Zamknij

Pacjenci leżą we własnych odchodach. Psycholog: „nie możemy na to pozwolić”

24.11.2020 13:24
Koronawirus:
fot. Shutterstock

W ubiegłym tygodniu mogliśmy zobaczyć, szokujące nagranie ze szpitala przy ulicy Szwajcarskiej w Poznaniu. W reportażu „Uwagi TVN” nagrano pacjentów w ciężkim stanie, pozostawionych bez opieki na całą noc. Materiał zszokował każdego, kto go widział.

Przyznam, że nagranie mną wstrząsnęło, choć odbywałam staże w szpitalu, odwiedzałam swoich bliskich, którzy w nim umierali. Szpital jest dla mnie miejscem wielu emocji, ale też refleksji o życiu, śmierci i empatii.

Powracając do reportażu. Zastanowiło mnie, że m.in. że do takiej sytuacji dochodzi w dużym, miejskim szpitalu w Poznaniu –  co więc dzieje się w szpitalach powiatowych, gdzie szpitale są  uboższe, mniej jest też personelu, a starszych, schorowanych osób przybywa. Demencja, choroby przewlekłe, odziały geriatryczne to tematy, których próbujemy unikać, ale każdego nas to czeka i od tego w ogóle należy zacząć.

Szpital to miejsce, które jest lekcją pokory i nie wszyscy są w stanie taką lekcję przejść. Tak, jak opiekowanie się chorymi dziećmi, tak też opiekowanie się starszymi, umierającymi ludźmi, to zadanie dla nielicznych. Do takiej roli nie można zmusić. Każdy ma prawo powiedzieć – przerasta mnie to, ale nikt nie ma prawa być w tym zawodzie i dokonywać zaniedbań.

Myślę, że w każdej sytuacji, również w tej – wyjątkowo delikatnej, zarówno etycznie, jak i społecznie, należy dać możliwość wypowiedzenia się personelowi medycznemu, bo ta historia jest przede wszystkim o nich.  

Kilka dni temu do sprawy odniosła się pielęgniarka z poznańskiego szpitala, Magdalena Cyprysiak, która od 17 lat pracuje w zawodzie.  Obecnie służy pacjentom zakażonym koronawirusem w szpitalu przy ulicy Szwajcarskiej w Poznaniu.

– Chcę Wam przedstawić, jak wygląda praca pielęgniarki w szpitalu, bo na pewno nie tak, jak w serialach – pisze. Kobieta odnosi się do materiału nagranego w szpitalu przez "otyłego pana w okularach" (to jego nagrania posłużyły za podstawę do przygotowania reportażu dziennikarzom Uwagi TVN). – Na filmie słyszymy starszą panią krzyczącą "Ratunku, pomocy". Dla nas to nic nowego czy wyjątkowego. Pacjent z demencją czy innymi zaburzeniami poznawczymi, potrafi krzyczeć różne rzeczy przez 12 godzin bez przerwy, a gdy podchodzimy "Pani Halinko, co się dzieje, dlaczego pani tak krzyczy?", pani Halinka odpowiada "Ale ja? Ja nic nie mówiłam". "Pani Halinko, dlaczego pani uderza basenem w drzwi?". "Ale ja? Ja nawet nie mam basenu" – napisała w poście.

– Opiekowałam się pacjentami, którzy wołali pić po wypiciu 2 litrów wody czy panem, który przez 8 godzin tresował i krzyczał na swojego psa, mieszkającego pod jego łóżkiem. Czy panem, który szczegółowo przez kilka godzin dziennie przeprowadzał świniobicie i robił szynki czy kiełbaski, krzycząc na swoich pracowników. Gdyby to nagrał „otyły pan w okularach”, to byłby świetny materiał dla UWAGI – zaznacza, ironizując.

–  Na filmie widzimy starszego Pana, leżącego na podłodze. Dla nas, pielęgniarek, to nic szokującego. Wie to każdy, kto opiekował się pacjentami starszymi demencyjnymi. Opiekowałam się pacjentką, która, po naszym wyjściu ze strefy brudnej, potrafiła w 3 minuty wyjść z łóżka i położyć się na podłodze, przeturlać do sali obok, po drodze zakładając sobie jeszcze kosz na śmieci na głowę i dalej poturlać się pod łóżko pani Zosi, która to zaczęła wołać "Ratunku, pomocy". Gdyby to nagrał „otyły pan w okularach”, to byłby świetny materiał dla UWAGI. Tylko szkoda, że pan nie nagrał, jak pielęgniarki tego pana wkładały z powrotem do łóżka – dodaje.

W dalszej części wpisu możemy przeczytać: – W filmie słyszymy, że pacjenci leżą we własnych odchodach. Opiekowałam się panem Heniem: umyty, przebrany, nakarmiony, ogolony zostawiony w łóżku. Po 10 minutach pan Henio oddał stolec, który po kilku minutach już był wszędzie: między palcami, między zębami pana Henia, we włosach i na stopach, a także na aparaturze monitorującej. Proszę mi wierzyć, chorzy, w ciągu kilku minut ze stolcem, potrafią zrobić wiele, nawet pączki na stoliczku. Gdyby to nagrał „otyły pan w okularach”, to byłby świetny materiał dla UWAGI. Tylko szkoda, że pan nie nagrał, jak pielęgniarki, tych zanieczyszczonych pacjentów, później myją.

–  Pracuje w zawodzie już trochę i widziałam już wiele, a każda taka scena nagrana i wyjęta z kontekstu, niemająca ciągu dalszego, jest szkalująca i nierzetelna. Jest nas zbyt mało, nie sklonujemy się, nie możemy być jednocześnie przy kilku chorych. Dosadne???? Bezpośrednie??? Niesmaczne??? Szokujące??? Sorry, taka jest moja praca. Jestem pielęgniarką. Po tylu latach nadal mogę patrzeć w lustro – dodaje na koniec.

Niemniej jednak sytuacji, w której osoba chora zostaje pozostawiona sama sobie, a personel medyczny pozostaje obojętny, jest do  przyjęcia. Są zawody, które wymagają  powołania. Choć jest to czasami heroiczna walka, trudno pozwolić sobie tu na zaniedbania. Myślę, że szczególnie w takich zawodach, jak pielęgniarka lub sanitariusz, należy spytać siebie: „czy jestem w stanie to robić?”, zanim zdecyduje się na taką drogę.

Sama mam różne spostrzeżenia i doświadczania z życia szpitalnego. Poznałam pielęgniarki na oddziałach onkologicznych, które, mimo stykania się z pacjentami śmiertelnie chorymi, dawały z siebie bardzo dużo – a przede wszystkim uśmiech, ciepło i empatię. Niestety, mam też doświadczenie z drugiego końca, gdy pielęgniarki krzywiły się, gdy rodzina prosiła o zmoczenie wodą, na nocnym dyżurze, ust umierającej kobiecie. Nie mówiąc już o zmianie pampersa. Myślę, że tu chodzi o bycie wystarczająco dobrym. Nie mówimy o perfekcjonizmie i ideałach, ale o staraniach i elementarnej empatii.

W wypowiedziach pielęgniarki są pokazane oczekiwane reakcje, zgodnie z procedurą. Natomiast, czy my sami jako pacjenci, czy rodziny pacjentów, doświadczamy właśnie takiego zachowania ze strony personelu medycznego? Możemy mieć czasami wątpliwości. 

Myślę, że rodziny i pacjenci oczekują od lekarzy i pielęgniarki przede wszystkim empatii i zrozumienia, które muszą towarzyszyć skutecznemu leczeniu.