Szpital w Pucku ma leczyć Covid-19. Rękoma… pediatrów i położników

19.10.2020
Aktualizacja: 26.10.2020 14:00
Szpital Powiatowy w Pucku
fot. JACEK LITWIN/East News

Wojewoda nakazał utworzyć 69 łóżek „covidowych”, ale personelu wystarczy na obsługę maksymalnie… trzydziestu. W dodatku ten personel to głównie pediatrzy, chirurdzy i położnicy. Lekarze zapewniają, że zrobią co w ich mocy, by pomóc pacjentom. Tak wygląda sytuacja w szpitalu w Pucku, który na mocy decyzji wojewody ma się przekształcić w placówkę obsługującą tylko pacjentów z Covid-19.

Reporter Radia ZET Maciej Bąk rozmawiał ze starostą puckim Jarosławem Białkiem (starostwo puckie jest organem prowadzącym świeżo utworzony szpital jednoimienny – przyp. autor).

Maciej Bąk, Radio ZET: Panie starosto, zastałem Pana w samym środku trwającej od paru dni operacji przemianowywania waszego szpitala. Operacji o tyle utrudnionej, że macie świeżo co potwierdzone przypadki koronawirusa wśród personelu…

Jarosław Białk: Decyzję dostaliśmy w piątek. Mówiła ona, że mamy przygotować 69 łóżek dla pacjentów covidowych. W szpitalu mamy prawie 100 łóżek, ale to polecenie będzie trudno wykonać z powodu braku rąk do pracy. Gdybyśmy dziś założyli, że każde łóżko jest zajęte przez pacjenta, to już wiem, że z powodu tego, co się wydarzyło wczoraj, nie będziemy w stanie ich obsłużyć. Dlaczego? Bo część personelu jest zakażona. Między innymi ordynator interny od wczoraj ma wirusa, prawdopodobnie zakaził się na miejscu. No i związku z tym osoby z personelu, które muszą teraz przejść kwarantannę, też będą osobami brakującymi.

Oprócz spraw koronawirusowych jest też bardzo trudna sprawa związana z tym, że musicie odprawić do domu albo do innych szpitali pacjentów po zabiegach albo czekających na zabiegi…

Jarosław Białk: Szpital Pucki, szczególnie oddział chirurgiczny, znany jest z leczenia przepuklin. Bardzo dużo osób przyjeżdża do nas w tej sprawie na zaplanowane zabiegi. I niestety to wszystko musimy odwołać, bo nie jesteśmy w stanie dalej w ten sposób pracować. Jednocześnie inny problem polega na tym, że mamy pięć oddziałów. Poza internistycznym mamy również duży oddział chirurgiczny, ginekologię, położnictwo, neonatologię i pediatrię. I ci lekarze nie bardzo będą potrafili sobie radzić przy pacjentach z COVID-19. Natomiast rozmawiałem z nimi w piątek i zdecydowana większość mówi, że będą chcieli pomóc na tyle, na ile będą umieli. Ale jest to bardzo trudne.

A dokąd przenosicie swoich pacjentów?

Jarosław Białk: Ci, którzy będą mogli wrócić do domów, to wrócą. Natomiast jest grupa pacjentów – nie powiem teraz ilu dokładnie – którzy będą wymagali dalszej hospitalizacji. I tu są dwa rozwiązania. Albo w wydzielonej części szpitala dokończą leczenie albo zostaną przewiezieni do innych szpitali specjalistycznych na kontynuację leczenia.

Podsumowując, macie państwo 100 łóżek, z których prawie 70 ma być „covidowych”, zakażony personel. Więc ilu realnie pacjentów jesteście w stanie przyjąć?

Jarosław Białk: Informacja z wczorajszego wieczora jest taka, że jesteśmy w stanie obsłużyć 20-30 chorych tym personelem, który mamy. Ale sytuacja jest dynamiczna i może się zmieniać na gorsze. Dlatego będziemy rozmawiać z NFZ albo wojewodą i prosić o przysłanie do nas dodatkowych lekarzy. Ale wiemy już, jaką odpowiedź dostaniemy...

Taką że nie mają kogo przysłać?

Jarosław Białk: Dokładnie tak.

Dziękuję za rozmowę.