Koronawirus niszczy plany weselne. To próba dla wielu par

24.03.2020
Aktualizacja: 24.03.2020 16:30
Koronawirus a odwołany ślub i wesele.
fot. Shutterstock

Koronawirus komplikuje życie każdemu z nas, również parom, które od kilku miesięcy planują wesele. Zamiast radości i ekscytacji, czują niepokój, bo coraz trudniej im uwierzyć, że uroczystość nie odbędzie się w zaplanowanym terminie. Co robić w tej sytuacji - odwołać gości, przełożyć termin, przeorganizować wszystkie plany? Wiele spraw wymagają nowych decyzji. Jak poradzić sobie z tą sytuacją, wyjaśnia terapeutka i psycholożka Katarzyna Kucewicz. 

Wiktoria Dróżka: Z powodu koronawirusa wiele par musi odwołać wesele, które było przez nich planowane niekiedy od dwóch lat. Czy to może negatywnie wpłynąć na ich relację, wywołać kryzys?

Katarzyna Kucewicz: Mam wrażenie, że ta frustracja związana z odwoływaniem imprez pojawiła się na początku epidemii, ponieważ gros osób nie podchodziło do sprawy poważnie. Słychać było głosy, że rząd przesadza, że przecież to inna odmiana grypy, więc czemu nagle nasze życie ma odwrócić się do góry nogami. Dzisiaj już zaczynamy mierzyć się z faktem, że sytuacja robi się naprawdę poważna. Dość dynamicznie zaczynają się nam zmieniać priorytety. Myślę, że na ten moment tylko garstka par naprawdę rozpacza z powodu odwołania ślubu. Skupiamy się na tym, jak przetrwać w kryzysie.

Wiktoria Dróżka: Widzę u tych par frustrację, ogromny smutek, szczególnie u pań. Jak oboje mogą sobie z taką trudnością poradzić?

Katarzyna Kucewicz: Tak, są osoby, które całą swoją energię przez ostatnie miesiące wkładały w przygotowania ślubne, często płacąc za to, duże pieniądze. I takim osobom może być trudno odżałować wesele, zwłaszcza jeśli mają osobowość autorytarną, która nie lubi konfrontować się z przeciwnościami losu. Albo osobowość jeszcze niedojrzałą - takie osoby się złoszczą, frustrują, usiłują przeforsować swoje pomysły, choćby kosztem bezpieczeństwa. Są też osoby, które przyjmują to, co się stało, ale jednak jest im po prostu przykro, żal. Ja jako terapeutka rozumiem tę przykrość i myślę, że każda osoba, która ma w sobie irytację, ma prawo się wygadać, wypłakać, wykrzyczeć, a nawet ma prawo chodzić przez kilka tygodni posępna i markotna. Wściekać się na koronawirusa. Wszyscy na niego jesteśmy wściekli. Popsuł różne plany - większości z nas. Ale to siła wyższa, wobec której każdy człowiek, nawet milioner z pałacu jest mały i bezbronny. Ja swoim pacjentom zalecam pokorę wobec natury. Przyjęcie tego, co nam daje natura- ale rozsądne. Czyli traktujące bezpieczeństwo priorytetowo.

Przeczytaj: Boisz się koronawirusa? Psycholog odpowiada, dlaczego tak jest

Wiktoria Dróżka: Co w tej sytuacji jest najtrudniejsze?

Katarzyna Kucewicz: Najtrudniejsze jest to, że wirusa da się tylko po części skontrolować, co oznacza w przypadku ślubu, że nie wiemy tak naprawdę na, kiedy przekładamy ceremonię. Za miesiąc, za pół roku, a może dopiero na przyszłe wakacje? Ta niepewność wywołuje lęk, który często zamieniamy na złość- i zaczyna się awantura- oczywiście z bogu ducha winnym partnerem. Jestem przekonana, że u wielu par pojawiło się w rozmowie takie zdanie „a mówiłam, weźmy ślub wcześniej!”. Gros związków kłoci się ping-pongowo, szukając w partnerze całej lub częściowej odpowiedzialności za problem. I pojawiają się co rusz wypominki „a jakbyśmy wcześniej”, „a gdybyśmy inaczej”. To bez sensu.

Wiktoria Dróżka: Jak rozmawiać z tymi parami?

Katarzyna Kucewicz: Jako terapeuta zawsze proszę, by nie lokować w partnerze odpowiedzialności za zło tego świata, by nie zarzucać go pretensjami, o coś na co on nie ma wpływu. Kluczowe dla związków dzisiaj jest porozumienie i szanowanie siebie. Dla wielu par kwarantanna to czas próby. Gros związków w moim poczuciu rozpadnie się po tych tygodniach spędzonych we wspólnej izolacji. Przetrwają te osoby, które szanują odmienność partnerską, które cenią płaszczyznę my bardziej niż płaszczyznę ja/moje.

Wiktoria Dróżka: Jak odpędzić złe myśli? Jak radzić sobie w tych chwilach z emocjami?

Katarzyna Kucewicz: Przestrzegam przed tym, by się nadmiernie skupiać nad tym odwołanym ślubem. Los jest nieprzewidywalny, a życie nam pisze scenariusze, o których nawet się nie śniło. Ślub to nie jest przelot komety, że oto raz na milion lat mamy okazję zobaczyć błyszczącą gwiazdę. Po epidemii wszystko da się rozplanować od nowa, wrócić do tematu. Lepiej skupić się na tym, co jest naprawdę istotne w tych szczególnych chwilach - w dbaniu o bezpieczeństwo, pomocy słabszym. Dobrze jest zagospodarować czas kwarantanny tak, by było to ubogacające doświadczenie, a nie tylko traumatyzujące.

Wiktoria Dróżka: Jakie rozwiązanie w tej sytuacji jest dobre – skromny ślub we dwoje, przesunięcie terminów, odwołanie wszystkiego?

Katarzyna Kucewicz: Myślę, że rozwiązania zależą od pary. Nie ma tu dobrego, uniwersalnego wyjścia dla wszystkich.

Wiktoria Dróżka: Czy mimo wszystko, może to być dla par cenny czas?

Katarzyna Kucewicz: Sam czas kwarantanny będzie ciekawą próbą dla związku. Może parę wiele nauczyć. Niektórzy mówią, że ten czas skończy się dwojako albo falą rozwodów, albo baby boomem. Ja zachęcam, żeby potraktować go w sposób maksymalnie otwarty na partnera. Zachęcam, by przyjąć to jaki jest, jak przeżywa całą sytuację. Nie oceniać go, tylko ćwiczyć w sobie akceptację. Przy okazji warto zadać sobie pytanie w jaki sposób okazujemy sobie miłość. W kwarantannie to super widać. Dla jednych kocham cię, to będzie czuły gest, a dla drugich przywleczenie worka ryżu ze sklepu. Warto nauczyć się tego, kim jest nasz partner- tego, co mówi i co mówią jego gesty. Rzadko kiedy w normalnym życiu mamy taką okazję do przyglądania się sobie nawzajem. Nie zmarnujmy tego.