Testy na koronawirusa. Część z nich jest fałszywie pozytywna

08.09.2020
Aktualizacja: 08.09.2020 07:30
Pobieranie wymazu do testu na obecność koronawirusa
fot. GRZEGORZ KLATKA/REPORTER/ EAST NEWS

Testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 są bardzo czułe i dlatego część z nich może być fałszywie pozytywna. Muszą one dać jednoznaczną odpowiedź, czy patogen jest w organizmie, czy go nie ma. Jednak nie różnicują, czy są to jego martwe fragmenty, niezdolne do namnażania, czy też aktywny wirus.

Do takich wniosków doszli brytyjscy naukowcy. Ich zdaniem większość, zarażonych może infekować przez tydzień, po tym okresie patogen w organizmie człowieka nie jest już groźny, ale w testach jest wykrywany. To ich zdaniem tłumaczy, dlaczego wykrywa się tak dużo zakażeń, zwłaszcza tych bezobjawowych, a liczba przyjęć do szpitali jest na podobnym poziomie, jak wcześniej.

– Wyniki fałszywie pozytywne testów na obecność koronawirusa wynikająz tego, że muszą dać jednoznaczną odpowiedź: tak lub nie. Lepszym rozwiązaniem byłaby technika diagnostyczna pozwalająca określić, że koronawirus nadal wprawdzie występuje, ale nie jest już zakaźny – wyjaśnia prof. Carl Heneghan z Centrum Medycyny Opartej na Faktach Uniwersytetu Oksfordzkiego, główny autor badania. Ale dodaje, że nie jest to takie proste.

– Na świecie wykorzystywane są różne odmiany testów na obecność wirusów, choć stosowana w nich główna metoda jest taka sama. Jest to reakcja łańcuchowa polimerazy (PCR) służąca do powielania danego materiału genetycznego, w tym wypadku – koronawirusa. Dzięki tej technice można uzyskać nawet miliardy kopii określonej sekwencji DNA – tłumaczy prof. Heneghan. I dodaje: – Gdy zostanie pobrana próbka materiału, np. wymaz z nosa i jamy ustnej, w badaniu poszukiwany jest odpowiedni materiał genetyczny. Następnie wielokrotnie jest on powielany, nawet jeśli występują jedynie niewielkie jego ilości, np. fragmenty patogenu. Wynik jest wtedy jednoznaczny: został wykryty drobnoustrój.

Prof. Carl Heneghan wraz ze swoim zespołem sprawdził, czy pobrane próbki koronawirusa od osób, które miały pozytywny wynik testu na obecność tego patogenu. Okazało się, że część z nich nie była aktywna, a zatem nie była groźna. Profesor sugeruje, że warto robić dodatkowe badania – bez względu na koszty i możliwości techniczne – które sprawdzają, czy rzeczywiście wykryty patogen zagraża choremu lub jego otoczeniu.

CZY WIESZ ŻE?

Dowiedz się więcej

Aby to ocenić wiarygodność testu, potrzeba zbioru danych, czyli np. historii stu pacjentów (tzw. zbiory testowego). W przypadku testów diagnostycznych celem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: czy pacjent jest zdrowy, czy też chory na konkretną chorobę. W medycynie te zbiory danych dodatkowo porównuje się z absolutnie wiarygodnym testem referencyjnym (tzw. gold standard). U każdej osoby z testu referencyjnego przeprowadza się test i porównuje jego wynik z danymi rzeczywistymi. Istnieją cztery możliwe wyniki takiego porównania: wynik fałszywie pozytywny (false positive) jest wtedy, gdy wynik testu jest pozytywny, czyli według testu pacjent jest zarażony, ale w rzeczywistości jest zdrowy. Jeśli wynik testu jest pozytywny, a chory jest rzeczywiście zakażony, mówimy wtedy o wyniku prawdziwie pozytywnym (true positive). Idąc dalej, jeśli wynik testu jest negatywny, czyli według testu pacjent jest zdrowy, choć w rzeczywistości pacjent chory – mowa wtedy o wyniku fałszywie negatywnym (false negative). Natomiast, jeśli wynik testu jest negatywny i w rzeczywistości pacjent jest zdrowy. To wynik prawdziwie negatywny (true negative).

Źródło: BBC News/ PAP