Zamknij

"Chłosta" – jedyny sposób na wychowanie ambitnych dzieci?

14.12.2020
Aktualizacja: 14.12.2020 11:31
Depresja szkolna: czym jest?
fot. Shutterstock

Moda na dodatkowe zajęcia dla dzieci trwa już jakiś czas i sama idea nie jest niczym złym. Żadne pokolenie wstecz nie miało w naszym kraju takiego dostępu do rozwoju indywidualnych umiejętności. Pytanie tylko, jakim kosztem. Powraca temat dziecko-projekt, który wciąż budzi sporo kontrowersji.

  • "Batożymy swoje dzieci, chłoszczemy dodatkowymi zajęciami". Wpis zwraca na problem wielu rodzin.
  • Wychowanie dziecka "projekt": zobacz, do czego może doprowadzić.
  • Depresja szkolna dzieci to często skutek wygórowanych oczekiwań otoczenia. 

Marzenia rodziców o  przyszłości swoich dzieci bywają nadmierne. Dorośli są w stanie harować od świtu do zmierzchu, by móc zapewnić kilkanaście godzin dodatkowych lekcji. Duża presja rodziców powoduje ogromny stres dzieci, który nierzadko kończy się na kozetce u psychologa. Po drodze rodzi się rozczarowanie, że dziecko może nie będzie lekarzem, muzykiem, architektem, bo bardzo często nikt nie spytał go – kim naprawdę chce być?

Moją uwagę przykuł post, który porusza ten temat.  Zaczyna się od mocnych słów:  Batożymy swoje dzieci, chłoszczemy dodatkowymi zajęciami. Jeszcze konie, szachy, basen, nauka szybkiego czytania, karate, joga, relaks u psychologa poznawczego, przeplatane chemią analityczną, fizyką fazy skondensowanej, biologią molekularną, ekonomią chińskiego AliExpress. Gdy dziecko złapie na chwilę oddech, fundujemy mu język angielski dla biznesu przemysłu naftowego. To wszystko okraszane zajęciami motywującymi, jak w sieci sprzedaży bezpośredniej.

To nie jest zmyślona historia. Rodzice potrafią wkurzać się na dziecko, że, między szkoła a zajęciami dodatkowymi,  usiądzie w salonie na kanapie i nic nie robi, jakby lekcje dodatkowe były samą przyjemnością, która nie wymaga wysiłku. Myślę, że jesteśmy głusi nie tylko na własne zmęczenie, ale właśnie też na przemęczenie swoich dzieci. Jesteśmy zdecydowanie pokoleniem dążącym do perfekcji, olbrzymim kosztem – zdrowia psychicznego.

Autor wpisu – Maciej Sitburski korepetytorów porównuje do dilerów współczesnych czasów.  – Jesteśmy głusi na wycie tych samotnych przemęczonych dzieci, które chciałyby już tylko pobujać się na trzepaku i polizać lizaka. Ulotki korepetytorów porównuję do ulotek dilerów proponujących „ekstazy –  zakres podstawowy” i heroinę zakres rozszerzony dostępną po 18:00. Bieżące dopalacze dostosowane do indywidualnych potrzeb. Rodzice to wytrzymają. Nauczyciele/korepetytorzy wytrzymają. Czy wytrzymają to szalone tempo uczniowie?

Jest jeszcze coś – depresja szkolna.  Z badań wynika, że depresja występuje u około 20% populacji, a nawet 65% nastolatków, z czego 25% z nich wymaga leczenia. Trzy główne czynniki stresowe, które są wskazywane przez młodzież to właśnie szkoła, matura i przyszłość. Często jest tak, że gdy dziecko przychodzi do gabinetu psychiatry i terapeuty, ma już nasilone myśli samobójcze, które są w jego głowie od kilku miesięcy, a czasami nawet od lat. Rodzice rzadko są tego  świadomi. Z różnych powodów trudno im połączyć trudności w szkole z kryzysem psychicznym. Nierzadko sami cierpią na depresję kliniczną.

Są też inni rodzice. Ci błagają, aby poturbowane dziecko wstało rano do szkoły, aby jeszcze wytrzymało kolejny dzień, kolejny tydzień, jeszcze kilka miesięcy do końca roku szkolnego. Mówią do swego dziecka, jeszcze trochę, byle do matury. Będzie ci trudno bez niej. Spróbuj jeszcze troszeczkę. A widzą, swe dziecko przemęczone, z depresją szkolną, które widzi samo absurd szkoły i rozsądne argumenty rodzica do niego nie trafiają.

Post wywołał bardzo duże zainteresowanie internautów, co pokazuje, jak bardzo aktualny jest ten problem. W komentarzach pada wiele opinii, jak pokierować dziecko, by z jednej strony odkrywało pasje, a z drugiej by nie było to kosztem ich życia. Jedna z osób pisze tak: Jakim to trzeba być niedojrzałym egoistą, aby swoje niespełnione marzenia i chore ambicje lokować w dziecku, zamiast zachęcać do poznawania świata. Zachęcać, nie katować na siłę, żeby było kimś, kim nie chce być. Spróbował tego i tamtego nie lubi, ok, zostawiamy, idziemy dalej. Ja mojemu dziecku powtarzam, że życiu ważne jest, żeby robić to co się naprawdę lubi i byle wystarczyło na chleb. Nikt nie przeżyje twojego życia za ciebie. Nikt nie będzie szczęśliwy za ciebie.

Jaka jest recepta? Myślę, że niezwykle cenne jest danie dziecku możliwości odkrywania swoich zdolności, ale z przestrzenią na oddech, odpoczynek, błędy. W poszukiwaniu talentów nie działa zmuszanie i krytyka. Jeżeli dziecko coś pokocha, będzie samo starało się pokonać swoje ograniczenia, ale nie można wywoływać presji. To daje odwrotny skutek.