Sanitariuszki - morowe panny

Monika Piorun
01.08.2016 14:31
Sanitariuszki - morowe panny

- Po każdej wojnie ktoś musi posprzątać - słowa poetki Wisławy Szymborskiej idealnie oddają zadanie, jakiego musiało się podjąć ponad 3 tysiące kobiet służących w oddziałach sanitarnych w czasie Powstania Warszawskiego. 416 wolontariuszek niosących wtedy pomoc powstańcom poniosło za to najwyższą cenę...

Widok pulsującej krwi jest w stanie sprawić, że niejeden dorosły mężczyzna, który ma za sobą spory bagaż doświadczeń, jest w stanie runąć na ziemię tracąc przytomność. Tymczasem dla nastoletnich podlotków, które zwinnie przemierzały zgliszcza Warszawy opatrując rany walczących w Powstaniu Warszawskim żołnierzy i zwykłych dzieciaków, bez zastanowienia rzucających się do obrony przed okupantem, był to widok powszedni. 

Opatrunki wykonywano bez środków znieczulających, których powszechnie brakowało. Trudno dziś sobie wyobrazić, jak wielkim poświęceniem odznaczały się młode dziewczyny, które z narażeniem własnego życia po 24 godziny na dobę niosły pomoc wszystkim poszkodowanym. Nierzadko trafiało się, że na swej drodze napotykały nie tylko Polaków, ale i Niemców.

Pani Anna Jakubowska, jedna z uczestniczek Powstania Warszawskiego, przypomina sobie, że na oddział sanitarny trafił kiedyś żołnierz w czarnym mundurze, który okazał się jednym z katów obozu dla Żydów. Resztkami sił próbował wyrwać się sanitariuszom, bojąc się, że sanitariusze go zwyczajnie zabiją.

Personel medyczny nie zajmował się jednak wymierzaniem sprawiedliwości. Niósł pomoc jednakowo wszystkim, bez względu na to, po której stronie walczyli, nawet jeśli czasem wychodziło na to, że są ich wrogami.

A gdy Cię kula trafi jaka...

... poprosisz pannę, da Ci buziaka - chyba każdy Polak zna słowa "Pałacyku Michla", którego bronili chłopcy od "Parasola". Mimo wesołej, skocznej melodii powstańczej piosenki, rzeczywistość, jakiej musieli wtedy sprostać młodzi ludzie wcale nie była radosna.

Operacje w skrajnie trudnych warunkach, "na żywca", bez żadnego znieczulenia były codziennością dla sanitariuszek, którymi zostawały nie tylko doświadczone pielęgniarki, ale i zwykłe, młode dziewczyny, nierzadko niepełnoletnie i nie do końca zdające sobie sprawę z tego, na jak wielkie niebezpieczeństwo się narażają.

Kobiety w mundurze

Nie wszystkie kobiety decydowały się jednak tylko na to, by opatrywać rany podczas walk. Niektóre brały w nich czynny udział - jak Wanda Tkaczyk-Stawska ps."Pączek". W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku miała 17 lat. Dlaczego nie bała się chwycić za broń, nie ustępując sprytem i odwagą mężczyznom?

- Żołnierz jest odważny wtedy, kiedy nie jest sam - twierdzi pani Wanda, o której heroicznej postawie powstał film autorstwa Marianny Bukowski - niezależnej reżyserki i producentki, która na co dzień pracuje dla brytyjskiej telewizji.

Autorka dokumentu jako kilkuletnia dziewczynka wyemigrowała z rodzicami do Szwecji. Po latach zdecydowała się opowiedzieć historię Warszawy, z której pochodzili jej przodkowie.

Historia Wandy Tkaczyk-Stawskiej - polskiej żołnierki walczącej ramię w ramię przeciwko Niemcom - zainspirowała mieszkającą w Londynie Mariannę Bukowski do poruszenia trudnej sytuacji kobiet żyjących w stolicy Polski w trakcie powstania.

Dzieciństwo ówczesnych młodych panienek, bez względu na to, czy pochodziły z dobrych domów, czy dorastały w biedzie na ulicach, kończyło się w momencie, kiedy na własne oczy doświadczały niezwykłego okrucieństwa i przelewu krwi na niespotykaną wcześniej skalę.

Przeczytaj: Przelej krew w rocznicę Powstania Warszawskiego. Trwa zbiórka krwi

Wanda przypomina sobie, jak bardzo czuła się bezsilna bez broni. Dopiero, kiedy udało jej się doczekać dnia, w którym otrzymała pistolet "Błyskawica" zdała sobie sprawę, jak wielka odpowiedzialność na niej spoczywa. Nie było już mowy o ckliwych urokach szczenięcych lat - rzeczywistość można już było ogarniać tylko w kategoriach życia lub śmierci.

Wojenne koleje losów sprawiły, że dzielna polska żołnierka trafiła aż do czterech obozów jenieckich. Z ostatniego została uwolniona przez jeden z oddziałów gen. Maczka ("Krwawe Koszule").

Zanim w 1946 roku powróciła do Polski przebywała we Włoszech, Izraelu i Egipcie. Po wojnie udało jej się skończyć psychologię. Przez resztę życia zawodowego pani Wanda zajmowała się upośledzonymi umysłowo dziećmi. Za swoją postawę trakcie walk, a także odszukiwanie mogił powstańczych została odznaczona m.in. Krzyżem Walecznych. 7 kwietnia 2016 roku skończyła 89 lat.

Ilu powstańców, tyle historii walk z okupantem. Nie wszystkie kobiety pomagały tylko opatrywać rany. Niektóre decydowały się chwytać za broń - jeśli tylko mogły ją dostać...

___

zdrowie.radiozet.pl/π