Zamknij

Pandemia jak maraton. Jak wytrzymać na ostatniej prostej? [Wywiad]

01.12.2020
Aktualizacja: 01.12.2020 09:20
Katarzyna Selwant
fot. Katarzyna Selwant

W pandemiczny maraton ruszyliśmy z marszu, bez treningu, bez przygotowania mentalnego. Jesteśmy potwornie zmęczeni, kończy się woda, ale meta majaczy już na horyzoncie. Jak przetrwać ten trudny czas - pytamy Katarzynę Selwant, psychologa olimpijskiego, autorkę książek, trzykrotną Mistrzynię Polski w curlingu.

Zakładając, że szczepionka na koronawirusa będzie w przyszłym roku, jesteśmy na ostatniej prostej. Jaki to etap w maratonie?

W maratonie na tym etapie często pojawia się tzw. ściana, to przeszkoda na ok. 35 km z 42 km. Sportowcom odcina mięśnie, organizm odmawia posłuszeństwa. Maratończyk przeważnie wtedy zwalnia, czasem nawet rezygnuje z udziału w biegu. Bywa tak, że zaczyna po prostu iść, musi się napić, zjeść batonik energetyczny, poradzić sobie z kolką, czy trochę się porozciągać i uspokoić myśli. Ciało daje znać, że ma dosyć. Sztywność mięśni, duża senność albo nadmierne pobudzenie, także reakcje nieadekwatne do sytuacji, takie jak napady śmiechu czy ogólna apatia - to sygnał, że trzeba zwolnić.

Zwolnić? Na końcówce? A może lepiej podkręcić tempo?

Myślę, że jako społeczeństwo nie damy rady nic podkręcić, czy przyspieszyć. Moja rada jest taka, żeby iść własnym rytmem. Nie jestem za zasadą: Padłeś - Powstań. Jestem za zasadą: Padłeś - Odpocznij.

Czytając przed naszą rozmową o maratonach, znalazłam kilka porad dla początkujących biegaczy. Pierwsza: biegnij swoje, nie patrz na innych. To chyba dobra rada? Niektórzy lepiej od nas radzą sobie z pandemią, grają w gry planszowe z dziećmi, podczas gdy my trzaskamy drzwiami, co wywołuje w nas frustrację.

Pierwszy człon jest prawidłowy. Skoncentruj się na sobie. Jednak porównania z innymi podkopują poczucie własnej skuteczności. Tylko porównania samego ze sobą będą ciągnęły naszą pewność siebie w górę. Natomiast jeśli będziemy myśleć o tym, czego nie robić, to mózg będzie się na tym koncentrował. Powinniśmy myśleć o tym, co robić. Jeśli moim celem jest nie zachorować, to mentalnie prawidłowo brzmi: pozostaję zdrowa.

"Nie myśl o tym, ile zostało ci do mety".

To znowu rada w stylu: "Nie myśl o dużym szarym słoniu". Generalnie myśl o tym co możesz zrobić w tym czasie. Załóżmy, że szczepionka nie dotrze. Albo termin dostawy będzie cały czas przesuwany. Dla wielu osób może to być bardzo trudne do zniesienia. Dlatego lepiej nie oczekiwać biernie, tylko aktywnie. Zastanów się, co ci daje te kilka miesięcy i jak je możesz jeszcze wykorzystać. Przed wakacjami mieliśmy duże spotkanie w gronie psychologów sportu. Doszliśmy do wniosku, że teraz najważniejsze są cele krótkoterminowe. Takie na około dwa tygodnie.

Sportowcy długo przygotowują się do maratonu, zarówno fizycznie jak i psychicznie. W pandemiczny maraton musieliśmy ruszyć z marszu.

Nie byliśmy przygotowani na tę sytuację, ale w to było marcu. Teraz, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, mamy już pewne doświadczenia z wiosny i niektóre rozwiązania jest nam łatwiej wprowadzić w życie. To tak jakbyśmy jeden maraton już przebiegli. Albo przynajmniej wzięli w nim udział, jako kibice. To dlatego młodych, niedoświadczonych zawodników bierze się na igrzyska olimpijskie, aby właśnie zdobyli doświadczenie i „obyli się” na dużej imprezie.

Czyli nie łączyć tego w jeden koszmarny 2020? Podzielić w głowie na dwa okresy?

Nie łączyć, jeśli można - sporo osób miało przecież miłe wakacje. Wyciągać doświadczenie z tego, co już za nami i myśleć, jak tu przetrwać, a nawet rozkwitnąć z tym, co przed nami. Wiem, że to trudne do wyobrażenia, ale wiele osób widzi jednak sporo plusów obecnej sytuacji. Choć nie wszyscy oczywiście są takimi optymistami.

Ten rok możemy zapamiętać dobrze?

Mamy na to wpływ, jeśli dobrze wyznaczyliśmy sobie cele na wiosnę i od początku jesieni. Mówi się, że cel i motywacja to najlepsze małżeństwo, coś w tym jest. Jeśli mamy dobrze wyznaczony cel na dany czas, to i motywacja się znajdzie. Wtedy koniec końców będziemy zadowoleni. Tego sobie i wam życzę.

Na ostatniej prostej nietrudno o głupi błąd...

Tym razem odniosę się do nart. Z badań wynika, że najwięcej kontuzji zdarza się podczas ostatniego zjazdu na naszym wyjeździe narciarskim. Profesjonalni sportowcy koncentrują się do końca. Na łzy radości jest czas dopiero wtedy, gdy medal wisi na szyi.