Słabsza płeć? Niekoniecznie... Dlaczego kobiety żyją dłużej niż mężczyźni?

08.03.2018 20:10

Żyją dłużej, są zdrowsze, bardziej dbają o swój organizm. Panie wyprzedzają panów nie tylko, jeśli chodzi o urodę. W ewolucyjnej walce płci największy wpływ na zdeklasowanie mężczyzn pod względem długości życia w ostatnim stuleciu miało jednak to, że... przestały rodzić liczne potomstwo!

Sła fot. Shutterstock

Choć dziś wydaje się oczywiste, że to kobiety żyją dłużej niż mężczyźni (wg WHO średnio o 5 lat, w Polsce - 9), to jeszcze całkiem niedawno było na odwrót. Mimo że panowie od zawsze częściej ginęli przedwcześnie podczas wojen, bitew i wszelkiego rodzaju działań militarnych, to aż do XIX wieku Europejczycy średnio o 2 lata wyprzedzali panie pod względem długości życia.

Wszystko zmieniło się dopiero w XX wieku, po dwóch wojnach światowych. Wcale nie wiązało się to wyłącznie z ofiarami wojennymi. Trudna rzeczywistość wpłynęła m.in. na to, że kobiety zaczęły wtedy rodzić aż o połowę mniej dzieci w porównaniu do poprzedniego stulecia. XIX-wieczne damy miały zwykle ośmioro dzieci, prawie 100 lat później już tylko czwórkę a potem liczba ich potomstwa stale się zmniejszała.

Mniej dzieci — dłuższe życie?

Według naukowców z Finlandii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych na zmianę długości życia pomiędzy płciami największy wpływ miało to, kto ponosił tzw. koszty reprodukcyjne. Udowodniono, że kobiety rodzące po 15 dzieci żyły przeciętnie o około 6 lat krócej niż inne matki (z mniejszą liczbą potomstwa). W przypadku panów ani sam fakt posiadania dzieci, ani to jak wiele ich płodzili (i w jakim okresie historycznym) nie miał większego wpływu na długość ich życia. Z biologicznego punktu widzenia mniejsza liczba ciąż wpłynęła natomiast pozytywnie na długość życia kobiet, dając im szansę na to, by szybciej dochodzić do siebie po urodzeniu mniej licznego potomstwa. Wielodzietność wbrew pozorom wcale nie sprzyjała długowieczności kobiet. Zwłaszcza, kiedy dostęp do opieki medycznej był ograniczony, można było umrzeć przy porodzie a nawet zwykła infekcja mogła być śmiertelnie niebezpieczna.

Dziś, w epoce (mniej lub bardziej) powszechnego dostępu do antykoncepcji i zmiany sytuacji zawodowej kobiet, sam fakt zachodzenia w ciążę oceniany jest jako pozytywny dla długości życia pań. Kobiety rodzą jednak zdecydowanie mniej potomstwa niż w przeszłości. Później też decydują się na założenie rodziny. Dłużej studiują i w młodości częściej poświęcają się rozwijaniem swojej pozycji na rynku pracy. Burza hormonalna, którą przechodzą w stanie błogosławionym a także związana z tym możliwość karmienia piersią (chroni m.in. przed nowotworami), sprzyja jednak długowieczności. 

Wszystko przez hormony?

Żeńskie hormony zresztą mają spory wpływ na płeć piękną już od momentu narodzin. Podejrzewa się, że to właśnie im dziewczynki zawdzięczają to, że w okresie niemowlęcym rzadziej zapadają na poważne choroby (śmiertelność wśród chłopców jest w pierwszych latach życia wyższa niż w przypadku ich rówieśniczek).

Płcią piękną rządzą m.in. estrogeny, które mają dobroczynny wpływ na układ sercowo-naczyniowy i nie pozostają obojętne na funkcjonowanie np. tarczycy. Dopiero kiedy ich działanie słabnie (w okresie menopauzy) zaczynają mieć problemy z chorobami serca lub ich system odporności, na który wcześniej pozytywnie działały estrogeny, zaczyna atakować tarczycę.

W przeciwieństwie do mężczyzn kobiety posiadają też znacznie niższy poziom testosteronu, dzięki czemu według naukowców z Uniwersytetu Stanforda są bardziej odporne na choroby wirusowe, bakteryjne, grzybicze i pasożytnicze. U panów hormon ten odgrywa znacznie większą rolę, przez co nie tylko są bardziej skłonni do ryzykownych zachowań (częściej targają się na własne życie, popełniają samobójstwa, prowadzą niehigieniczny tryb życia czy giną podczas uprawiania ekstremalnych sportów), ale także dużo ciężej znoszą infekcje. Czy to właśnie dlatego, gdy mężczyzna choruje staje się bardziej nieznośny niż niemowlę? 

Słabsze fizycznie, ale silniejsze psychicznie

Zrzut ekranu 2018-03-08 o 19.57.41
fot. Shutterstock

Nie bez znaczenia dla różnic w długości życia pomiędzy różnymi płciami mają też kwestie związane z naszą psychiką. Matka Natura (omen nomen też kobieta) wyposażyła płeć piękną w cechy, które już na etapie ewolucji pozwoliły uodpornić się na problemy, które dla wielu mężczyzn wydają się nie do pokonania. Przyroda lubi paradoksy i to, co przez długie wieki przyczyniało się do skracania długości życia kobiet, czyli rodzenie licznego potomstwa, wbrew pozorom dało im większą zdolność przetrwania. Atawistyczna potrzeba ochrony dzieci i zapewnienia im odpowiednich warunków do przeżycia dała im szansę na to, by wykształcić umiejętność budowania silnych więzi społecznych, lepiej wyrażać emocje (np. poprzez płacz) i budować relacje, dzięki którym udawało się im przetrwać w trudnych sytuacjach.

Mężczyźni natomiast od zarania dziejów byli uczeni zachowań konfrontacyjnych. Okazywanie emocji postrzegali jako "niemęskie", dlatego zamiast próbować się z kimś porozumieć i nauczyć się mówić o tym, co ich porusza, rozwiązywali swoje problemy na polu walki. Autodestrukcyjne zachowania nie pozostały bez wpływu na długość ich życia i do dziś skłonność ta jest jednym z czynników, przez które mężczyźni umierają szybciej niż kobiety. Nie dość, że częściej w afekcie pozwalają sobie na niedozwolone zachowania, to na dodatek nie wahają się popełnić samobójstwo. Niestety nawet w przyrodzie słabsze jednostki zwykle same się eliminują. Nie bez powodu Matka Natura jest przecież kobietą... 

źródło: Journal of Public Health/biotechnologia.pl

_____

zdrowie.radiozet.pl/π

Oceń