Zamknij

Prof. Czuczwar: do końca wierzył, że pandemia to "wielka ściema"

27.09.2021
Aktualizacja: 27.09.2021 11:05
Nie wierzył w pandemię
fot. Shutterstock

W szpitalach na oddziałach intensywnej terapii przebywają głównie osoby młode (średnia wieku obniżyła się do 40 lat), niezaszczepione, niektóre z nich nadal nie wierzą w koronawirusa – powiedział prof. Mirosław Czuczwar, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii SPSK1 w Lublinie i dodał, że obecnie w jego placówce jest leczony 23-latek bez żadnych chorób towarzyszących.

Prof. Czuczwar podkreśla, że obecny wzrost zachorowań zaczął się w połowie sierpnia br. Pierwszym pacjentem, który chyba najbardziej zapadł mu w pamięć, był ponad 40-letni mężczyzna, który wrócił z Wielkiej Brytanii.

– On i jego bliscy mieli dosyć skrajne poglądy. Jak z nim rozmawiałem, to tłumaczył, że to "wielka ściema" i w Anglii nikt nie wierzy w pandemię, a on jest po prostu przeziębiony. Miał ciężką niewydolność oddechową, walczył o każdy oddech i praktycznie do końca starał się nas przekonać, że bierzemy udział w jakiejś inscenizacji albo manipulacji. Zmarł, mimo że medycyna dała mu wszystko, co ma do zaoferowania. To był nasz pierwszy pacjent w tak ciężkim stanie, który świadomie unikał szczepień – opowiadał prof. Mirosław Czuczwar.

COVID-19 to nie przeziębienie

Zakażenie wirusem SARS-CoV-2 – jak wyjaśnia ekspert – to nie jest zwykłe przeziębienie, jak uważają antyszczepionkowcy. Dowodem na to są statystyki przeżywalności w leczeniu metodą pozaustrojowego utlenowania krwi, tzw. ECMO.

– Z terapią ECMO na początku pandemii wiązane były duże nadzieje, bo mieliśmy bardzo dobre wyniki leczenia grypowych zapaleń płuc. Przeżywalność przy grypie wynosiła 65-70 proc., a teraz w przypadku COVID-19 mamy umieralność na tym poziomie. Wirus SARS-CoV-2 jest groźniejszy, poza tym jest to nowy wirus, więc układ immunologiczny nie miał czasu, jak w przypadku grypy, żeby się z nim oswoić – tłumaczy prof. Czuczwar i dodaje, że jedynie szczepienia mogą nam pomóc uporać się z pandemią.

– Nie wiem, dlaczego połowa społeczeństwa w moim kraju postanowiła ten dar (szczepienia – przyp. redakcja) odrzucić, twierdząc, że jest niepotrzebny, czy niesprawdzony. Obawiam się, że doszliśmy do ściany, bo ci, co chcieli się zaszczepić, już to zrobili, a reszta już się nie zaszczepi bez względu na to, co byśmy zrobili. Organizowanie mobilnych punktów szczepień, akcje promocyjne w mediach – to niestety wszystko trafia w próżnię, być może dlatego, że przeciwnicy szczepień nie są zainteresowani merytoryczną dyskusją, tylko podgrzewaniem konfliktu – dodaje ekspert.

Brakuje jasnego stanowiska ws. szczepień

W jego opinii, poglądy osób kontestujących pandemię wynikają między innymi z braku jasnego stanowiska wielu środowisk, w tym medycznych. Do pacjentów dociera wiele niejednoznacznych sądów. Niektórzy naukowcy, lekarze zbyt pochopnie mówią o wynikach badań, czy prowadzonych obserwacjach, przed ich ostatecznym potwierdzeniem. Nie wszyscy są też przekonani do szczepień.

– Wydaje mi się to ogromnym problemem dla naszych środowisk. Często pacjenci mówią, że lekarz poradził im, żeby lepiej wstrzymać się ze szczepieniem z powodu potencjalnych działań niepożądanych. Ostatnio usłyszałem, że nie zaszczepił się pan, który starał się o dziecko, bo ktoś mu rzekomo powiedział, że szczepienie może zaburzyć płodność – powiedział ekspert i dodał, że w przestrzeni publicznej zbyt długo tolerowano osoby, które kontestują zdobycze nauki i medycyny. To się powinno skończyć.

– Ja sam bez przerwy dostaje różne takie maile, listy, telefony od osób, które podpisują się z imienia i nazwiska i wiem, że nie mają żadnego wykształcenia medycznego, żeby się wypowiadać na te tematy. Najczęściej odwołują się do skrajnych opinii, z których wynika, że pandemia jest wymysłem i te wszystkie działania mają na celu destrukcję społeczeństw. Ostatnio dostałem maila o tym, że obecna pandemia jest wynikiem ogólnoświatowego spisku, analogicznie do epidemii świńskiej i ptasiej grypy z przeszłości. Z takimi argumentami naprawdę trudno dyskutować – powiedział prof. Czuczwar.

Zazwyczaj epidemie trwają około dwóch lat

Zapytany o to, kiedy pandemia koronawirusa się skończy, odpowiedział, że zazwyczaj epidemie trwają około dwóch lat, ale pod warunkiem zaszczepienia się społeczeństwa.

– Dzisiaj już wiemy, że jest to zbyt optymistyczne podejście, bo tylko połowa Polaków jest zaszczepiona. To, co nas ratuje w pewnym sensie to fakt, że część pacjentów – mimo ewidentnych objawów zakażenia – nie zgłaszała się do służby zdrowia. Tym samym, mamy niedoszacowaną populację ozdrowieńców, którzy posiadają odporność. Problem tkwi tylko w tym, że nie wiemy, jak długo będzie się ona utrzymywać – podkreślił prof. Mirosław Czuczwar.

Źródło: PAP Gabriela Bogaczyk