Niepokojąca "zabawa" rodziców na Tik Toku. Internauci reagują

24.06.2020
Aktualizacja: 26.06.2020 14:27
Rodzice wymyślili "zabawę" na Tik Toku. Ośmieszają w niej swoje dzieci
fot. Screen/Facebook

Oblewanie małych dzieci wodą, niebezpieczne potrząsanie nimi, straszenie – to robią rodzice na Tik Toku, popularnej od niedawna mobilnej aplikacji internetowej. Jednych to śmieszny, ale sporą część szokuje. Na ten szokujący trend zareagował znany socjolog i Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę.

Ten tekst można by zacząć od pytania – czy chciałbyś, aby ktoś ciebie oblał  szklankę wody, wylał ją na głowę i wystraszył? A potem jeszcze obśmiał? Wyobraź sobie, że robi ci to bliska osoba? Brzmi brutalnie, ale dokładnie to samo robią rodzice swoim dzieciom na Tik Toku. Niestety, małe dzieci nie mogę udzielić odpowiedzi na te pytania, ale po ich reakcjach również widać, że to dla nich coś strasznego. Zobaczcie sami.

Nie poznałam osoby, która w szczerej rozmowie powiedziałaby, że to może być  miłe, zabawne i fajne. A jednak część rodziców chce iść z duchem czasu i na Tik Toku wyznacza sobie „challenge”, które ma podbić internet. Tym razem efekt był odwrotny, bo sprawa wywoła poruszenie wśród obserwujących, ale też ekspertów – psychologów, socjologów, pedagogów.

Ten rodzaj „zabawy”, czyli wylewanie na głowę dziecka wody, gdy ono tego nie widzi, jest obecnie trendem w Stanach Zjednoczonych, ale również wśród polskich użytkowników Tik Toka można zaobserwować podobne zachowania, np. szarpanie dziecka podczas dynamicznego tańca, rysowanie na buziach różnych wzorów, gdy śpi. Czy to nie przekroczenie granic drugiego człowieka? Najwyraźniej, bo mała dziecko potrzebuje bezpieczeństwa i poczucia, że jest chronione przez najbliższych. Ktoś powie – wygłupy, ale to zachowania, które wpływają na rozwój dziecka, szczególnie w tak wczesnej fazie życia jest bardzo wyczulone na bodźce z zewnątrz.

Czy ktoś kontroluje nagrania rodziców na Tik Toku?

Na opublikowanych nagraniach widać, że oblewane przez rodziców dzieci płaczą, wykrzywiają się, machają rączkami. Trudno to nazwać zabawą, ale dla rodziców, którzy to robią, jest to naprawdę zabawne. Na szczęście nie dla wszystkich.

Na jednej z grup facebookowych dotyczących rodzicielstwa znalazłam link do wspomnianych nagrań z Tik Toka i wypowiedzi dr Jakub Andrzejczak z UAM w Poznaniu, kierownik Zakładu Socjologii Edukacji. W komentarzach internauci mocno krytykują zachowanie.

Co za debilizm... Osoby, które powinny być dla tych dzieci największym wsparciem i "bezpieczną przystanią" straszą je i wystawiają na pośmiewisko po to, żeby być "fajnym". Nie wiem,kogo to bawi, a już w ogóle dziwią mnie te matki roześmiane z przerażenia własnego dziecka.

Ani to śmieszne, a mądre to już w ogóle. Smutne, że ludzie dla kilku lajków są gotowi ośmieszyć własne dziecko.

Wspomniany socjolog dr Jakub Andrzejczak pod umieszczonym filmem podzielił się swoimi obserwacjami.

"Prezentowane filmy to tylko kilka z setek, a może tysięcy takich filmów. I nie chodzi tu o poszczególne przypadki. Na świecie jest niezliczona liczba osób, które wyrządzają swoim dzieciom krzywdy o wiele większe, niż te, które możecie tu zobaczyć. Chodzi o to, że ktoś uznaje, że to modne, popularne, hajpowe, normalne ... Chodzi o to, że materiały te oglądają dzieci i młodzież. Chodzi o to, że w tym idiotycznym trendzie nie ma za grosz empatii, która stanowi jeden z fundamentów istnienia społeczeństw. TikTok nie reaguje na zgłoszenia, dlatego wystosowałem dziś w tej sprawie pismo do Komitetu Praw Dziecka ONZ".

Do sprawy odniosła się również Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która w swoim poście napisała: "Dziecko to nie zabawka! A polewanie twarzy dziecka z zaskoczenia wodą to nie zabawa, tylko doświadczenie, które w jego odczuciu może mieć charakter traumy. Zalanie buzi powodować może odruchowe wstrzymanie oddechu lub uczucie zachłystywania się. Pojawia się zaskoczenie, strach, a co za tym idzie wyrzut do organizmu hormonów związanych z przeżywaniem silnego stresu podobnym do tego, który jest związanym z zagrożeniem utraty życia". Dlaczego rodzice to robią?

A co wy myślicie o tej sprawie? Piszcie do nas: wiktoria.drozka@radiozet.pl