Agresja wśród młodych wywołana pandemią. „Dzieci biją i krzyczą, gdy są bezradne”

30.09.2020
Aktualizacja: 30.09.2020 18:45
Agresja wśród młodych wywołana pandemią. „Dzieci biją i krzyczą, gdy są bezradne”
fot. Shutterstock

W Zielonej Górze 17-latka atakuje nożem koleżanki w szkole. Dwie z poszkodowanych dziewcząt mają rany pleców, a jedna - rozcięty łuk brwiowy.  Skandale, które otwierają oczy dorosłych na rosnącą agresję wśród dzieci. Czy agresję wśród młodych ludzi mógł rozbudzić COVID-19? Co stało się z naszymi dziećmi w czasie pandemii?

  • Przyczyny narastania problemu to m.in. rozpad autorytetów: rodziców, szkoły, polityków, kościoła, jak również zmiana modelu rodziny.
  • Zmiana systemu wartości we współczesnym świecie spowodowało totalne zagubienie dzieci. Z pozoru niewinna rzecz doprowadza do eskalacji w nich agresji. Dodatkowo emocjonalne napięcia wśród dorosłych, powoduje więcej napięcia w dzieciach.

Agresja to złożony problem, zazwyczaj wpływa na nią bardzo dużo czynników. W obecnej  sytuacji możemy zakładać, że pandemia spowodowała jej  wzrost. Nagle rodziny zostały z problemami same – naruszone poczucie bezpieczeństwa, niepewność, utrata środków do życia i zamknięcie na kilku metrach kwadratowych to brzmi jak jeden wielki eksperyment.

– Przez wiele miesięcy dzieci siedziały w domu, zmieniła się forma szkolnictwa, ciężar opieki przeniósł się całkowicie na dom, w którym rodzice próbowali pracować. Wszystko stało się nagle. Zapewne trudno było im pracować i opiekować się dziećmi jednocześnie.  W związku z tym narastały różnego rodzaju emocje. Dorośli czuli się bezradni, sfrustrowani, przelęknieni, a teraz to wychodzi. Dzieci są odzwierciedleniem dorosłych. Jeżeli w nas samych jest dużo napięcia, to automatycznie występuje u dzieci – zauważa Karolina Jarmołowicz, psycholożka, psychoterapeutka z portalu znanylekarz.pl

Do wybuchów agresji dochodzi również z przyczyn biologicznych. Na etapie, gdy cała gospodarka hormonalna się zmienia, aktywność w szkole, kontakty rówieśnicze na żywo łagodzą napięcia. W czasie pandemii ich nie było. To kolejny czynnik, który mógł spowodować nasilenie wybuchów agresji. – Jeżeli dzieci przez pół roku spędziły w domu i nie miały możliwości rozładowania narastającego napięcia, chociażby w kontaktach z rówieśnikami, to siłą rzeczy przestały mieć kontrolę nad tym, co dzieje się wewnątrz nich. My – dorośli trochę lepiej radzimy sobie z regulacją emocji, bo mamy już narzędzia, one niestety ich jeszcze nie mają  – wyjaśnia Karolina Jarmołowicz.

Młodym zaczyna też brakować autorytetów, rozpadają się jak domek z kart. Trudno jest im znaleźć właściwy obraz w domu, szkole, kościele, polityce. Pytanie, które dzisiaj stawia sobie młody człowiek to – gdzie mam szukać wzorca? – często pozostaje bez odpowiedzi.

Trudna sytuacja społeczna, atmosfera rywalizacji uczy młodych ludzi jednego – trzeba walczyć i pokonywać słabszych. Nastawienie "Po trupach do celu" pozostawia po drodze ofiary. Przyzwolenie na ocenianie, etykietowanie to domena dorosłych, czego w szybki sposób uczą się dzieci. COVID-19 tak naprawdę obnażył, co było jądrem problemu społecznego – powszechna niezgoda.

– Według mnie z pandemią i sytuacją niepewności zdecydowanie najlepiej poradziły sobie państwa, gdzie występuje poczucie bezpieczeństwa, komunikacja bez przemocy i jasne prawa, budowane przez lata. Polskę COVID zastał w bardzo trudnym momencie, gdy niezgody i frustracji było już bardzo dużo, nie tylko w domach, ale również poza nim. Niejasność, wojny i tarcia na wielu polach. Młodzi ludzi, startując w dorosłe życie, mają i tak bardzo wysoki poziom lęku, a teraz jeszcze doszedł lockdown i zmiany – zauważa terapeutka.

Nie mając wsparcia u dorosłych, zaczynają krzyczeć, kopać tak naprawdę z bezsilności. Podkreślmy – dzieci krzyczą i biją, gdy są niezauważane. Agresja może w dziecku rosnąć od urodzenia. Bardzo często wpływa na to wiele czynników, np. niegotowość na macierzyństwo, zachwiane potrzeby. Dzieci są odzwierciedleniem naszych problemów.

W Zielonej Górze sprawcą przemocy była dziewczyna. Czy to przypadek? Czy przemoc ma płeć? Niekoniecznie. Zmieniła się raczej forma wyrażania emocji, w tym agresji. Dziewczynki, podobnie jak dorosłe kobiety zaczęły inaczej wyrażać coś, co od dawna czuły – bezradność i niesprawiedliwość. Terapeutka zwraca uwagę również na to, że w przeszłości dziewczynki miały być grzeczne i to objawiało się to tym, że niepozwalana im krzyczeć. Natomiast na scenie społecznej, politycznej obecnie widzą coś innego. Kobiety walczą o prawa, o równość płci, o zauważenie ich potrzeb. Dlaczego nastolatka ma nie zabijać, jeżeli bezkarnie można bić słabszych? Przyzwalanie na to powoduje, że młodzież zaczyna myśleć, że agresja jest formą komunikacji. 17-latka w tym wypadku wcale nie jest winna. Winni jesteśmy my-dorośli. Kto ją tego nauczył? – pyta.

Czy 17-latka, która wybiega z nożem do koleżanek w szkole, ma szansę na zmianę? Czy wzburzona agresja może opaść? Czy jest szansa na powrót do normy? W świecie pandemii nic nie jest pewne, ale czasami kryzys rodzi szansę na zmianę na lepsze. Modelowanie złych wzorców, wszechobecna znieczulica, tendencja do ocen, rywalizacji wśród dorosłych nie daje zbyt dużo nadziei. Nagle w tym wszystkim cały system zaczął źle działać. I może to dobrze, bo należy zacząć wszystko od nowa. – Każdy ma szansę na zmianę. Wszystko zależy od tego, jakie wspomniana 17-latka ma zasoby i możliwości – zauważa nastolatka. 

Wentyl napięcie – emocje, kiedyś muszą znaleźć ujście 

Kluczowe jest to, aby nauczyć młode pokolenie, aby agresja nie obróciła się przeciwko nim. Jeżeli mamy dobre mechanizmy radzenia sobie z emocjami trudnymi, mamy  odkryty emocjonalny wentyl bezpieczeństwa, sprawa staje się prostsza. Jeśli jest on zablokowany i niedostępny, emocje rządzą młodym człowiekiem same. I wtedy atak z nożem w ręku to coś, co dzieje się poza jej/jego kontrolą.