Zamknij

Pacjenci odchodzili tak szybko. Wspomnienia pielęgniarki z OIOM-u

29.10.2021
Aktualizacja: 29.10.2021 13:30
Oddział OIOM
fot. MAREK BEREZOWSKI/REPORTER/ East News

Pacjenci odchodzili tak szybko, że trudno to nawet opisać. To było bardzo, bardzo przykre. Oby się więcej nie powtórzyło – powiedziała Izabela Walczak, pielęgniarka ze szpitala w Zgierzu, która za walkę z pandemią została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Pani Izabela, szefowa zespołu pielęgniarskiego na OIOM-ie, w rozmowie z PAP, opowiedziała o początkach pandemii w Polsce z perspektywy osoby, która była w samym centrum wydarzeń. Jej szpital został przekształcony w jednoimienny i trafiali do niego pacjenci z COVID-19.

– To było ogromne przeżycie. Nie znaliśmy tej choroby, nie wiedzieliśmy, z jakimi pacjentami będziemy mieli do czynienia. Do tego wśród personelu także pojawiały się już pierwsze przypadki zakażeń, więc istniała również obawa o własne zdrowie. Na co dzień oddział, którym się zajmuję, ma 10 łóżek, a wtedy stworzyliśmy aż 16 miejsc intensywnej terapii. To wymagało przeorganizowania grafików pracy. To była wielka niewiadoma, wielki stres i obawa o nasze rodziny – opowiadała pani Izabela Walczak i dodała: – Pamiętam pacjentów, którzy przyjeżdżali do nas do szpitala, przywożąc ogromne walizki ubrań. Oni myśleli, że taka jest potrzeba. To wszystko nas przytłaczało.

W tamtym czasie koronawirus SARS-CoV-2 i COVID-19, choroba, którą wywoływał ten patogen, były wielką niewiadomą. Stosowano środki ostrożności, które miały zapewnić bezpieczeństwo personelowi medycznemu. Specjalne kombinezony, maseczki, zalecenia sanitarne.

– Na pewno niezapomnianym przeżyciem była nauka zakładania kombinezonów i zapewnienia sobie osobistej ochrony przed zakażeniem. Ubieraliśmy się po "czystej" stronie, potem przy wychodzeniu z "brudnej" musieliśmy tak się rozbierać, aby się nie nadkażać – opowiadała pani Izabela i dodała: – Pierwsze nasze stroje był inne, niż te późniejsze, które były nieco lżejsze, więc było łatwiej. Ale tak ogólnie wszyscy byliśmy zmartwieni. Przeorganizowały się nasze dyżury, nasze życie rodzinne, zawodowe. Ale bardzo się wspieraliśmy, bo wiedzieliśmy, że po prostu musimy.

Na oddział intensywnej terapii (OIOM), gdzie pracuje pani Izabela Walczak, trafiali pacjenci w najcięższym stanie. Ryzyko śmierci było bardzo wysokie.

– To było straszne. Pacjenci odchodzili tak szybko, że czasami... no, trudno to nawet opisać. To było bardzo, bardzo przykre i oby nigdy się to nam nie powtórzyło – mówiła pani Walczak.
Mimo tak trudnej sytuacji w Polsce (rośnie liczba zakażeń), wciąż wiele osób podważa skuteczność szczepień przeciwko COVID-19.

Pani Izabela Walczak odniosła się również do tej kwestii: – Ja jestem zaszczepiona i moje dzieci też, podobnie jak wszyscy na naszym oddziale w szpitalu. Czekam na trzecią dawkę. Uważam, że szczepienie, jeżeli dojdzie do zakażenia koronawirusem, daje szanse na przeżycie.

Źródło: PAP Agnieszka Grzelak-Michałowska