Zamknij

Nieprawidłowo opisała mammografię i przeoczyła raka? Proces lekarki

17.12.2020 13:56
Mammografia
fot. Shutterstock

Kobieta zgłosiła się na badanie piersi do jednego z mammobusów. Lekarka przeprowadziła mammografię, a po jakimś czasie pacjentka otrzymała informację, że nie stwierdzono niepokojących zmian. Niedługo później okazało się jednak, że kobieta choruje na raka piersi. Sprawa znalazła swój finał w sądzie.

Radiolog z Białegostoku została oskarżona o to, że błędnie opisała, w dodatku nieprawidłowo przeprowadzone badanie i skierowała do badanej pacjentki pisemną informację, że mammografia nie wykazała podejrzenia zmian nowotworowych.

Kilka miesięcy później okazało się, że badana wcześniej pacjentka ma raka piersi.

Zdaniem prokuratury radiolog naraziła kobietę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Kiedy rozwinął się rak? Ma to wyjaśnić sąd

Sprawa dotyczy badania mammograficznego przeprowadzonego w listopadzie 2008 roku.

Specjalistka radiolog pracująca w jednej z białostockich przychodni profilaktyki i diagnostyki obrazowej, w ramach programu wczesnego wykrywania raka piersi opisywała wynik takiego badania pacjentki w mammobusie. Kobieta została na to badanie zaproszona przez tę przychodnię.

Po badaniu radiolog poinformowała pacjentkę, że nie stwierdzono u niej zmian nowotworowych piersi. Jednak kilka miesięcy później stwierdzono u pacjentki nowotwór prawej piersi. 

Jak rozpoznać raka piersi?

Rak piersi to najczęściej występujący u kobiet nowotwór złośliwy. Zazwyczaj pierwszym objawem raka jest wyczuwalny w piersi guzek, a także wydzielina z brodawki sutkowej, zaczerwienienie lub wciągnięcie skóry piersi.

Okazało się, że radiogram był od strony technicznej nieprawidłowo wykonany, a lekarka nie zleciła powtórnego badania.

"Zaniechanie przeprowadzenia diagnostyki doprowadziło do opóźnienia rozpoznania zasadniczej choroby w postaci raka" - uważa prokuratura.

Już rok temu sąd pierwszej instancji uznał lekarkę za winną i skazał ją na pół roku więzienia w zawieszeniu, nakazał też zapłatę na rzecz pacjentki 15 tys. zł. To jednak nie zakończyło sprawy. Prokuratura domaga się wyższego zadośćuczynienia, a obrona (i sama oskarżona) uniewinnienia.

Obrońcy oskarżonej lekarki twierdzą, że w opinii biegłych nowotwór mógł rozwinąć się w okresie między badaniem mammograficznym w listopadzie 2008 roku a wizytą w Białostockim Centrum Onkologii, która miała miejsce w lipcu 2009 roku, która to wizyta była kluczowa dla rozpoznania raka.

Do postępowania włączono dodatkową dokumentację z wizyt pacjentki w różnych innych placówkach medycznych. Proces odwoławczy toczy się w Sądzie Okręgowym w Białymstoku.

Źródło: PAP