Zamknij

Porównujesz swoje dziecko z innymi? Zobacz, co to robi z jego życiem

22.01.2021 15:03
Wymagający rodzice: co robi to z psychiką dziecka?
fot. Shutterstock

„Czemu czwórka, a nie piątka? Mogłaś dać z siebie więcej” - takie komunikaty słyszy młodzież w swoich domach. Oceny, wyniki, studia, dobra praca – to „najważniejsze rzeczy” wielu rodziców. Kariera, nawet kosztem zdrowia. Do czego doprowadza z pozoru niewinna atmosfera rywalizacji i zestawień z innymi?

Przytoczę kilka zdań rodziców dzieci, leczących się na depresję: „Możesz więcej”, „Czemu się nie uczysz więcej”, „Julka dostała lepszą ocenę od ciebie?”, „Bartek wybrał prawo, a ty, na jakie studia pójdziesz?”, „Dlaczego inni ćwiczyli na treningu lepiej od ciebie?”. Spotykam rodziców, którzy zakładają, że porównywanie swojego dziecka z innymi wyzwala motywację. Uważają, że bycie w czymś NAJLEPSZYM to gwarancja sukcesu. W ten sposób dziecko zostają wciągnięte w wyścig szczurów, z którego trudno się wyrwać. Jeśli nawet po latach dojrzeje, że szczęście to nie tylko kariera i sukces zawodowy, nic już nie jest takie samo.

Starając się wzmocnić chęć walki u dzieci do bycia „naj”, doprowadza się do przymusu perfekcjonizmu, co może być tożsame ze stanem chorobowym. Osoba wyznacza sobie nierealistyczne cele i nie potrafi wybaczyć sobie najmniejszych błędów. W skrajnych przypadkach doprowadza to do depresji. Dlatego, jeśli rodzicom wydaje się, że doping „więcej, więcej” i porównywanie z innymi pomaga – to są w błędzie.

Do gabinetu psychologa przychodzą dzieci z bardzo dobrymi ocenami, osiągające świetne wyniki, „czerwony pasek”, wysoką średnią, piątki u najbardziej wymagających nauczycieli. A rodzic jednocześnie mówi: „rób jeszcze więcej i lepiej”, bez pochwalenia tego, co dziecko już osiąga. Wychowujemy pokolenie perfekcjonistów, które w ukryciu „tną się” i rozmyślają o samobójstwie. Przerażające jest to, że wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, jak ich słowa i gesty, wpływają na psychikę dzieci.

Niedocenione dziecko myśli, że wciąż nie jest wystarczająco dobre, że musi osiągać jeszcze więcej, bo dorosły wciąż jest nienasycony. Aż w końcu młody człowiek nie wytrzymuje napięcia i tnie się w samotności tam, gdzie nikt nie dostrzeże śladów. Dzieci mają jakieś powody, dla których to robią. Nie jest to przejawem złej woli, dlatego wszelkiego rodzaju ataki: „Co ty robisz!”, tylko napędzają kolejne próby autodestrukcyjne. Doprowadzając dziecko do zawstydzenia, rodzic potęguje ból i cierpienie.

Samookaleczenie się to wołanie o pomoc. Jest to sytuacja ogromnego napięcia wewnętrznego i bezsilności wobec emocji. W domach, w których o emocjach się nie rozmawia, ryzyko autodestrukcji jest bez wątpienia większe.

Katarzyna Miller, znana psycholożka, w różnych publikacjach zwraca uwagę na trudności w wyrażaniu lęku, złości, smutku w rodzinie, w szkole, w miejscu pracy. W jednej ze swoich najnowszych książek napisała: „Wstydzimy się pokazać, że się wstydzimy. Bardzo zresztą dojmująca przeżywamy wstyd. Dlaczego? Bo nas zawstydzano. Nasze wychowanie bazuje na zawstydzeniu i zastraszaniu, dlatego tak nie lubimy tych emocji. Tymczasem nawet psy się wstydzą. Psa można wyśmiać i on się czuje okropnie, schowa się w kąt, będzie miał smętną i niepewną minkę, przez jakiś czas nie będzie ci jadł z ręki. (…) Dlatego trzeba wiedzieć i pamiętać, że uczucie jest zawsze mniejsze od człowieka. Nawet jeśli czujesz, że ono cię zalewa, to możesz się do niego zdystansować. Na zasadzie: Mam uczucie, ale nie jestem nim”. Ważne jest, aby każde uczucie przeżyć”.

Jak zatem radzić sobie z poczuciem pustki, bezsilności, wstydu, złości? Co może pomóc w unikaniu samookaleczenia? W radzeniu sobie z autodestrukcyjnymi zachowaniami kluczowe jest znalezienie alternatywnych sposobów. Jednym z nich to pozwolenie sobie na płacz, który reguluje emocje, bez sprawiania sobie bólu fizycznego. To naturalny mechanizm radzenia sobie z trudnymi emocjami, takimi jak: złość, bezradność, osamotnienie, rozpacz. Nie jest prawdą, że płacz jest dla „słabych”. To czysto ludzka reakcja na stres, smutek.

Terapeuci behawioralni doradzają też techniki przejściowe, czyli branie do ręki rzeczy, które są czymś zastępczym, ale nie powodującym ran na ciele, np. kostki lodu, kamyka, kulki antystresowej.

Czasami złość jest tak duża, że musi mieć kanał ujścia w krzyku. Dziecko może wtedy wykrzyczeć to na podwórku lub do innego przedmiotu. Chodzi o to, aby nie zostało samo z tym uczuciem

Zachęcam też do nazywania tego, co się czuje. Niby prosta czynność, ale tylko z pozoru. Na ogół i dzieci, i dorośli, nawet jak są smutni, dla świętego spokoju mówią: „Wszystko ok”. Tymczasem, warto nauczyć się dokładnie opisywać, co się czuje. Często pod jednym uczuciem tak naprawdę ukrywają się kolejne. Nazwanie ich może sprawić, że pokusa zrobienia sobie krzywdy zmaleje.

Samookaleczenia wiąże się z chęci nadmiernej kontroli. Nie mogąc kontrolować ludzi wokół nas, a nawet własnych silnych uczuć, możemy skupić się na tym, że możemy kontrolować przynajmniej to jak i kiedy się tniemy. Możliwość odpuszczenia panowania nad emocjami, to odzyskanie wolności, co może przynieść ulgę. To informacja ważna dla dzieci i rodziców.