyłam, że czeka na mnie jeszcze coś dobrego. Owszem, czekało. Ciężko jest sięgnąć po pomoc, z wielu powodów. Często nie chcemy wracać do tego, co było, boimy się powiedzieć komuś o naszych najskrytszych sekretach, czy tak jak w moim przypadku - myślimy, że damy sobie radę sami. Niestety, nawet jakbyśmy stawali na głowie, to niczego to nie zmieni. W przypadku chorób psychicznych należy korzystać z pomocy specjalistów.

Wiktoria Dróżka: Jak wyglądała twoja terapia? Co było w niej trudne? W jaki sposób tobie pomogła?

Justyna Suchanek: Każda terapia wygląda inaczej. Ja byłam na dwóch i z każdej nauczyłam się czegoś innego. Terapia to przede wszystkim rozmowa, która pozwala nam zrozumieć i wyjaśnić wiele rzeczy, które czasami siedzą w nas nawet od zawsze. Najtrudniejsze było przerabiać każde traumatyczne zdarzenie z osobna, ale pomogło mi to pogodzić się z tym. Zaakceptować wiele rzeczy i otworzyć się na nowe. Wiele spokoju dało mi to, że w końcu zrozumiałam, czemu taka jestem i czemu się tak zachowuję.

87071459_169149834536679_2080710143636406272_n

Wiktoria Dróżka: Piszesz w swojej książce, że emocje stanowią w twoim życiu jedną z najważniejszych rzeczy. Jak sobie radzić  z tymi trudniejszymi: złością, bezsilnością, nienawiścią, wściekłością?

Justyna Suchanek: Dla mnie nie ma czegoś takiego jak „najtrudniejsze emocje”. Moim zdaniem każda emocja jest ciężka na swój sposób. Kwestia jest tylko taka, jak sobie z tym poradzimy. Tak na prawdę wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, co tak na prawdę czuje. Często czujemy smutek, a pod nim może ukrywać się wiele innych emocji, jak na przykład rozczarowanie, żal, tęsknota. Żeby radzić sobie z emocjami trzeba zdawać sobie sprawę z tego, jakie one są. Rozróżniać je i rozumieć.

Wiktoria Dróżka: W książce przyznajesz się też do tego, że byłaś uzależniona od miłości.  Wynikało to z tego, że w dzieciństwie otrzymałaś za mało miłości od rodziców i desperacko jej szukałaś w dorosłym życiu?

Justyna Suchanek: Po części tak. Może gdybym została nauczona w dzieciństwie i doświadczyła tego, jak wygląda zdrowa miłości, to nie łapałabym się pierwszych lepszych ludzi, którzy poświęcą mi chociaż chwilę swojej uwagi. Zawsze pragnęłam, żeby ktoś mnie pokochał tak mocno jak ja jego. Było to niestety niemożliwe do wykonania. Uwierzyłam jednak, że siła mojej miłości jest tak duża, że może kogoś uleczyć i sprawić, że ktoś stanie się lepszym człowiekiem. Nic jednak bardziej mylnego. Nikt nie ma wpływu na innego człowieka i nie jest w stanie go zmienić, a tym bardziej naprawić. Nauczyłam się jednak kochać sama siebie i to mnie uleczyło. Dałam w końcu sobie to, czego nigdy nie mogłam dostać od innych.

Wiktoria Dróżka: Dziś prowadzisz dużego vloga „Sukanek”, który ma 576 tys. subskrypcji. Wydałaś właśnie książkę„Jak się nie zabić i nie zwariować”. Zakończyłaś terapię. Zdaje się, że odbudowałaś poczucie wartości. Czy dziś czujesz się uzdrowiona?

Justyna Suchanek: Nie wiem, co będzie jutro. Może wydarzy się coś, co ujawni kolejne moje mechanizmy z dzieciństwa i znowu będę potrzebowała terapii. Jestem już jednak na to przygotowana i dam sobie radę. Czuję się pełna. Czuję, że odzyskałam w końcu siebie i bardzo się z tego cieszę. Przez wiele lat byłam zagubiona, teraz wiem kim jestem i wiem czego chcę. Jestem sobą i chcę pomagać innym odnaleźć siebie. Chcę być tu dla nich, bo ja nie miałam nigdy takiego wsparcia, a tym bardziej w samej sobie. Teraz kocham się i stawiam zawsze na pierwszym miejscu. Jestem szczęśliwa i dumna z siebie. Chciałabym, żeby inni też mogli się tak czuć.

Justyna Suchanek, znana jako „Sukanek” – youtuberka, influencerka, montażystka i fotografka. W 2014 r. utworzyła kanał na YouTubie, na którym publikuje vlogi, autorskie charakteryzacje oraz teledyski. W swoim cyklu „Szczerze o…” często porusza kontrowersyjne tematy, takie jak depresja, samobójstwo czy autodestrukcja. Wydała właśnie książkę pt. „Jak się nie zabić i nie zwariować” (Burda Książki).