Dramatyczna akcja: Piloci zwiększyli prędkość samolotu, by uratować chore dziecko

Monika Piorun
20.03.2018 10:39
Noworodek, dziecko, samolot, choroby serca, podróż lotnicza
fot. Shutterstock

10-dniowe dziecko z ciężką wadą serca udało się uratować dzięki temu, że piloci na prośbę lekarza zdecydowali się zwiększyć prędkość samolotu. Po 6-godzinnym opóźnieniu lotu transportowanemu na operację noworodkowi kończył się tlen w butli tlenowej.

Mogłoby się wydawać, że takie sensacyjne historie zdarzają się tylko w filmach. Okazuje się jednak, że życie pisze najbardziej skomplikowane scenariusze. Włoski dziennik „Corriere della Sera” opisał sytuację, która miała miejsce na pokładzie samolotu pasażerskiego lecącego z Tunisu do Mediolanu. Leciała nim para z Tunezji wraz z urodzoną 10 dni wcześniej córeczką o imieniu Amina. U ważącej 1,6 kg dziewczynki stwierdzono poważną wadę serca, która wymagała natychmiastowej operacji. 

Ośrodkiem, który mógł pomóc noworodkowi, była mediolańska poliklinika San Donato. To właśnie do niej rodzice wraz z Alessandro Frigiola, ordynatorem tego ośrodka, lecieli z Tunezji do Włoch.

Opóźniony lot, kończący się zapas tlenu

Podróż, relacjonuje gazeta, zaczęła się od 6-godzinnego opóźnienia odlotu z Tunisu z powodu awarii, co oznaczało w tym przypadku poważne trudności, bo noworodek oddychał wyłącznie dzięki butli tlenowej. Podczas oczekiwania na odlot tlen zaczął się kończyć. Udało się znaleźć dwie dodatkowe butle, które zabrano na pokład. Tlenu było w nich na 90 minut, podczas gdy lot miał trwać... 100 minut!

Włoski lekarz poszedł do kabiny pilota i poprosił go stanowczo o to, by zwiększył prędkość, bo — jak tłumaczył — nie ma czasu.

Pojawił się jednak kolejny problem, bo temperatura dziecka cały czas powoli się obniżała. Groziło to zatrzymaniem pracy serca. Na pokładzie nie było żadnej kołdry termicznej, a kocyk nie wystarczał. Lekarz ponownie poszedł do pilotów i poprosił o podniesienie temperatury ogrzewania na pokładzie do maksimum.

Minuty, które ocaliły życie noworodka z wadą serca

Choć pasażerowie byli zgrzani i pocili się, to jednak nikt nie protestował, by podjąć inną decyzję. Lekarz dokładnie wytłumaczył, dlaczego trzeba było to zrobić. Jak potwierdza ordynator, wszyscy wsparli tę decyzję. 

Pilot tak się pospieszył, że doleciał na lotnisko Malpensa w ciągu 85 minut. Na płycie czekała karetka, którą odwieziono Aminę do szpitala. Dzień później została zoperowana. Operacja przebiegła pomyślnie.

Po kilku dniach rodzice z córką powrócili do Tunezji. Tym razem nie trzeba było już liczyć minut lotu...

Spodziewasz się dziecka? UE chce skończyć z rocznymi urlopami dla matek

źródło: PAP/Corriere della Sera

________

zdrowie.radiozet.pl/π