Znany psycholog pokazuje ciemną stronę empatii. Niszczy nasz mózg

02.10.2020
Aktualizacja: 02.10.2020 13:53
Empatia jest przereklamowana.
fot. Shutterstock

Odczuwanie emocji innych ludzi ma swoją ciemną stronę. W niektórych przypadkach może nawet prowadzić do okrucieństwa, agresji i cierpienia.

W miarę jak pandemia nas izoluje, zamyka na żywe kontakty międzyludzkie, a młodzież staje się coraz bardziej agresywna, w mediach społecznościowych zalewa nas hejt, sugestia, że empatia ma wady, wydaje się kontrowersyjna. Jednak wybitni  psycholodzy, chcą pokazać różnicę między ślepą empatią a współodczuwaniem. 

W ostatnich latach naukowcy odkryli, że empatia może być szkodliwa nie tylko dla nas samych, jak również dla innych. Chodzi o silną i niekontrolowaną empatię, która prowadzi do wyczerpania i apatii, uniemożliwiając pomaganie tym, którzy tego potrzebują. Więc jeśli nie empatia, co powinniśmy, zamiast tego czuć?

Jak rozumieć empatię?

Słowo empatia pochodzi od niemieckiego słowa „einfuhling”, które można ogólnie przetłumaczyć jako „uczucie do”. Ale jak opisuje to psycholog Judith Hall z Northeastern University w Scientific American, „empatia jest pojęciem z gruntu delikatnym”.

Niektórzy postrzegają empatię jako umiejętność czytania emocji osób lub po prostu poczucie więzi. Inni rozumieją ją jako bardziej moralną postawę wobec okazywania troski o innych. Okazuje się, że nie ma zgodności, co do rozumienia empatii, nawet w środowiskach naukowych. Pomimo tej zawiłości, większość ludzi postrzega empatię jako zrozumieniem tego, co przechodzą inni ludzie i troskę o nich.

Paul Bloom, wybitny psycholog z Yale University, definiuje empatię konkretnie jako akt wkroczenia do czyjegoś umysłu, aby doświadczyć jego uczuć. Według niego to niebezpieczne: „Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że doświadczanie czyjegoś bólu zmotywuje nas do opieki nad tą osobą i jej pomocy. Prowadzi to jednak do pewnych trudnych dylematów moralnych” – podkreśla.

Aby zilustrować, dlaczego empatia może być niebezpieczna, Paul Bloom opowiedział historię 10-letniej dziewczynki o imieniu Sheri Summers, która ma śmiertelną chorobę. Lekarze umieścili Sheri na liście oczekujących na zabieg, który złagodzi jej ból i potencjalnie przedłuży życie. Niestety, ta bardzo bystra i odważna dziewczyna dowiaduje się, że ma kilka tygodni lub miesięcy, zanim to się stanie.

Uczestnikom badania zadał pytania. Wyobraź sobie, jakie to uczucie - jak wpłynie to na życie Sheri? Co byś zrobił, gdybyś miał okazję wbić ją na szczyt listy? Kiedy  przedstawiono im (fikcyjną) historię Sheri, zachęcając ich do odczuwania wobec niej empatii, około trzy czwarte przesunęło ją na górę listy, aby wcześniej poddać się leczeniu. Jednak, jak zauważa Bloom, mogłoby to oznaczać, że każde inne dziecko, znajdujące się wyżej na liście, musiałoby czekać jeszcze dłużej, a wiele z nich mogłoby bardziej na to zasługiwać.

To jest przykład tego, co psychologowie nazywają „efektem możliwej do zidentyfikowania ofiary”. Ludzie są znacznie bardziej skłonni do otwierania swoich serc - lub portfeli - gdy widzę i znają osobę. 

Tzw. efekt możliwej do zidentyfikowania ofiary może pomóc wyjaśnić, dlaczego wiele osób pozostaje emocjonalnie odrętwiałych z powodu śmierci przez koronawirusa. Dla większości z nas najgorsze cierpienie pandemii pozostaje niezauważone. Naszą naturalną empatię wykazujemy tym, którzy są nam bliżsi i do nas podobni. 

Sprawdź to: Czy jesteś empatyczny? (QUIZ)

Empatia nie pomaga? 

Co robi z nami empatia? Pewną odpowiedź daje badanie przeprowadzone na studentach. Powiedziano im o innym studencie w sąsiednim pokoju, który walczył o pieniężną nagrodę w konkursie matematycznym. Studenci mieli okazję zmusić jego przeciwnika do zjedzenia rozpraszającego ostrego sosu przed zawodami. Ich empatia wzrosła, gdy dowiedzieli się, że kolega boryka się z problemami finansowymi. Byli skłonni do osłabiania przeciwnika podstępnymi sposobami, np. dając mu większej dawki ostrego sosu.

Ostatnim minusem empatii jest jej obezwładniający wpływ emocjonalny. Badania skanów mózgu przeprowadzone przez neurobiolog Tania Singer z Towarzystwa Maxa Plancka w Niemczech wykazały, że kiedy ludzie obserwowali ból innych, ich aktywność mózgu w obszarach związanych z bólem była częściowo odzwierciedlana. Może to być ewolucyjna adaptacja, która pomoże nam przewidzieć i uniknąć tego, jak ból wpłynie na nas.

„Chociaż dzielenie się szczęściem jest z pewnością bardzo przyjemnym stanem, dzielenie się cierpieniem może czasami być trudne” - podkreśla Olga Klimecki, neurobiolożka z Uniwersytetu Genewskiego. W najgorszym przypadku ludzie odczuwają „empatyczny niepokój”, który może stać się przeszkodą w działaniu.

Neurobiolodzy podkreślają – cierpienie prowadzi do apatii, wycofania i poczucia bezradności, to może być szkodliwe dla zdrowia. Badania sugerują, że powinniśmy zacząć wyraźniej rozróżniać empatię od współczucia. Jeśli w empatii chodzi o wejście w czyjeś buty, historię, współczucie jest uczuciem troski o  cierpienie, któremu towarzyszy motywacja do pomocy. Bycie współczującym nie oznacza, że musisz dzielić czyjeś uczucia. Chodzi bardziej o ideę okazywania życzliwości.

„To, że ludziom na czymś bardzo zależy, że są emocjonalnie poruszeni, nie wiąże się automatycznie z tym, że czynią dobrze”

Paul Bloom

Paul Bloom przytacza przykład dorosłego pocieszającego dziecko, które boi się małego, szczekającego psa. Dorosły nie musi odczuwać strachu dziecka, aby pomóc. Może wyrazić współczucie, chęć pozbycia się cierpienia, bez żadnego wspólnego doświadczenia czy empatycznego cierpienia.

Źródło: BBC