Zamknij

Znoszenie obostrzeń w Polsce. Czy to koniec pandemii? Odpowiada prof. Gut

24.03.2022
Aktualizacja: 25.03.2022 14:40

Czy zniesienie obostrzeń w Polsce oznacza, że koronawirus już nam nie grozi? Czy nadal powinniśmy stosować się do zaleceń sanitarnych, takich jak dystans i mycie rąk? Odpowiada prof. Włodzimierz Gut, wirusolog. 

Znoszenie obostrzeń w Polsce. Czy to koniec pandemii?
fot. Shutterstock

Obostrzenia epidemiczne w znacznym stopniu nie były u nas przestrzegane, więc ich zniesienie lub utrzymanie nie ma zatem większego znaczenia – uważa prof. Włodzimierz Gut, wirusolog, i dodaje, że znaczenie ma zachowanie ludzi, bo to od nich zależy, czy wirus trafi do ich organizmu, czy nie.

To nie wirus jest groźny, to ludzkie zachowania

– Zakaźność danego wariantu zależy od zachowania ludzi. Wirus sam w sobie to martwa cząsteczka, nie może być bardziej zakaźna lub mniej, dopóki nie trafi do organizmu. To zachowania ludzi są mniej lub bardziej zakaźne. Decyduje zatem odpowiedni dystans i izolacja. Bo wariant wirusa jest zakaźny, gdy ludzie postępują niezgodnie z regułami – uważa ekspert i dodaje: – Szczepionka przeciwko COVID-19 nie chroni przed zakażeniem, ona jedynie przygotowuje organizm na ewentualne zakażenie. Przed zakażeniem chroni tylko ściana.

W ten sposób prof. Włodzimierz Gut odniósł się do planów rządowych dotyczących zniesienia obowiązku noszenia maseczki w pomieszczeniach zamkniętych. Czy rzeczywiście koronawirus SARS-CoV-2 i wywoływana przez niego choroba już nam nie grozi? Wiele osób bagatelizuje COVID-19, traktuje je jak zwykłe przeziębienie lub grypę.

– Wiele osób nie widzi różnicy pomiędzy tymi chorobami, wydaje się im, że jest to grypa. A wirus grypy jest całkowicie innym patogenem niż SARS-CoV-2. Podstawowy błąd, jaki robią te osoby, polega na tym, że nie rozumieją, że nie sama choroba jest najgorsza, lecz dużo gorsze są jej konsekwencje – tłumaczy ekspert i dodaje: – W przypadku SARS odlegle powikłania występowały nawet w ciągu trzech lat od zachorowania. Ale na tę chorobę zachorowało jedynie 8 tys. ludzi na świecie. A na COVID-19 kilkaset milionów ludzi (Do 23 marca koronawirusem SARS-CoV-2 – według danych Our World in Data – zakażonych zostało ponad 427 mln osób na całym świecie. Przy czym te dane mogą być znacznie niedoszacowane – dopisek redakcji).

Czy to koniec pandemii?

Czy zniesienie obostrzeń oznacza koniec pandemii koronawirusa? Czy ten patogen już nam nie zagraża?

Zdaniem eksperta niestety nie. Przebieg pandemii w Polsce będzie podobny jak w Niemczech, czyli możemy się spodziewać zarówno zwiększenia liczby nowych zakażeń, jak i zgonów. Na razie jednak liczba hospitalizacji z powodu COVID-19 w naszym kraju spada.

Czy to kwestia pojawiania się nowych wariantów i subwariantów? Ekspert nie ma złudzeń.

– Subwarianty? Powtarzam zawsze, że to nie warianty lub subwarianty są groźne, lecz zachowania ludzi. Przykładem są Niemcy. Były tam wspaniałe manifestacje antywojenne, a potem nastąpił wzrost zakażeń – tłumaczy prof. Gut i dodaje: – Następny wariant po nim też będzie się rozprzestrzeniał. Bo im więcej osób wymyka się z systemu wykrywania zakażonych, ich izolacji i obejmowania kwarantanną tych, którzy się z nimi stykali, tym szybciej dany wariant będzie się rozprzestrzeniał w populacji. U nas z tego systemu wymyka się dużo osób, o czym świadczy znaczny odsetek wyników dodatnich z puli badanych na obecność SARS-CoV-2. Nie powinno ich być więcej niż 10 proc.

Wirusolog jeszcze raz podkreślił, że wszystko zależy od zachowań ludzi i dał przykładem z wariantem Delta, która szerzył się w Europie, ale w Japonii „poddał się”, gdy tylko wprowadzono większe obostrzenia. Jego zdaniem wirus szerzy się w każdej populacji, która nie przestrzega reguł epidemicznych.

Co z naszą odpornością populacyjną?

Czy jako społeczeństwo mamy już odporność populacyjną?

– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że odporność populacyjna, to odporność na chorobę, a nie na zakażenie. Odporność na zakażenie można uzyskać, choć w ograniczonym stopniu, poprzez odpowiedź miejscową na nabłonkach. Tego jednak szczepionka (dotąd stosowana przeciwko SARS-CoV-2 – dopisek redakcji) nie indukuje. Może to zrobić samo zakażenie lub innego typu szczepionka, a takiej nie ma – tłumaczy prof. Gut i dodaje: – Nie ma więc 100 proc. ochrony przed zakażeniem. Nie ma, bo to nie jest tak, że uzyskuje się wysoką gęstość przeciwciał wydzielniczych, która wyłapie wszystko, jest jedynie zmniejszenie prawdopodobieństwa zakażenia. Zresztą po szczepieniu dana osoba może nawet nie szerzyć zakażenia, bo jest na tyle silnie przygotowana, że rozwój infekcji zostaje zahamowany, gdyż nie dochodzi do objawów choroby i wirus nie wydostaje się z organizmu. Albo następuje skrócenie czasu zakażania innych. Na tym to polega.

Co ze szczepieniami przypominającymi?

Czy trzeba więc przyjmować dawki przypominające i co jaki czas? Czy jest już opracowany schemat ich stosowania?

– Nie jest to jeszcze możliwe, za krótki mamy okres obserwacji. Skąd mamy wiedzieć jak stosować kolejne dawki? Czy po dwóch latach, po trzech czy po pięciu? Trzeba się jednak liczyć z tym, że co jakiś czas trzeba będzie przyjmować dawki przypominające. Wiele zależy od indywidualnej odpowiedzi. Jednym osobom prawdopodobnie wystarczą dwie dawki na kilkanaście lat, a innym – jedynie na kilkanaście miesięcy – tłumaczy wirusolog i dodaje, że prawdopodobnie częściej będą musiały dawki przypominające przyjmować osoby starsze. W przypadku osób w tej grupie wiekowej jest podobnie jak z dziećmi w wieku do dwóch lat, które nie mają rozwiniętej odporności. Ale oczywiście wiele zależy to indywidualnych predyspozycji. Tak, czy inaczej, kolejna dawka nikomu nie zaszkodzi.

Czy robić badania na obecność przeciwciał w organizmie przed przyjęciem kolejnych dawek? Zdaniem eksperta nie jest to dobra miara.

– Najważniejsza jest pamięć immunologiczna i odporność komórkowa. Zniszczy ona komórki zanim wyprodukują one wirusy, które mogą zakażać innych. Przeciwciała wiążą wirusa, który już się wydostał z komórek organizmu, jakie zaatakował – tłumaczy prof. Włodzimierz Gut i dodaje, że można mieć niski poziom przeciwciał, ale wciąż dobrą pamięć immunologiczną i odporność komórkową.
Czy więc czwarta dawka przypominająca szczepionki przeciwko COVID-19 jest potrzebna? Zdaniem eksperta to zależy. Powinno się ją podać, gdy zacznie rosnąć liczba chorych zaszczepionych trzema dawkami. Taka jest reguła.

Źródło: PAP Zbigniew Wojtasiński